52 książki a sprawa polska

Rafał Chojnacki

Rafał Chojnacki
Punkty: 451
01.02.2015 Rafał Chojnacki

Wydawać by się mogło, że ludziom zajmującym się zawodowo pisaniem o kulturze, powinno zależeć na tym, by jak najwięcej osób sięgało po rozmaite teksty. Niestety tak nie jest. Najwyraźniej chodzi o to, by kultura pozostawała zjawiskiem elitarnym, żeby Pani i Pan recenzent mogli grzać się w jej blasku, bez konieczności rozpychania się łokciami i znoszenia cudzych opinii. Wszak to dobrze, jeżeli można się zajmować czymś niszowym, a na dodatek dostawać za to pieniądze.

Dowodem na takie podejście wydaje się być felieton Justyny Sobolewskiej, recenzentki znanej z łamów „Polityki”, zatytułowany „Przewodnik czytania”. Jest on dostępny on-line na blogu autorki, można więc zapoznać się z całym jej wywodem, jednak na potrzeby niniejszego tekstu streszczę główną tezę tego felietonu. Chodzi w nim przede wszystkim o to, że autorkę razi entuzjazm związany z modą na czytanie 52 książek rocznie.

Przypomnę tylko, że sam pomysł został rozpropagowany przez amerykańskiego blogera, Juliena Smitha, który zaproponował swoim czytelnikom akcję, polegającą na czytaniu jednej książki tygodniowo. W ciągu roku daje to właśnie 52 pozycje książkowe. Od jakiegoś czasu na Facebooku działa również polska grupa, której uczestnicy podejmują wyzwanie przeczytania takiej właśnie (lub większej) liczby książek w ciągu roku.

Jakie zarzuty wobec zgromadzonych na grupie czytelników prezentuje w swoim felietonie panie Sobolewska? Otóż jej zdaniem „Można czytać mnóstwo i nic z tego nie rozumieć”. Jak przypomnę sobie niektóre teksty pisane przez autorkę dla „Polityki”, to rzeczywiście trudno się z nią w tej kwestii nie zgodzić. Wszak z jej recenzji powieści kryminalnych Henninga Mankella prędzej dowiemy się jaką pogodę opisywał on na pierwszych stronach, lub też jak podobała się recenzentce ekranizacja danej książki, niż co właściwe sądzi o pisarstwie szwedzkiego twórcy…

Znacznie ciekawszy wydaje się jednak inny argument. Pani Sobolewska stwierdza mianowicie – i ma w tym oczywiście rację – że „czytanie to przecież nie są zawody sportowe”. Tyle tylko, że gdyby przed napisaniem swojego felietonu autorka zadała sobie choćby minimalny trud zapoznania się z informacją na temat reguł panujących w facebookowej grupie „52 książki”, zauważyłby, że jest tam bardzo wyraźnie napisane, iż nie chodzi o żadne ściganie się, że liczby nie są istotne. Wystarczyłoby z reszta zajrzeć do postów uczestników grupy, by zauważyć, że tu wcale nie chodzi o wyścigi, a jedynie o wzajemne polecanie sobie tytułów lub ostrzeganie przed nietrafionymi pozycjami.

Kto wie, może jednak autorka felietonu zajrzała na grupę i stwierdziła, że nie może sobie pozwolić na to, żeby jacyś amatorzy siedzieli przed monitorami i odbierali jej chleb. Wszak to ona jest zawodowa recenzentką i to jej blog nosi tytuł „Oczytany” (blog może być oczytany? serio?). Mam jednak nadzieję, że poniosła mnie wyobraźnia i nie chodzi tu o taką sytuację. Wolę wierzyć, że to zwykłe lenistwo kazało napisać felieton na podstawie strzępów informacji z mediów, bez choćby minimalnego zgłębienia tematu. Wszak w przeciwnym razie nie czytalibyśmy w nim raczej głupot o byciu „przodownikiem na froncie czytania”.

Najzabawniej jednak prezentuje się fragment, w którym pani Sobolewska roztacza świetlane wizje rozwoju czytelnictwa, związane ze wspieraniem bibliotek przez Ministerstwo Kultury. Aż chciałoby się w tym momencie zacytować przemówienie Zygmunta Miłoszewskiego, w którym zwracał się do zgromadzonych na gali wręczenia Paszportów Polityki urzędników, „opiekujących” się w naszym kraju kulturą. Tak się składa, że od lat różne państwowe komórki, zajmujące się statutowo promocją tejże kultury, próbują zwiększyć poziom czytelnictwa w Polsce. Rezultaty ich działań w porównaniu z nakładami są żałosne. Tymczasem prosta akcja na Facebooku, odnotowała w tej kwestii spektakularny sukces. Niektórzy uczestnicy wprawdzie podają jedynie kolejne przeczytane tytuły, inni zamieszczają krótkie recenzje, a jeszcze inni dopytują i dyskutują o książkach. Trudno sobie wyobrazić forum, które bardziej przypominałoby współczesną wersję tak wychwalanych w felietonie panie Sobolewskiej Dyskusyjnych Klubów Książki. Tyle że aby zauważyć podobieństwo, musiałaby najpierw zobaczyć to, o czym postanowiła napisać…

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów