Divide et impera czyli majdanu w Warszawie nie będzie

Trybuna Lemingradu

Trybuna Lemingradu
Punkty: 569
22.02.2015 Trybuna Lemingradu

Rolnicy rozbili w Warszawie „zielone miasteczko”. Są zdesperowani, zapowiadają, że nie ruszą się stamtąd dopóki nie zostanie podpisane porozumienie i nawołują Polaków, by się do nich przyłączyli. Wielu komentatorów z nadzieją w głosie wieszczy, że to początek „polskiego majdanu”, że Naród się budzi, że – mówiąc poetycko – wiosna tuż. To samo i ci sami głosili podczas protestów górników, okupacji Państwowej Komisji Wyborczej czy Marszu Niepodległości. Ile razy już taki majdan miał się rozpocząć i pogonić uzurpatorów? Nie zliczę. I z żalem muszę powiedzieć, że tym razem też się nie rozpocznie, rolnicy coś tam dostaną i rozjadą się do domów w kolejce po ochłapy robiąc miejsce kolejnym niezadowolonym.

Dramat polega na tym, że Polacy nie potrafią się zjednoczyć, że każdy widzi tylko koniec własnego nosa i czuje ssanie we własnym żołądku. Drugi człowiek, w dodatku należący do innej grupy zawodowej/społecznej jest konkurencją, w dodatku i tak ma przecież lepiej. Rolnik ma KRUS i dopłaty, górnik wczesną emeryturę i trzynastą/czternastą pensję, nauczyciel dwa miesiące wakacji, kolejarz darmowe bilety na pociągi… doskonale udało się władzy zantagonizować społeczeństwo rozdając przywileje i budząc powszechną zawiść. Nie tej konkretnej władzy reprezentowanej przez Ewę Kopacz i Platformę Obywatelską, wszystkim kolejnym władzom „demokratycznie” wybranym, które bezbłędnie potrafiły (potrafią) stosować starą, rzymską maksymę „divide et impera”.

Proszę też zauważyć, że przez te dwadzieścia pięć lat hucznie fetowanej w ubiegłym roku wolności żaden rząd nie był nasz. Były gabinety prawicowe i lewicowe, był PiS-owski, postkomunistyczny, Plaformerski, chłopski, ale nie było żadnego, o którym my wszyscy jako Naród moglibyśmy powiedzieć – nasz rząd. Wszystkie realizowały partyjne programy odwołując się wyłącznie do grupy własnych wyborców, bez szerszego spojrzenia, bez dbałości o wszystkich obywateli. Ani jeden premier czy prezydent (mimo hucznych deklaracji) nie był tym, do czego został powołany – gospodarzem mającym dbać o majątek suwerena, czyli Narodu.

Zrozumcie, Drodzy, że Państwo jest naszym wspólnym dziedzictwem, że dzierżąc na mocy artykułu czwartego Konstytucji władzę w Rzeczypospolitej bierzemy na swoje barki odpowiedzialność za kraj i jego mieszkańców. Nie politycy, partie, związki zawodowe czy nawet całe grupy społeczne, ale my wszyscy jesteśmy za Polskę odpowiedzialni. Uzurpatorzy siedzący w wygodnych sejmowych ławach i ministerialnych gabinetach to tylko wynajęci robole, słudzy biorący za swoje usługi spore pieniądze – jeżeli oni ze swoich zadań się nie wywiązują to naszym obowiązkiem jest wywalić ich z roboty na zbitą twarz bez słuchania tłumaczeń.

Tyle tylko, że żeby to zrobić musimy się zjednoczyć i być jak bohaterowie powieści Aleksandra Dumasa – jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Górnik musi stanąć z rolnikiem, nauczycielem, lekarzem, kolejarzem, profesorem uniwersytetu i muzykiem, dla pocztowca tak samo ważne muszą być postulaty rolnicze, górnicze, nauczycielskie jak jego własne. W przeciwnym razie nadal będziemy podzieleni a partyjne klany będą nas mogły dowolnie rozgrywać. Divide et impera – dziel i rządź. Podzieleni jesteśmy doskonale i właśnie dlatego mając w myśl prawa władzę w swoich rękach pozwalamy sobą rządzić, by nie powiedzieć – pomiatać.

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów