Autostopem przez Europę.

krzysztofmalaka

krzysztofmalaka
Punkty: 85
05.05.2015 krzysztofmalaka

Pod koniec czerwca udałem się na autostopową wyprawę do stolicy Mitologii. Do Greckich Aten.
Tym razem moją przygodę autostopową rozpocząłem na przejściu granicznym w Cieszynie. Dotarłem do czeskiego Brna skąd miałem zaplanowane łapać dalej na południe w stronę Węgier i Chorwacji, jednak los chciał inaczej.
I tak po splocie nieszczęśliwych wypadków wylądowałem w Niemieckim Monachium.
Skąd miałem 2 opcje albo się wrócić, albo jechać w stronę Austrii i spróbować coś złapać na Włochy.
Wybrawszy opcję drugą, gdyż nigdy się nie wracam wylądowałem w Scharnitz przed Innsbruckiem. Gdzie podziwiałem piękno Austriackich gór i dolin.
Po kolejnych kilku chwilach złapałem Rumuńczyka który zabrał mnie do Włoskiej Verony.
Było to w zasadzie pierwsze miasto które zwiedziłem.
Widziałem słynny plac Piazza delle Erbe i słynną arenę*

Po kilku godzinach ruszyłem dalej do miasta na Słowenii – Vrtojba, przy granicy z Włochami. Niestety było to święto narodowe i większość ciężarówek którymi się poruszałem miała zakaz ruchu.

Następnego Dnia po prawie 24 godzinnej przerwie ruszyłem przez całą Słowenię, Chorwację do Serbii.
Mijając Stolice Słowenii Ljubljanę, Tereny powojenne w Chorwacji, gdzie do tej pory w przy drożnych lasach są tabliczki z zakazem wstępu ze względu na niedopałki, miny, pociski . Zniszczone przez wojnę miasta , to zrobiło na mnie naprawdę ogromne wrażenie.

W Serbii na Parkingu znalazłem ciężarówkę z Polskimi Tablicami rejestracyjnymi który zabrał mnie do Vranje(Serbskiego miasta na południu Kraju), niedaleko Kosowa.

Po kilku chwilach intensywnego machania rękami zatrzymała się betoniarka jadąca na budowę, dojechałem nią aż pod Granice Macedońską. Ostatnie 5 kilometrów musiałem pokonać pieszo, oglądając dookoła czarnoziemy, pola, kłosy zboża szedłem tak w upalnym słońcu aż dotarłem do wiaty.

W ciągu chwili w sznurze samochodów, rozpoznałem czeskie tablice i postanowiłem zapytać czy istnieje możliwość podwózki, i tak po ponad godzinie wylądowałem w Skopiach.

W centrum miasta, sam daleko od drogi wylotowej, bez wody i dalszych perspektyw.
Postanowiłem się wrócić tą samą drogą którą wjechałem do miasta.
W czasie mojej wędrówki spotkałem Macedoniankę która zaproponowała mi podwózkę razem ze swoim mężem i tym sposobem znalazłem się przy kolejnej granicy, po drodze była jeszcze przygoda z pomocą znajomemu kierowcy która okazała się przykrywką do palenia blanta.
Po szerokiej drodze, pięknych widokach i gęstej atmosferze dotarliśmy do Grecji.

W przygranicznym mieście Evzonoi znów spotkałem Polskiego wesołego kierowcę z którym to dotarłem do przedmieść Aten.
W trakcie podróży zatrzymaliśmy się w okolicach greckich źródeł termalnych, w celu wykąpania się.
Z Parkingu zabrała mnie wesoła gromadka przyjaciół z których dwójka studiowała w Finlandii a reszta została w rodzinnych Atenach.

Po przeprawieniu się metrem na koniec miasta umówiłem się z moim hostem, niestety jak się okazało tej nocy nie miał dla mnie miejsca gdyż dałem znać zbyt późno, dopiero od następnego dnia mógł mnie gościć. Więc nie miałem wyjścia. Poszedłem spać na plaże.

Następnego dnia postanowiłem zwiedzić Akropol, Polski Kościół i całą polską dzielnice. Tak też uczyniłem.
Jak nauczył mnie mój host w metrze nie trzeba kasować biletów bo kontroli nie ma, jednak mimo wszystko zachowywałem czujność i dotarłem do stacji Attiki, gdzie spotkałem się z Polskim kierowcą z którym początkowo miałem wracać (jednak ten wariant nie wyszedł ponieważ, wracał on tydzień później niż ja planowałem).
Ponieważ w Porcie w którym radzono mi łapać jakieś ciężarówki nie udało mi się nic złapać, postanowiłem kupić bilet za 10 euro do Salonik, skąd podobno jest prościej.
Powiedziałem kierowcą autobusu że jestem autostopowiczem i czy mogli by mnie wysadzić gdzieś na jakiejś stacji żebym mógł sobie coś złapać, na co oni zaskoczyli mnie kompletnie – pozwolili mi jechać ze sobą dalej do końca trasy i wylądowałem w Nowym Sadzie około 100km od Granicy Węgierskiej.

Skąd dostałem się do Budapesztu, a dalej do Wrocławia, gdzie na myśl przyszło mi żeby kontynuować wyprawę i jechać dalej w stronę zachodniej Francji gdzie podobnie jak w Grecji i Macedonii autostop nie jest tak łatwy.

Po szybkim przedostaniu się do Legnicy, na stacji spotkałem kierowcę który jechał aż do samego Paryża. Dojechałem z nim do Nancy, gdzie byłem już zdany tylko na siebie.
Okazało się że poruszanie się tym sposobem po Francji faktycznie nie jest łatwe, opornie szła droga do Lyonu z Lyonu do Montpellier.

W mieście spróbowałem żabich udek, widziałem Place de la Comédie, okapałem się w morzu.
W powrotnej trasie ponownie zahaczyłem o Lyon, lecz większą uwagę przekłułem na Strasburgu i właśnie tam się zatrzymałem.
Była noc, podziwiałem miejski nocny krajobraz, zakochując się w zachodniej wolności.
Przechodząc pomiędzy budynkami Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, parlamentu europejskiego, czy choćby zwykłego mcdonalda czuło się wielkość i jednoczenie swobodę w tym mieście.
Między fontannami, rondami, ulicami – wolny szczęśliwy ja – tak właśnie musiała się skończyć ta wyprawa.

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów