Jakie szampony i kosmetyki szkodzą?

DonnaKlara

DonnaKlara
Punkty: 554
13.02.2015 DonnaKlara

Codziennie używamy wielu rożnych produktów kosmetycznych, nie spodziewając się nawet, że w ich składzie zawarte są substancje opracowane specjalnie w celu np. rozpuszczania smarów w silnikach, do produkcji klejów, odplamiaczy, czy przemysłowych detergentów.
Większość używanych przez nas środków do mycia ciała zawiera tzw. substancje powierzchniowo czynne. Jedną z takich powszechnych substancji jest laurylosiarczan sodu (SLS – sodium laureth sulfate). Związek ten podrażnia naszą skórę, a w stężeniu około 10 % , groźnie ją uszkadza. Potwierdziły to dość dawne już publikacje w amerykańskich pismach naukowych (Journal of the American College ot Toxicology, tom 2, nr 7 z 1983 r).

Wiadomo, że do dziś, zawartość SLS w większości szamponów do włosów, sięga 30 % całego składu. Niezależni ekspercie potwierdzają, że substancja ta, może znacząco wpływać na zaburzenia hormonalne, bowiem została pomyślana i stworzona tak, żeby imitowała aktywność estrogenów (hormonów żeńskich). Spora zawartość SLS w powszechnie używanych szamponach może zatem być odpowiedzialna za takie choroby jak: rak piersi, rak szyjki macicy czy bezpłodność u mężczyzn.
Według wybitnego specjalisty z zakresu nowotworów, dra Samuela Epsteina, głównym zagrożeniem, jakie niosą tego typu substancje, jest możliwość wytwarzania się, w połączeniu z innymi (zawartymi w kosmetykach) składnikami – wysoko toksycznych i kancerogennych związków.

W podobnym tonie wypowiada się w amerykańskiej edycji National Geographic, David Reckhow, inżynier ochrony środowiska na Uniwersytecie Massachiusetts w Amherst:

„Badania coraz częściej dowodzą, że możemy mieć problemy zdrowotne wynikające ze stosowania szamponów do włosów, ponieważ zawierają one groźne środki chemiczne, m. in. substancje rakotwórcze”

Amerykańska rządowa Agencja Żywności i Leków (FDA) odnotowuje corocznie wiele skarg związanych ze stosowaniem produktów do pielęgnacji ciała i innych kosmetyków. Według danych za rok 1999, aż 58 % uwag dotyczyło problemów dermatologicznych, wywołanych przez kosmetyki, a 17 % odnosiło się do złej na nie reakcji – układu nerwowego.
Nie bez znaczenia pozostaje też zawartość wielu innych toksycznych związków w produktach kosmetycznych, typu DEA, TEA czy też parabeny (substancje konserwujące, wydłużające czas przechowywania produktu).

Warto zatem unikać szamponów i innych produktów kosmetycznych, które w swoim składzie zawierają:

  • SLS (czy SLES), sodium laureth sulfate, wspominany już wyżej, będący agresywnym i drażniącym (oczy i skórę) detergentem, stosowanym głównie w chemii przemysłowej i gospodarczej. Może wywoływać nowotwory i zakłócać pracę układu hormonalnego.
  • MEA – czyli Monoetanoloamina, DEA – Dietyloamina, TEA – Trietyloamina - stanowią one środki pianotwórcze. Substancje te działają rakotwórczo, alergizująco, osłabiają nasz układ odpornościowy. Są one szczególnie toksyczne, gdy wchodzą w reakcje z innymi składnikami produktu. Mogą wytwarzać nitrozaminę, powodująca katastrofalne skutki dla naszego zdrowia. Badaczom od dawna znane jest toksyczne i kancerogenne działanie N-nitrozwiązków. Włoscy badacze na Uniwersytecie w Bolonii wykazali, że TEA stanowi najczęstszą przyczynę uczuleń dzieci, powodowanych przez kosmetyki.
  • Laurylosiarczan amonu, wytwarzany w przemyśle, głównie jako składnik nawozów sztucznych, ale stał się także niedrogim surowcem do produkcji innych chemikaliów. Jest jednym z bardziej drażniących związków. W kosmetyce znalazł zastosowanie jako zamiennik naturalnych składników w tzw produktach bio !
  • Glikol Polietylenowy (PEG) i Glikol Polipropylenowy (PPG) – są powszechnie stosowanymi substancjami myjącymi we wszelkich preparatach (pianki, żele, płyny, szampony) przeznaczonych do pielęgnacji ciała. Glikole te wytwarzane są na bazie trującego tlenku etylenu, mogą być zanieczyszczone toksynami. Służyć mają ułatwieniu wchłaniania przez skórę – w tym także, ułatwiają nam wchłanianie toksyn. Uznawane są za substancje rakotwórcze i uszkadzające strukturę genetyczną komórek.

Stwierdzono, że szampony i kosmetyki dostępne na rynku ewidentnie nie należą do najzdrowszych, ruszyła więc znana akcja, zapoczątkowana przez amerykańskie blogerki. Jej echa dotarły oczywiście także do nas. Kampania przyjęła nazwę „No poo” (dosłownie: bez szamponu) i propaguje odejście od zatruwania się chemicznymi związkami zawartymi w szamponach i kosmetykach, na rzecz używania produktów naturalnych.

Grupa pań doświadczalnie stwierdziła, że codzienne mycie włosów szamponami, prowadzi do efektu spirali. Im częściej używa się szamponu – tym częściej włosy się przetłuszczają. I to wcale nie owa przyjemna piana, czy też miły zapach i konsystencja – dają gwarancję czystości, higieny i zdrowia. Szampony wywołują łupież, powodują wypadanie włosów, ich łamliwość. Prowadzić mogą do owrzodzeń skóry głowy, alergii a także innych daleko poważniejszych konsekwencji.

Znacznie korzystniejsze dla naszego zdrowia, będzie używanie do mycia, w tym także do mycia włosów:

  • samej wody lub też wody z dodatkiem sody oczyszczonej i roztworu octu do płukania,
  • mycie głowy jak najrzadsze, wyłącznie z użyciem naturalnych składników i dodatków,
  • stosowanie szamponów własnej roboty, np. szamponu oczyszczającego na bazie glinki zielonej lub białej,
  • szamponów z jaj, miodu, soku z cytryny i oleju roślinnego,
  • szampon z wywaru ziół mydlnicy, pokrzywy i wiele, wiele innych.

Naturalne środki są nie tylko znacznie tańsze, ale i z pewnością dużo zdrowsze.

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów