Banksterska metoda “na wnuczka”

Trybuna Lemingradu

Trybuna Lemingradu
Punkty: 374
22.01.2015 Trybuna Lemingradu

Mechanizm udzielania frankowych kredytów był prosty jak drut i wyglądał tak:

1. Klient banku dowiadywał się jak niezwykle korzystne dla niego byłoby zapożyczenie się w obcej walucie.
2. Jeżeli klient wciąż miał wątpliwości sprawdzano jego zdolność kredytową po czym dowiadywał się, że w złotówkach to nie bardzo, słaba jakaś, ale we frankach wspaniała, dostanie kredyt bez najmniejszego problemu.
3. Przeliczano kwotę o jaką ubiegał się klient ze złotówek na franki szwajcarskie.
4. Podpisywano umowę.
5. Na konto klienta wpływała kwota kredytu w złotówkach, na powrót przeliczona po kursie z dnia zawarcia umowy.
Frank szwajcarski w ogóle nie brał w tej operacji udziału, jego kurs służył jedynie jako wzorzec rozliczeniowy i podstawa do spłaty złotówkowego (powtarzam z całą mocą: złotówkowego) kredytu.

Cała operacja miała tylko jeden cel – wydoić jak najwięcej pieniędzy od frajerów, którzy skusili się na „korzystny” kredyt zwiedzeni niskim kursem szwajcarskiej waluty. Banksterzy doskonale wiedzieli, że tzw. kotwica, czyli zamrożenie kursu franka do euro, nie może działać wiecznie i w końcu wartość tego pierwszego musi wystrzelić. Proszę zauważyć, że banki oferowały wyłącznie kredyty długoterminowe liczone w ten sposób, na zakup nieruchomości – a to dlatego, że tylko w przypadku wieloletniego zadłużenia była szansa (a właściwie pewność), że kredytobiorca wpadnie w pułapkę kursową. Dziś dla wielu z nich sytuacja wygląda tak, że po siedmiu latach regularnego i terminowego spłacania rat kwota kredytu przekracza wartość nieruchomości, której zakup został z niego sfinansowany a bank ma prawo zażądać natychmiastowej spłaty ze względu na niewystarczające zabezpieczenie pozostałej części.

Pisząc krótko: banksterzy doskonale wiedzieli, że prędzej czy później wybuchnie kryzys a frankowi klienci popadną w poważne kłopoty. To było od samego początku zaplanowane, jak napisałem – chodziło o wydojenie ludzi z dorobku całego życia i przejęcie ich własności. Dlatego proszę nie wierzyć zapewnienia Marka Belki, prezesa NBP, że przekonał banki by obniżyły raty, by przestały do swoich klientów podchodzić w tak bardzo restrykcyjny sposób. Może przez chwilę przestaną się czepiać, dadzą nadzieję, zaproponują renegocjację umów i przedłużenie okresu kredytowania, ale na pewno w żaden sposób nie zrezygnują z tego co sobie zaplanowały. Zwłaszcza, że z prezesem Banku Centralnego zawarły umowę tylko i wyłącznie „na gębę”, nie powstał żaden akt prawny zobowiązujący je do ustępstw i do wzięcia na swoje barki części ryzyka związanego ze wzrostem kursu franka.

Jak napisałem tzw. kredyty we frankach szwajcarskich były od samego początku kredytami złotówkowymi, zatem nie istnieją żadne przeszkody by sejm podjął ustawę nakazującą ich przewalutowanie i to według kursu z dnia podpisania umowy. Oczywiście banki podniosłyby natychmiastowe larum twierdząc, że dorośli ludzie sami podjęli decyzję i powinni sami ponosić odpowiedzialność skoro byli na tyle głupi, by zadłużać się w walucie, w której nie zarabiają. Trochę racji w tym jest, trudno zaprzeczyć. Jednak wielu ludzi jest na tyle naiwnych by dać się nabrać „na wnuczka” i obcemu człowiekowi powierzyć pieniądze – złodziej też powinien tłumaczyć, że nikogo nie przymuszał, że „babcia” dała mu pieniądze dobrowolnie. A jednak policja oszustów posługujących się tym sposobem ściga i stara się pieniądze odzyskać. Dlaczego banki miałyby być w tym zakresie uprzywilejowane i móc bezkarnie wciskać ludziom kit? Przecież mechanizm ich działania był taki sam – najpierw gładkie słówka, uprzejmość, pochylanie się z troską nad problemem a potem ludzka tragedia i utrata dorobku całego życia. A czasem nawet znacznie  więcej…
- – - – - – - – - -
Tradycyjnie zapraszam do polubienia strony na FACEBOOK’u – Trybuna Lemingradu

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów