A ja, mimo wszystko, się z Polski nie wypiszę.

Trybuna Lemingradu

Trybuna Lemingradu
Punkty: 159
31.01.2015 Trybuna Lemingradu

Na RePortalu pojawił się pełen żalu tekst autorstwa p. MirJan „Ja się z Polski wypisuję czyli ostatni gasi światło” traktujący o losie drobnych przedsiębiorców, którym państwo – a raczej rządzący tym państwem „przedstawiciele” Narodu – rzucają na każdym kroku kłody pod nogi. Tekst prawdziwy do bólu, opisujący dokładnie to, co słyszę dziennie rozmawiając ze znajomymi właścicielami osiedlowych sklepików, małych warsztatów czy knajpek. Ale ta prawdziwość, niestety, jest tylko pustym narzekaniem, nie wnosi niczego i nie jest nakierowana na próbę zmiany rzeczywistości. Ja wiem, ze czasem trzeba z siebie wylać frustrację, sam często to robię, ale trzeba też podjąć próbę zmiany, wyrwania naszego kraju z łap złodziei, aferzystów i nieudolnych populistów. Tego w tekście p. MirJan brakuje. Jak również pytania zasadniczego: kto do takiego stanu nasze państwo doprowadził?

Tak, wiem, politycy i państwowi funkcjonariusze, których ci pierwsi posadzili na urzędach. Tyle tylko, że oni sami się nie wybrali, ktoś im dał mandat, ktoś postawił krzyżyk przy ich nazwiskach na kartach do głosowania. P. MirJan pisze o około dwóch milionach małych przedsiębiorców – to jest, razem z rodzinami, od 6 do 8 milionów wyborców, potężna siła zdolna bez kłopotu zmienić układ sił na politycznej scenie. Dlaczego nie zmieniła? Ja rozumiem, w 2007 roku zagłosowali na Platformę Obywatelską obiecującą normalność – przecież sam dzisiejszy Król Europy Donald Tusk przysięgał z sejmowej trybuny, że wyrzuci ze swojego rządu każdego, kto choć zaproponuje podniesienie podatków. Nie tylko słowa nie dotrzymał, ale osobiście podatki podniósł. I wygrał kolejne wybory a jego partia stała się pierwszą w historii Rzeczypospoliten no. 3, która utrzymała władzę przez czas dłuższy niż jedna kadencja. Dlaczego te miliony wyborców związanych z małym biznesem temu nie zapobiegły?

Nie tylko oni zresztą, nie obarczajmy winą za nasze nieszczęście jednej grupy społecznej. To samo dotyczy pracowników najemnych – według raportu firmy Deloitte to w Polsce pensje są najbardziej obciążone fiskalnie, podatki, składki, narzuty i inne opłaty stanowią prawie pięćdziesiąt procent wynagrodzenia brutto. Patrząc na wyniki wyborczych sondaży można dojść do wniosku, że nikomu to nie przeszkadza, przeciwnie, ludzie są z takiego stanu rzeczy zadowolenia. A jeżeli już psioczą na niskie zarobki to winą obciążają… małych i średnich przedsiębiorców, ludzi tworzących największą ilość miejsc pracy. A przecież oni, żeby dać pracownikowi 1.200 złotych na rękę muszą z własnej kieszeni wyciągnąć prawie 2 tysiące! Naprawdę ktoś myśli, że wolą oddawać państwu niż pracownikowi?

No tak, niestety ludzie tak myślą. Już starożytni mówili „dziel i rządź” wiedząc, że skuteczny władca musi antagonizować poddanych. I nasi „przedstawiciele” właśnie to robią, napuszczają na siebie ludzi przeciwstawiając sobie poszczególne grupy ludzi, szczując na nie i stawiając je w pozycji wroga społecznego żerującego na pozostałych. Ostatnio zrobiono tak z górnikami protestującymi w obronie swoich zakładów pracy – usłużne media publikowały teksty pokazujące, ile górnik zarabia i ile my wszyscy musimy do tej jego pensji dokładać z naszych podatków. O tym, że to nie zwykli pracownicy kopalń są największym obciążeniem dla budżetu ale rozrosłe do granic wypęku balony administracyjne w nikomu niepotrzebnych spółkach górniczych nie padło ani jedno słowo.

Małych i średnich przedsiębiorców też przedstawia się jako oszustów, którzy próbują tylko ograć fiskusa żeby płacić jak najniższe podatki, zatrudniać na „śmieciówkach” i żyć niczym bohaterowie argentyńskich telenoweli. Przeciwstawia się ich ciężko pracującym górnikom, żeby przypadkiem się nie dogadali i nie spróbowali razem wystąpić przeciwko władzy. I jest to, o dziwo, skuteczne. A przecież jeżeli zlikwidowana zostanie kopalnia, jeżeli kilka tysięcy zatrudnionych w niej ludzi straci robotę to z torbami pójdzie i sklepikarz na górniczym osiedlu, i właściciel szynku, i taksówkarz, i ślusarz prowadzący warsztat współpracujący z kopalnią, i konsultantka „Avonu” sprzedająca kremy górniczej czy sklepikarskiej żonie i córce. Pozostanie pustynia i kolejka do kasy po bilety tanich linii w jedną stronę do Londynu.

Dlatego ja się z Polski nie wypiszę. Będę tu siedział i próbował coś zmienić, dogadać szefców z krawcami, nauczycieli z fryzjerami, górników ze sklepikarzami. Bo tylko jeżeli wszyscy razem staniemy przeciwko dojącym nas politykom możemy coś zmienić. I pójdę na wybory kierując się jedną tylko chęcią oderwania od koryta tych, którzy od dwudziestu pięciu lat doprowadzali i doprowadzają mój kraj do ruiny.

A Wy róbcie co chcecie, jedźcie na wygnanie albo przyłączcie się do mnie.

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów