Jestem zwykłą…

PatrycjaZurek

PatrycjaZurek
Punkty: 64
06.10.2014 PatrycjaZurek

Niedawno przeczytałam artykuł o tym, jak dbać o związek, by był udany. Wypowiadały się kobiety, które funkcjonują w długoletnich, zdrowych, szczęśliwych relacjach. Zaskoczyło mnie, że większość z nich nigdy nie pokazała się mężczyźnie bez makijażu czy w dresie. I nigdy nie pokaże. Dlaczego? Bo facet zawsze musi widzieć wokół siebie piękno.

A więc w tym tkwi sekret!, pomyślałam. Przyznaję, że nigdy bym na to nie wpadła. Dla mnie związek to coś więcej niż ładny wygląd i wyprasowane, seksi ubranie. W przysiędze małżeńskiej są słowa: na dobre i złe, w zdrowiu i chorobie. Nie wyobrażam sobie chorować z makijażem na twarzy i w sukience. A poród? Czy mężczyzna nie może być przy porodzie, gdzie leją się łzy, pot, a czasami krew? Czy wtedy te kobiety także są umalowane i elegancko ubrane? Nie wiem. Nie potrafię zrozumieć, jak można budować związek na pewnego rodzaju kłamstwie, zafałszowanej rzeczywistości. Przecież małżeństwo składa się z różnych elementów, choroba – nawet zwykła grypa – dopada nas kilkanaście razy w ciągu życia. Co wtedy zrobi taka idealna, wypacykowana kobieta? Wyniesie się do matki, czy będzie malowała popuchnięte, łzawiące od gorączki oczy, a pod kołdrą (bo przecież dresu nie ubierze) będzie mieć na sobie gorset i koronkowe majtki wżynające się w pupę?

Jakże się cieszę, że nie należę do takiego typu kobiet. Mogę sobie chodzić w ukochanym dresie po domu, w rozciągniętym, ciepłym swetrze męża, z rozczochranymi włosami, a on i tak mnie kocha. I pożąda. Jestem sobą, w najbardziej naturalny sposób, w jaki można być. I wydaje się, że jestem szczęśliwa. Nie muszę mieć tony makijażu na twarzy ani ułożonych loków. I to nie znaczy, że nie dbam o siebie, ale czasami bywają takie chwile, że odpoczywam. Pokazuję swoją prawdziwą twarz. A ta twarz nie lubi być umalowana, kiedy siedzi w domu, pod kocem, z zasmarkanym nosem i przeziębieniem. I gdy o tym myślę, wszystko wydaje się być o wiele bardziej prawdziwe. Przeżyliśmy razem poród syna i to była najwspanialsza chwila wspólnego życia. Intymna, bolesna, pełna brzydoty, ale jakże piękna.

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów