Błąd in vitro

PatrycjaZurek

PatrycjaZurek
Punkty: 62
04.02.2015 PatrycjaZurek

W ostatnich dniach głośna jest sprawa kobiety, która urodziła nie swoje dziecko. Trzydziestolatka i jej mąż długo starali się zajść w ciążę, ale po wielu bezskutecznych próbach zdecydowali się na zabieg in-vitro. Został on przeprowadzony w Laboratorium Wspomaganego Rozrodu w szpitalu w Policach, który należy do szpitala klinicznego Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego. Zabiegi są tam przeprowadzane w ramach rządowego programu leczenia bezpłodności.

Jako że dziewczynka przyszła na świat z wadami, postanowiono wykonać testy DNA. Wykazały one, że kobieta nie jest biologiczną matką dziewczynki. Podczas zabiegu nastąpiło połączenie nasienia męża z komórką jajową innej kobiety. Prokuratura Okręgowa w Szczecinie odmówiła zajęcia się tą sprawą, ponieważ uznała, że nie ma do tego podstaw. Szpital prowadzi postępowanie wyjaśniające. Sprawą zajmuje się także okręgowy rzecznik odpowiedzialności zawodowej. Wszczęte jest postępowanie w sprawie popełnienia błędu lekarskiego.

Badania przeprowadzono tylko dlatego, że dziewczynka urodziła się chora. Nie sądzę, by rodzice sprawdzali, czy są biologicznymi rodzicami dziewczynki, gdyby urodziła się całkowicie zdrowa. Sprawa bulwersuje, chociaż mnie z zupełnie innego powodu.

Każdy rodzic chciałby mieć zdrowe dziecko – to naturalne. Zdrowie dziecka jest podstawowym lękiem matki, która jest w ciąży. Jednak urodzenie chorego dziecka niczego nie zmienia. Nadal jest to dziecko, człowiek, który rósł w kobiecie dziewięć miesięcy, którego ruchy czuła, którego w bólu (albo i nie, bo dzisiaj to różnie bywa) wydała na świat. Miłość zawsze jest taka sama. Bez względu na to, czy dziecko jest chore, czy zdrowe. Czy jesteśmy biologicznymi rodzicami, czy nie.

Zastanawiam się, czy gdyby dziecko było zdrowe i gdyby okazało się, że nie jest biologicznym dzieckiem rodziców, to czy sprawa miałaby tak głośny odzew? Podejrzewam, że nie. Rodzice zrobili badania tylko ze względu na to, że dziewczynka ma wady. Jakby nie mogli przyjąć do wiadomości, że tak się po prostu czasami dzieje i nie jest to niczyja wina. Można gdybać, że być może gdyby nie nastąpiła pomyłka, dzieciątko byłoby zdrowe. Być może. Ale tego nie jesteśmy w stanie stwierdzić na pewno.

A dziecko jest dzieckiem. Tworem dwojga ludzi. Stworzonym od podstaw, nie adoptowanym. Noszonym w brzuchu i urodzonym. Dziecko się kocha. Bez względu na to, jakie jest.

Z jednej strony rozumiem tych ludzi. Długo starali się o to, by móc zostać rodzicami, niestety los bywa okrutny i dziecko nie jest zdrowe. Zrobili badania DNA, ale czy to może cokolwiek zmienić? Nie. Dziecko nadal będzie chore. Zostaje jedynie świadomość tego, że ktoś popełnił błąd, a to wcale nie ułatwia sprawy.

Nie wiem, jaka jest postawa tego małżeństwa. Co myślą i czują. Czy chcą oddać dziewczynkę (bo przecież, skoro to nie nasze, a raczej nie do końca nasze dziecko, to będzie łatwiej)? Czy będą walczyć o jej zdrowie i życie, a za pomyłkę pozwą szpital i dostaną odszkodowanie? Pewnie dowiemy się wkrótce.

Jednak jako matka i kobieta chciałabym zrozumieć. Chciałabym wiedzieć, że mimo wszystko to dziecko jest kochane i przyjęte na świecie z radością, że mimo błędu rodzice będą tę małą istotę kochać ponad życie. Bo takie jest rodzicielstwo, bo nie ma znaczenia, czy dziecko jest chore, czy zdrowe, ważne, że jest.

Ta sprawa ma jeszcze jedną stronę. Może stać się „wodą na młyn” dla przeciwników takiej formy leczenia bezpłodności. Słyszałam głosy, że nie jest to pierwszy taki przypadek i że więcej dzieci mogło powstać z innych komórek jajowych i plemników, niż było zamierzone. Oby to nie wywołało masowych badań DNA wśród ludzi, którzy posiadają dzieci z zabiegu in-vitro. Bo najpierw należy się zastanowić, czy wyniki badań, jakiekolwiek by nie były, coś zmienią?

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów