Iść czy nie iść na wybory?

Magdaf

Punkty: 65
15.05.2015 Magdaf

Jedna kampania się kończy, druga zaczyna. Chwila spokoju i za chwilę wszystko znowu od początku.
Co z tego wynika dla nas, obywateli? Zwykłych ludzi, jak się o nas mówi.
Nic. Jesteśmy zmęczeni, pogubieni od nadmiaru obietnic i sprzecznych informacji, szantażowani. I czujemy się zobligowani do działania czyli do oddania swojego głosu.

Idziemy, głosujemy, a wszystko w poczuciu jakiejś beznadziei, przeświadczeni o bezsensie tego faktu. Gdzieś, kiedyś ktoś nam powiedział: kto nie głosuje, ten nie ma potem prawa narzekać, ten nie ma na nic wpływu.
Czyżby tylko o to chodziło? Ja wcale nie chcę narzekać, ja chcę się cieszyć i mieć poczucie dobrze spełnionego obowiązku, chcę być dumna z kandydata, na którego głosowałam. chce dzięki temu, że go poparłam odczuć jakąś, nawet małą, poprawę.

A tymczasem każda kampania wyborcza przynosi dziesiątki obietnic, z których spełnionych zostaje później może jakiś promil?
Po wyborach przestajemy obchodzić naszych kandydatów .
Do biura poselskiego z jakąkolwiek sprawą nie sposób się dostać, bo pan czy pani posłanka albo wcale się w nim nie pojawiają, albo pojawiają się tak rzadko, że jakoś tak nam akuratnie nie udaje się dostać.
Nasze listy kierowane do urzędów państwowych pozostają bez odpowiedzi.
Nasze podpisy zbierane pod petycjami w sprawie takiej czy innej nie mają żadnego znaczenia, ot wyrażamy swoja opinię, to nam wolno.
Najgorsze jest to, że nie ma wśród polityków człowieka, który przynajmniej sprawiałby wrażenie, że chce naprawdę zrobić coś dla Polski, dla nas, a nie chodzi mu tylko, albo przede wszystkim o przywileje związane z władzą.

Długo i wiele można by na ten temat mówić i pisać. Czy w takim razie iść do urny czy pozostać w domu?
To też zależy w dużej mierze od tego czy myślimy tylko o sobie, o swoich sprawach, rozczarowaniach, niesprawiedliwości, jaka nas gdzieś spotkała czy postrzegamy siebie jako część pewnej całości, jaką jest Polska czy też uważamy, że Polska jako taka nie ma żadnego znaczenia, bo jesteśmy przecież obywatelami świata.
Ci, którzy reprezentują pierwszą postawę najczęściej, bez względu  na wszystko, zostają  w domu.
Reprezentanci drugiej postawy, bez względu czy tu na miejscu czy gdzieś za granicą, idą do urny, bo zawsze próbują, chcą mieć nadzieję na to, że głosują na odpowiedniego człowieka czy ludzi i że teraz właśnie wszystko zacznie się zmieniać na lepsze dla wszystkich.
Przedstawiciele trzeciej postawy, prawdopodobnie, bo osobiście takich nie znam, w ogóle nie zaprzątają sobie głów sprawą wyborów jakichkolwiek.
Wniosek z tego wszystkiego taki, że każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów