Bo jedno w życiu co opłaca się to grać vabank – czyli dalsze losy kasiarza z dużymi pieniędzmi w tle.

Michał Kitala

Punkty: 78
24.01.2015 Michał Kitala

Kwinto ogłosił upadłość, a lokal po jego domu bankowego zajęła inna firma – powiadamiały na stronach tytułowych stołeczne gazety. Wiadomość o aresztowaniu Kwinty – 24 marca 1932 roku była prawdziwym szokiem dla świata finansjery stolicy, budząc niemały popłoch na parkiecie giełdy zwłaszcza u osób, które swoje interesy związały z domem bankowym prowadzonym przez wymienionego. Co się z nim dalej działo? Jakie rewelacje dostarczyło śledztwo? O tym wszystkim w dzisiejszej części losów Kwinto.

Religijny i praktykujący bankier na więziennej pryczy

Po przesłuchaniu Kwinty przez sędziego śledczego Władysława Zaborowskiego w budynku przy Nowym Świecie 1, podjęto decyzję o aresztowaniu. Sam zatrzymany, nie przeraził się skuciem jego rąk w kajdany i odesłania do aresztu śledczego. Zachował zimną krew i kamienną twarz. Przesłuchiwanie Kwinty przez prokuratora Naumowicza trwało kilka godzin. 30 marca, sprawa została przekazana prokuratorowi Witoldowi Grabowskiemu, który ponownie przesłuchał Kwintę i poszkodowanych. Jedna z ówczesnych warszawskich gazet pisała: „ Bo trzeba przyznać, że zewnętrzny tryb życia p. S. Kwinty w zupełności usprawiedliwiał to mniemanie. Bankier liczący sobie około 60 lat życia i posiadający na stanowiskach 2-ch dorosłych synów: Stanisława i Zbigniewa, nigdy nie ukazywał się w nocnych restauracjach, ale za to codziennie, zanim udał się do pracy, uczęszczał do kościoła gdzie w skupieniu wysłuchiwał mszy świętej. Dlatego też p. Kwinto specjalnem zaufaniem cieszył się wśród duchowieństwa, które obecnie stanowi poważny odsetek poszkodowanych”. Aresztowany wypierał się winy, podkreślając że stał się „ofiarą” niepowodzeń finansowych, które rozpoczęły się w momencie zawarcia przez Kwintę umowy powołującą spółkę finansową zawiązana przy współudziale niejakiego Abrama (Adama) Kagana, mieszkającego na stałe w Paryżu, który w pośpiechu opuścił wówczas Warszawę, w której bawił od kilku dni. W zeznaniach Kwinty podczas procesu w styczniu 1933 roku, oświadczył że posiadał w banku Credit Lyonnasis, na rachunku bieżącym sumę 5000 franków, co miało mu znacznie ułatwiać dokonywanie transakcji międzynarodowych i stanowić zabezpieczenie działalności jego Domu Bankowego. Rachunek Kwinty we Francji był kłamstwem, które wyszło na jaw podczas późniejszego procesu. Kwinto został umieszczony w więzieniu śledczym przy ulicy Długiej 52. Sprawę do rozpatrzenia przydzielono sędziemu Władysławowi Zaborowskiemu.

kwinto

Powód był jeden – bo tam były pieniądze

Kagan miał być rosyjskim milionerem, który utracił majątek w wyniku rewolucji październikowej. Z Rosji wyemigrował do Paryża. Nad Sekwaną poznał niejaką hrabinę Zarnekau, posesjonatkę, właścicielkę majątku o obszarze 12 000 morgów usytuowanych na Polesiu. Majątek ten składać się miał w przeważanej mierze z lasów które niegdyś były własnością hrabiów Pusłowskich. Od nich majątek miał odkupić ks. Badenburski, kuzyn ostatniej carowej Rosji, który przepisał go na imię swojej morganatycznej małżonki hrabiny Zarnekau. Kagan odkupił majątek od swojej partnerki. Dodajmy jako ciekawostkę, że na obszarze odkupienia majątku ochrzczony został w 1746 Tadeusz Kościuszko i mieści się zamek Kościuszki. W ostateczności majątek w części stał się własnością Kagana i Kwinty, a druga połowa została przejęta przez Skarb Państwa.

Od rolnika do bankowca – fałszerza

Kwinto przy współudziale Kagana odkupił od właścicieli upadającą, a powołaną pierwotnie w 1927 roku Spółkę Akcyjną Towarzystwa Rolniczo- Przemysłowego „Zenopol” (prowadzącą eksploatację lasów) o kapitale zakładowym 400 000 złotych, której siedziba mieściła się w Warszawie przy ul. Moniuszki 2 a później przy ul. Koszykowa 11 m.2. Wkład Kwinty w firmę miał wynosić 30 000 dolarów. Od samego początku interes wróżył wielki sukces. Wypracowane zyski pozwoliły Kwincie na odkupienie od księżnej Woronieckiej pałacu w Alejach Ujazdowskich nr 20, który stał się siedzibą Spółki. Dzięki „znajomościom” Kwinty, spółka otrzymała kilka pożyczek na zainicjowanie działalności przemysłowej o łącznej sumie opiewającej na kilka tysięcy dolarów. Celem zawiązanej spółki miało być rozparcelowanie majątku , co jednak nie zostało wykonane. Wspólnicy i Kwinto ogłosili upadłość . To ona według prasowych relacji miała być jedną z głównych przyczyn upadku Kwinty i jego Domu Bankowego . W relacjach dzienników z tego okresu podawane są informacje, ze Kwinto nie inwestując żadnego kapitału w całe przedsięwzięcie, zarobił dość znaczną sumę pieniędzy. 11 lutego 1930 wyrokiem sądu ogłoszono upadłość „Zenopolu”. W akcie upadłości, w rejestrze hipoteki, wpisana była kwota 10 000 złotych, winna przez spółkę Kwincie za „tytułem kaucji na pewność wykonania warunków umowy”. 10 grudnia 1932 roku Kagan oskarżył swojego byłego współpracownika – Kwintę przebywającego wówczas w więzieniu o przywłaszczenie dwóch milionów złotych, które Kagan zainwestował w „Zenopolu”. Co ciekawe podczas śledztwa i procesu w styczniu 1934 roku Kwinto zeznał, że pasywa firmy zostały pokryte nadwyżką wypracowanej przez aktywa bilansu płatniczego tej firmy. Bilans był sfałszowany!

Sposób na „Kwintę”

Do organów prowadzących śledztwo w sprawie upadłości Domu Kredytowego Kwinty, wpływało co raz więcej zeznań osób poszkodowanych w sprawie. Władze śledcze spodziewały się że proces przygotowania materiału dowodowego i zbieranie zeznań od poszkodowanych potrwa przynajmniej cztery miesiące. W toku postępowania śledczego wyszły na jaw „przekręty” jakich dokonał się Kwinto na klientach swojego Domu Bankowego. Pierwotnie, główną przyczyną aresztowania był zarzut „ spowodowania złośliwego bankructwa”. Jak bankierowi udawało się naciągnąć swoich klientów na lokowanie swoich pieniędzy u bankiera? Kwinto bardzo sprytnie wykorzystywał zapatrywania polityczne swoich klientów, sugerując, że jest sympatykiem: chadecji, endecji, sprawiając podczas rozmów ze swoimi kontrahentami człowieka głęboko religijnego, pracowitego, jednym słowem godnego zaufania. Dodatkowym czynnikiem pozwalającym na dokonanie tak wielkiego przekrętu finansowego był fakt, że kwinto otaczał się personelem bezgranicznie oddanym i posłusznym swojemu prezesowi. Jeden z jego buchalterów – Kukawski, był specjalistą od fałszowania ksiąg rachunkowych. Ogromnym zaskoczeniem dla społeczeństwa okazała się informacja świadcząca o upadku domu bankowego i fali roszczeń finansowych pod adresem instytucji nadzorowanej przez Kwintę. Był na tyle sprytny, że powierzone środki finansowe, lokował w takich przedsięwzięciach, aby nie można było zainwestowanych funduszy z powrotem w całości odzyskać.

Klient nasz pan, czyli jak zdobyć zaufanie w interesach …

Jedną z pierwszym ofiar nieuczciwego bankiera, która zgłosiła się na policję był prof. Sędziak. Złożył on w banku 100-dolarówki wycofane z obiegu, w celu zamiany ich na aktualnie użytkowane w obiegu. Kwinto zapłacił tylko połowę, a resztę należnej kwoty Kwinto wystawił kwit. Kwinto otrzymane dolarówki zlombardował w Banku Polskim, pieniądze z tej transakcji schował do swojej kieszeni, a prof. Sędziaka odprawił z przysłowiowym „kwitkiem”. Relacja prasowa, że miał- z powodu „zgryzoty” że dał się oszukać – umrzeć. Takich transakcji miał Kwinto na swoim sumieniu o wiele więcej, bowiem w trakcie śledztwa wyszło na jaw, że miał w Banku Polskim zlombardowanych takich dolarówek na kwotę aż siedmiu tysięcy.

Nie ważne czy głuchy czy ślepy – ważne że ma pieniądze.

Jedna z relacji prasowych podaje, że jednym z poszkodowanych przez Kwintę był 75-letni głuchy i ślepy adwokat Budny, który powierzył w ręce Kwinty wszystkie swoje oszczędności wypracowane przez całe życie o wartości 7 000 dolarów, które Kwinto zlombardował w Banku Polskim. Fundusze te zaginęły bezpowrotnie. Niemałych zysków dorobił się Kwinto na konwersji listów zastawnych banków Żytomierskiego i Kijowskiego. Jak do tego doszło. Otóż w toku śledztwa wyszło na jaw, że Kwinto brał od swoich klientów pełnomocnictwa które upoważniły go do zamiany tych listów na listy zastawne banku Wileńskiego, który przejął zobowiązania wspomnianych banków (normalna procedura w takim przypadku trwałaby kilka miesięcy, a Kwinto załatwiał taką sprawę w przeciągu kilku dni).

Nauczyciele też się nabrali

Zaufanie do osoby Kwinty wśród klientów było tak wielkie, że nie żądali oni od Bankiera żadnych dokumentów potwierdzających zobowiązania finansowe. Naciągniętych klientów Kwinto długo zwodził, pozbywając się namolnych klientów wypłaceniem tylko pewnego, małego procentu sumy jaką powinien w rzeczywistości zwrócić wpłacającym. Również tak szanowana instytucja jak Związek Nauczycielstwa Polskiego stała się ofiarą kwinty. Nauczyciele powierzyli Kwincie 22 000 obligacji pożyczki budowlanej o wartości 110 000 złotych. Kwinto zamiast schować obligacje do depozytu, przesłał je do Komunalnej Kasy Oszczędności (KKO) Miasta Stołecznego Warszawy celem zabezpieczenia swego konta. Kwinto rachunku tego nie pokrył i obligacje zostały sprzedane na poczet długu. Lista poszkodowanych przez Kwintę sięgała aż – 400 nazwisk (niektóre źródła podają że poszkodowanych było 632 albo 230 lub 232)! A suma winnych pieniędzy wynosiła szacunkowo do 8 do 10 milionów złotych!

Ciąg dalszy nastąpi.

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów