Bankier Kwinto – ofiara oszustwa czy wyrachowany przestępca ?

Michał Kitala

Punkty: 92
22.01.2015 Michał Kitala

Nikt nie przypuszczał na początku stycznia 1934 roku, że rozpoczynający się proces nobliwego z wyglądu bankiera Stanisława Kwinto, prowadzącego dom bankowy pod własnym nazwiskiem w centrum Warszawy stanie się od tej pory synonimem niejasnych interesów, symbolem jakby to określić – finansisty który do perfekcji opanował zasady “kreatywnej księgowości”. Prowadzony przez ponad 14 lat Dom bankowy nagle upadł? Czy to możliwe? – wielu pytało. Najprawdopodobniej to nie Kwinto doprowadził swój dom Bankowy do bankructwa… lecz pewien cichy przyjaciel, chcący się zemścić – i nie jest to z pewnością filmowy Gustaw Kramer znany ze srebrnego ekranu.

Polak z Ameryki co samochodami handlował

Ogłoszenie upadłości przez Kwintę zostało przypieczętowane wyrokiem sądowym z 29 września 1931. Kluczem do plajty Kwinty stały się zeznania polonijnego przedsiębiorcy z Chicago- Eugeniusza Mączyńskiego (posiadającego mieszkanie w Warszawie, przy ulicy Pięknej 11 i Piusa XI, nr 11) – właściciela i prezesa firmy Autopalace handlującej samochodami firmy Berliet, budującego m.in. garaże samochodowe, której jednym z członków konsorcjum o tej nazwie miał być Kwinto. Mączyński z Kwintą poznali się przed paroma laty, gdy ten ostatni garażował (w pomieszczeniu firmy przy ul. Tatrzańskiej 4 w Warszawie) swoje dwa samochody u Mączyńskiego. Inna wersja podaje, że Kwinto z Mączyńskim poznali się w Banku dla Handlu i Przemysłu w którym Kwinto był dyrektorem. Bankier ostrzegł wówczas biznesmena przed zbliżającym się rychłym upadkiem banku (który nastąpił 3 września 1925 roku) – odradzając wpłacania mu gotówki. Po powrocie do kraju z emigracji, Mączyński pragnął ulokować swoje oszczędności na kontach w Banku Dyskontowym, w zawiązku z tym zamiarem zasięgnął opinii u Kwinty – afiszującego się wówczas jako aktywista obozu narodowego. Kwinto podczas rozmowy z Mączyńskim, zasugerował że Bank Dyskontowy rządzony jest przez „kierownictwo obcej narodowości” ( tj. osób wyznania mojżeszowego). Na argument ten, Mączyński odpowiedział, że ulokuje swój kapitał w innym banku.

Panie Mączyński to nie jest pana konto

Riposta Kwinty była również stanowcza – odradził wpłatę pieniędzy na rachunek w pozostałych bankach podkreślając, że instytucje te nie popierają rzekomo Obozu Narodowego i wielkim grzechem byłoby wpłacić tam pieniądze przez obywatela tak pobożnego jakim jest Mączyński. Zostawił on w Domu Bankowym Kwinty listy zastawne o nominalnej wartości 200 tysięcy złotych (w późniejszym śledztwie zażądał od Kwinty zwrotu najpierw 80 000 a potem podwyższył tę sumę do 270 000 złotych).

Dobry-Wieczór-i-Kurjer-Czerwony-ilustrowane-pismo-page-001

We fraku i szapoklaku

Jeden z wariantów podany przez prasę wskazywał że Mączyński założył fikcyjny rachunek na nazwisko „Piotrowski” po to, aby Mączyński kupował towar od Piotrowskiego, i poprzez fikcyjne transakcje pragnął ukryć wysokość posiadanego majątku przed władzami skarbowymi i rodziną. Istnieje również hipoteza, że Mączyński chciał się uchronić przed wekslami, jakie kursowały z podpisem zarządu jego firmy. Podczas jednej z rozmów Mączyński miał przyznać się Kwincie, że posiada pokaźne kapitały ulokowane na rachunku bankowym w Banku dla Handlu i Przemysłu. Dowiedziawszy się o tym Kwinto, polecił Mączyńskiemu natychmiast wycofać powyższe kwoty, i przenieść je na rachunek bankowy do swojego Domu Bankowego. Dziwnym trafem, kilka miesięcy później Bank dla Przemysłu ogłosił niewypłacalność, a Mączyński zdołał uratować swoją gotówkę, zdeponowaną na koncie u Kwinty. Pieniądze z tej firmy była z rozmysłem wypompowywana przez Kwintę. Sam bankier często przychodził do siedziby firmy „Autopalace” mieszczącej się w Warszawie, ul. Moniuszki 2, we fraku robiąc wrażenie, że wraca z konferencji u premiera.

Dolary, samochody i papiery wartościowe…

Polonijny biznesmen – Mączyński – pewnym czasie zgłosił się do Kwinty o wypłatę należnej gotówki. Mączyński, nagle się wycofał ze spółki z Kwintą i sprzedał swoje udziały niejakiemu Horodyskiemu, który nie przyjął wykupionych weksli zawartych z francuską firmą Berliet. Za namową Kwinty Mączyński zlikwidował posiadane w jego kantorze konto w kwocie 60 000 dolarów. Zgodził się pod presją Kwinty umieścić swoje pieniądze na koncie w banku Kwinty, pod fikcyjnym nazwiskiem „Tadeusza Piotrowskiego, Chicago” (inne źródła podają nazwisko Szymona Prewysza) aby uniknąć opłat skarbowych oraz uniknąć odpowiedzialności wobec firmy Berliet. Ta francuska firma zażądała bowiem gwarancji w wysokości 35 000 dolarów, że rachunki będą uregulowane. W tej sytuacji na prośbę Mączyńskiego – Kwinto udzielił poręczenia finansowego. W toku procesu Mączyński oskarżył Kwintę o kradzież zawrotnej jak na owe czasy sumy 80 000 dolarów (ok. 400 tys. złotych, inne źródła podają że była to kwota rzędu 6 000 dolarów i listy zastawowe m.st. Warszawy na 30 tys. zł, Kwinto miał dodatkowo zdefraudować pieniądze uzyskane od Mączyńskiego na kupno papierów wartościowych w wysokości 93 tys. zł.) oraz przywłaszczenia kilkunastu samochodów o wartości 350 tys. Złotych.

Cudowne rozmnożenie kont

Podczas procesu, Kwinto zapytany czy oskarżony wiedział, że Mączyński otworzył sobie w jego domu bankowym fikcyjne konto „Piotrowski Chicago”, odpowiedział że nie był tego pewny, podkreślając że rachunek na nazwisko Piotrkowski otworzył na podstawie dyspozycji listowej, którą wręczył mu osobiście Mączyński w imieniu Piotrowskiego. Na pytanie sądu : Czy wypłacając Mączyńskiemu procent, działał pan jako Kwinto osobiście, czy też jako dom bankowy” Kwinto odpowiedział: „ – Nie umiem tego wyjaśnić”. Pod konto podlegały dwa rachunki: lokacyjny obejmujący 150 listów zastawnych, które miał zakupić Kwinto za pieniądze dostarczone przez Mączyńskiego. Nie wiadomo czy Kwinto wykonał polecenie. Drugi rachunek to był zwykły rachunek bieżący. Pewnego dnia Mączyński przyszedł do Kwinty i poprosił o wypłatę pieniędzy. Kwinto oświadczył, że nic nie otrzyma, bo pieniądze z konta Tadeusza Piotrowskiego, może wypłacić tylko Piotrowski, dodając – że ukrył je na Łotwie bo tam będą bezpieczniejsze (wartość tych depozytów miała opiewać na sumę kilkuset tysięcy złotych w papierach wartościowych). Podczas śledztwa (21 kwietnia 1934), Kwinto doprecyzował że ukrył pieniądze w jednym z banków w postaci papierów wartościowych. Podobny przypadek odnotowała policja w przypadku pana Karwowskiego, Magdaleny Podhoreckiej (75 000 zł) i Ewy Weglewicz, Bronowskiego (5 000 dolarów). Warto jeszcze wymienić kilka nazwisk w ten sposób oszukanych :Szczęsny Broniewski posiadającego akcje Banku Polskiego na sumę 10 tysięcy, Aleksandra Ledóchowskiego mającego listy zastawne na wartość 16 500 złotych i Wiktora Maracewicza.

Ciąg dalszy nastąpi …

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów