Czy miłość wystarczy, żeby ustrzec Twoje dziecko?

Magdaf

Punkty: 60
04.05.2015 Magdaf

Nasze dzieci narażone są w dzisiejszym świecie na niezliczone niebezpieczeństwa.
Choroby, treści, które docierają do nich ze środków masowego przekazu, agresja i przemoc ze strony rówieśników, czyhający za rogiem pedofil.
Do tego można by jeszcze dorzucić zagrożenie nadmiernym konsumpcjonizmem, upadek wartości, zbyt wczesną inicjację seksualną i kto wie co jeszcze?
No, może na przykład obawę rodziców przed tym, że pociecha nie zdobędzie wykształcenia i nie zapewni sobie odpowiedniego startu w dorosłość.
Gdyby tak chcieć na poważnie zastanowić się nad tymi wszystkimi zagrożeniami, to nikt rozsądny nie powinien zdecydować się na to, by zostać rodzicem. A ci, którzy już rodzicami zostali albo musieliby osiwieć w ciągu godziny, albo okopać się w jakimś bunkrze i odciąć od otaczającego świata.

Nikt tego jednak nie robi. Dzieci wciąż się rodzą, rodzice beztrosko posyłają je do przedszkola, do szkoły, po zakupy, na dodatkowe zajęcia…

Nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego, co może się zdarzyć w życiu naszym i naszych dzieci. Na pewne sytuacje mamy wpływ, albo staramy się go mieć, na inne zupełnie nic nie możemy poradzić.
Możesz być świetnym kierowcą i jechać zgodnie z przepisami, ale jeśli masz pecha i trafisz na szaleńca, który pcha się na trzeciego, to jeśli masz gdzie uciec, uciekasz, a jeśli nie, nie możesz nic zrobić.

Wychowujemy swoje dzieci z miłością. Staramy się przekazać im wszystko, co wiemy o świecie, przekazujemy im wartości, które są według nasz najlepsze.
Dajemy im wszystko, co najlepsze, wszystko co możemy im dać. I do pewnego momentu mamy na nie wpływ. Przychodzi jednak dzień, kiedy bardziej od rodziców liczą się koleżanki i koledzy, ich opinia o nowych spodniach, książce, telefonie.
Dzisiaj dzieje się to dużo wcześniej niż jeszcze 20 lat temu.
W dzisiejszych realiach, w obliczu narastającej  i wszechobecnej konsumpcji, nasze dzieci też chcą coraz więcej, coraz to nowszych gadżetów.
Wcześniej chcą być samodzielne i dorosłe rozumiejąc tę dorosłość co nieco opacznie.
Nie zwracają uwagi na zagrożenia, chociaż mama czy tata ciągle powtarzali: nie rozmawiaj z nikim obcym, nie zostawiaj swojej szklanki bez nadzoru na dyskotece, nie chodź sama czy sam pustymi zaułkami itp. itd. itp.

Co jako rodzice możemy na to poradzić? Nic. Poza jednym.
Możemy kochać swoje dzieci i z miłością, uparcie, nieustępliwie przekazywać im to, co mamy do przekazania.
Wydaje się, że nie słuchają, że mają gdzieś to, co do nich mówimy. Wydaje się, że robią nam czasem na złość, ale mimo to, mówmy, nie poddawajmy się, chrońmy przy tym na tyle, na ile to możliwe.
W którymś momencie to zadziała, zaskoczy.

Miłość to jedyny oręż rodziców i dzieci wiedzą, kiedy je kochamy.
I doceniają to. Chociaż się buntują – bo muszą. Chociaż mają swoje zdanie – bo muszą, chociaż nie jeden raz zrobią coś po swojemu. Muszą to robić, bo muszą uczyć się świata i życia i tego, że my jesteśmy zawsze z nimi i że mamy jednak często rację.
Nie mogą nam przecież uwierzyć na słowo.

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów