Joe Dassin: „Piosenkarzem zostałem… przez przypadek. Z miłości”

krotos54

krotos54
Punkty: 90
14.01.2015 krotos54

 

Jest poranek – 21 sierpnia 1980 roku – gdy do Paryża dociera tragiczna wiadomość z Tahiti. Francja jest w szoku… Francja nie wierzy… To nie może być prawda… Joe Dassin – najpopularniejszy francuski piosenkarz ostatnich lat – nie żyje… Wszystkie rozgłośnie radiowe przerywają program, by przekazać słuchaczom smutne wieści z Polinezji – z Papeete, gdzie koło północy czasu paryskiego niespełna 42-letni artysta zmarł na atak serca podczas obiadu z przyjaciółmi.

Fale eteru wypełniają w całości pełne niedowierzania relacje, wspomnienia oraz niezapomniane piosenki Joe Dassina. Piosenki francuskie, bo choć ich słynny wykonawca tak naprawdę był Amerykaninem i do końca życia posiadał amerykański paszport, to tworzył głównie w języku francuskim. Francję wybrał na swoją drugą ojczyznę i czuł się paryżaninem, co niejednokrotnie podkreślał w wywiadach.

Joe Dassin był fenomenem muzycznym końca lat 60-tych i całej dekady lat 70-tych XX-go wieku. Płyty artysty rozchodziły się w milionach egzemplarzy, a piosenki są słuchane po dziś dzień. Ciepły, aksamitny głos zapadał w pamięć od pierwszych taktów, a charyzmatyczna osobowość sprawiała, że jego nagrania i koncerty stwarzały niesamowity klimat, którym hipnotyzował publiczność. Zawsze perfekcyjnie przygotowany, pełen pasji i pozbawiony gwiazdorskiej pozy – był uwielbiany nie tylko we Francji, ale w całej Europie i poza nią. Ciekawostką jest także fakt, że Dassin nigdy specjalnie nie kształcił się muzycznie ani wokalnie, gdyż we wczesnej młodości nawet przez myśl mu nie przeszło, że zostanie zawodowym wokalistą. „Piosenkarzem zostałem… przez przypadek… Z miłości” – śmiał się po latach, opowiadając o początkach swojej kariery.

W poszukiwaniu samego siebie…
Joe Dassin urodził się 5 listopada 1938 roku w Nowym Jorku jako syn reżysera Julesa Dassina i węgierskiej skrzypaczki Beatrice Launer. Jego dziadkowie byli żydowskimi emigrantami z Odessy.
Gdy Joe ma 12 lat, jego ojciec – człowiek o lewicowych przekonaniach – staje się ofiarą słynnego „polowania na czarownice” senatora McCarthy’ego i zostaje oskarżony o popieranie komunizmu. Rodzina musi opuścić Stany Zjednoczone. Osiadają we Francji. Jules dba o edukację syna, przyszły artysta kształci się nie tylko w Paryżu, ale także we Włoszech i w Szwajcarii. Młody Dassin jest bardzo zdolnym uczniem i wkrótce opanowuje biegle kilka języków. Francuskim włada równie dobrze jak angielskim. W przyszłości będzie sprawnie tworzył niemieckie, hiszpańskie czy włoskie wersje swoich piosenek.

Mimo złych wspomnień z dzieciństwa – w 1955 roku Joe wyjeżdża na studia do USA. W tym czasie w Ameryce zaczyna się elvisomania, ale Dassina nie interesuje ani Presley ani rock and roll. Zapisuje się na Uniwersytet w Michigan. Rozpoczyna studia medyczne, ale nie daje rady przebrnąć przez ćwiczenia z anatomii, wykonywane na zwierzętach. Przenosi się na etnologię, którą po kilku latach kończy ze stopniem doktorskim. Wychowany w kulcie pracy – w czasie studiów podejmuje się rozmaitych zajęć o charakterze zarobkowym. Pracuje m.in. jako kierowca ciężarówki, ankieter, a nawet kucharz. „Zaprzyjaźnia się” bliżej z gitarą i grywa w miejscowych klubach ballady francuskiego barda Georgesa Brassensa. Odnosi też pierwszy życiowy sukces… jako pisarz. Jego powieść Wade in water zostaje wyróżniona w lokalnym konkursie literackim.

W 1962 roku Joe wraca na stałe do Francji, a rok później na jednej z paryskich imprez poznaje starszą od siebie o kilka lat Maryse Massiera. Zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia. Również i ona jest pod wrażeniem przystojnego i bystrego młodzieńca. Para wybiera się na wspólną wycieczkę za miasto. Tu – w pięknych plenerach przyrody – zakochany Joe śpiewa dla Maryse improwizowane serenady, akompaniując sobie na gitarze. Dziewczyna jest oczarowana… Wkrótce zamieszkują razem.

Joe.Dassin.Początek.kariery

W listopadzie 1964 roku, na 26 urodziny Dassina, Maryse postanawia zrobić ukochanemu niecodzienną niespodziankę. W tajemnicy zanosi jego amatorskie nagrania do wytwórni muzycznej CBS, w której pracuje jej koleżanka i zapytuje ją o możliwość przegrania ich na prawdziwą płytę. Przypadkowo nagranie odsłuchuje ktoś z kierownictwa wytwórni. Materiał muzyczny jest na tyle interesujący, że Joe zostaje zaproszony na przesłuchanie.

Dassin zarabia w tym czasie na życie pisząc artykuły do paryskiej i amerykańskiej prasy. Pracuje też w radiu oraz jako asystent reżysera przy filmach swojego ojca. Ma nawet na koncie kilka filmowych epizodów. Aktorstwo jednak go nie interesuje. Nigdy też nie myślał o karierze piosenkarza, więc gdy Maryse obwieszcza mu radosną nowinę, Joe jest zdumiony i niezadowolony. Uważa, że to zły pomysł i nie podoba mu się, że dziewczyna chce decydować o jego przyszłości za jego plecami. Prawie dwa miesiące zajmuje przyjaciołom przekonanie przyszłego artysty, by podjął nowe życiowe wyzwanie. 26 grudnia 1964 roku Joe Dassin po raz pierwszy przekracza progi profesjonalnego studia nagraniowego.

Pierwsze sukcesy i… pierwsze poważne ostrzeżenie
Chociaż pierwsze miesiące w showbiznesie są bardzo trudne, a efektów ciężkiej pracy póki co nie widać – o dziwo – Joe nie poddaje się. Przeciwnie, jako chłopak niesamowicie ambitny i uparty – postanawia udowodnić, że jest w stanie odnieść sukces. Rozpoczyna współpracę z profesjonalnym menadżerem. Jacques Plait będzie kierował jego karierą do samego końca i stanie się jednym z najbliższych przyjaciół Dassina. Panowie rzucają się w wir pracy i nie ustają w poszukiwaniu i nagrywaniu wciąż nowych utworów. W międzyczasie Joe żeni się z Maryse, która dzielnie go wspiera i jest jego żoną, sekretarką, fryzjerką, kostiumologiem i kierowcą w jednym. Joe zaczyna odnosić pierwsze sukcesy. Na początku nie są one oszałamiające, ale nazwisko Dassina staje się znane. Piosenkarz występuje z własnymi recitalami i coraz częściej gości w telewizji. Spośród piosenek, które przebijają się na francuskich listach przebojów końca lat 60-tych, warto wymienić m.in.: nagraną w klimacie country Les Dalton, uroczą balladę Siffler sur la colline czy zabawną Le petit pain au chocolat.

YouTube Preview Image

Ale wszystko ma swoją cenę. Szalone tempo pracy i życia sprawia, że wiosną 1969 roku – w wieku 30 lat – młody wokalista otrzymuje pierwsze poważne ostrzeżenie od losu. Niespodziewanie doznaje ataku serca i trafia do szpitala. Lekarze diagnozują wirusowe zapalenie osierdzia. Dopiero teraz Joe przyznaje się, że to nie pierwsze jego problemy ze zdrowiem. Kilka lat wcześniej, jeszcze w USA, został uznany za niezdolnego do służby wojskowej. W jego sercu wykryto wtedy niepokojące szmery.
Leczenie trwa kilka tygodni. Dzięki nieocenionej Maryse, która zamienia się teraz w jego pielęgniarkę, Dassin wkrótce dochodzi do siebie. Oczywiście, wbrew zaleceniom lekarzy, od razu wraca do poprzedniego trybu życia.

Nagrywa nowe piosenki. Jedna z nich – Les Champs-Elysees [Pola Elizejskie] z miejsca staje się wielkim szlagierem, który zdobywa listy przebojów nie tylko we Francji, ale w całej Europie, aż po Moskwę włącznie. W krótkim czasie Joe Dassin staje się jednym z najpopularniejszych wokalistów. Latem 1969 roku po raz pierwszy koncertuje w słynnej paryskiej Olimpii. Występ kończy się wielkim sukcesem…

YouTube Preview Image

Wielka sława to żart…
Odtąd jednym z najważniejszych elementów życia Dassina stają się trasy koncertowe. Występuje we Francji, w Niemczech, we Włoszech i w innych krajach europejskich, a także w Afryce. Wkrótce wyjeżdża też za ocean. W międzyczasie nagrywa nowe przeboje. W tym czasie powstają m.in.: L’Amérique, Taka Takata, Salut les amoureux.

W 1972 roku w trakcie jednego z tournee Joe Dassin trafia do Polinezji Francuskiej. Po koncertach zatrzymuje się na krótki odpoczynek na Tahiti. Wyspa urzeka go niebiańskim pięknem. Oczarowany – kupuje tam posiadłość w pobliżu Papeete wraz z kilometrowym pasem przepięknej plaży. Odtąd to jest jego raj na ziemi. Będzie tu spędzał każdy kolejny urlop, będzie powracał tu w trudnych chwilach swego życia. Na starość zamierza osiąść na wyspie na stałe i pisać książki…

Tymczasem okazuje się, że Maryse jest w ciąży. Dziecko ma przyjść na świat pod koniec 1973 roku. Joe szaleje z radości. Tyle lat czekał na pierwszego potomka! Teraz to on troszczy się o żonę, dba o jej komfort i pilnuje, by nic nie zakłócało jej wypoczynku. Niestety, los nie jest dla nich łaskawy. Chłopczyk rodzi się na dwa miesiące przed terminem i umiera po pięciu dniach. Wokalista pogrąża się w depresji… Rozpacz koi w mocnym winie, oparach papierosów i cygar…

Joe.Dassin.z.Maryse

Rodzinna tragedia oddala od siebie Joe i Maryse. Artysta do końca swych dni będzie wdzięczny żonie za to, co zrobiła dla niego i jego kariery. Ale ich uczucia wygasły, a małżeństwo stało się fikcją. W 1977 roku oficjalnie się rozwodzą. „Nas nie poróżnił sukces, nas rozdzieliło samo życie” – podsumowuje ze smutkiem ten fakt Joe Dassin.

W tym czasie piosenkarz jest już od dwóch lat związany z inną kobietą. Jego nową miłością i muzą jest Christine Delvaux. Dassin jest w niej zakochany do szaleństwa. To teraz powstają jego największe i najbardziej poruszające przeboje. Wśród nich: L’Été indien [Indiańskie lato], Et si tu n’existais pas [Jeśli Ty byś nie istniała...], Salut, Ma musique, A Toi, Et l’amour s’en va, czy Ça va pas changer le monde

YouTube Preview Image

Wydaje się, że u boku nowej partnerki artysta odzyskał wreszcie radość życia i równowagę psychiczną. Tym bardziej, że na początku 1978 roku Joe i Christine biorą ślub, a kilka miesięcy później rodzi się ich pierwszy syn – Jonathan.

Ale sielanka nie trwa długo. Christine okazuje się zupełnym przeciwieństwem Maryse. Chociaż wychodząc za Joe miała świadomość tego, jak będzie wyglądało ich wspólne życie, źle znosi częste i długie nieobecności męża. Gdy Dassin wraca zmęczony z trasy do domu – zamiast spokoju i odpoczynku – czekają na niego pretensje i żale Christine. Kobieta robi mu histeryczne awantury i sceny zazdrości. Za to chętnie wydaje zarabiane przez niego pieniądze. I to nie tylko na zbytki i ciuszki, ale coraz częściej na alkohol i narkotyki. Próbuje też wciągnąć w swoje nałogi Joe. Wreszcie piosenkarz doznaje otrzeźwienia. Spostrzega, że relacje z żoną od dawna nie przypominają normalnego małżeństwa, a dalsze trwanie w tym toksycznym związku może zakończyć się dla niego bardzo źle. Chociaż więc Christine wciąż nie jest mu całkiem obojętna, a ponadto spodziewa się ich drugiego dziecka – Dassin składa pozew o rozwód.

Zaczynają się poważne problemy zdrowotne artysty. Prowadzony latami intensywny tryb życia, męczące trasy koncertowe, trauma po śmierci dziecka, a przede wszystkim pracoholizm i chorobliwy perfekcjonizm wyczerpują Joe fizycznie i psychicznie. Nigdy zresztą nie dbał o szwankujące od lat zdrowie, a obecna sytuacja rodzinna dobija go zupełnie…

Na efekty nie trzeba długo czekać. Jeszcze pod koniec 1979 roku piosenkarz przechodzi kolejny atak serca, musi też poddać się operacji wrzodów żołądka. Mimo to Dassin nie zwalnia tempa. Zaraz po Nowym Roku nagrywa kolejny album i stale koncertuje – m.in. przyjeżdża wtedy do Polski, gdzie wraz z Marylą Rodowicz nagrywa program dla polskiej telewizji.

YouTube Preview Image

W marcu 1980 roku rodzi się drugi syn Dassina – Julien. Radość z narodzin przyćmiewa sprawa rozwodu z Christine i związana z tym walka o dzieci, z której Joe wychodzi zwycięsko. Wszystko to odbija się systematycznie na jego zdrowiu i samopoczuciu. By zapomnieć o problemach – znów pracuje po kilkanaście godzin dziennie. Jego organizm jest na skraju wytrzymałości…

J.Dassin.z.dzićmi

Tamtego lata w Papeete…
11 lipca 1980 roku – podczas występu w Cannes – Joe Dassin czuje się bardzo źle. W pewnym momencie musi zejść za kulisy i skorzystać z pomocy lekarza, który podaje mu zastrzyk wzmacniający i zaleca przerwanie koncertu. Artysta nie zgadza się. Kontynuuje recital, bo nie chce zawieść wiernej publiczności. To nie może skończyć się dobrze… W trakcie przerwy Joe traci przytomność i w bardzo ciężkim stanie trafia do szpitala. Diagnoza: rozległy zawał serca. Lekarzom po raz kolejny udaje się uratować mu życie. Nie mają jednak dla pacjenta dobrych wieści – jego serce jest bardzo słabe. Kategorycznie zabraniają mu dalszej pracy i nakazują długi wypoczynek. Dassin jednak nie wyobraża sobie zakończenia kariery. Owszem, odwołuje zaplanowane koncerty i postanawia wyjechać na urlop… w tropiki. Do ukochanego Papeete. W podróży oprócz matki i synów towarzyszy mu jego tekściarz i przyjaciel Claude Lemesle. Joe z rozbrajającą szczerością mówi mu, że w ramach wypoczynku… będą pracować nad materiałem na nową płytę.

Już sam lot na Tahiti może zmęczyć nawet całkiem zdrowego człowieka, a co dopiero ciężko chorego, po kilku zawałach. Nic więc dziwnego, że podczas przesiadki w Los Angeles Joe znowu ma problemy z sercem. Ale jest uparty i za nic nie daje sobie wyperswadować dalszej podróży. Kiedy wreszcie 17 sierpnia docierają do Papeete – Dassin jest zmęczony, ale szczęśliwy. Perspektywa spędzenia wakacji z najbliższymi, z dala od problemów i do tego w rajskiej scenerii Tahiti, od razu poprawia mu nastrój. Wierzy, że odzyska tutaj siły i wkrótce wróci na scenę.

20 sierpnia 1980 roku Joe jest w dobrej formie. Już dwa dni pobytu na ukochanej wyspie sprawiły, że czuje się dużo lepiej. Spaceruje wśród dziewiczej przyrody, gra w golfa i planuje z przyjaciółmi wycieczki w najpiękniejsze zakątki. Koło południa całe towarzystwo spotyka się w ulubionej knajpce „Chez Michel et Eliane”. Wszyscy w doskonałych humorach zasiadają do obiadu. Z głośników sączą się piosenki Joe…

Przy stole artysta z rozbawieniem opowiada o tym, jak jego 2-letni synek Jonathan próbował grać z nim w golfa. Ma też niespodziankę dla swojej mamy. Mówi Beatrice, że za kilka dni pokaże jej najpiękniejsze miejsce na ziemi – uroczy zakątek na pobliskiej wyspie Tahaa, który niedawno specjalnie dla niej kupił…
Nagle piosenkarz blednie, chwyta się za pierś i osuwa z krzesła… Przyjaciele natychmiast rzucają się na pomoc. Robią masaż serca i sztuczne oddychanie. Przerażona matka woła o pomoc. Ktoś wzywa pogotowie… Ale szpital jest daleko… Karetka dotrze za kilkadziesiąt minut… Przybiega miejscowy lekarz… Ale już nie można nic zrobić… Reanimacja nie przynosi efektów… Joe Dassin umiera… W lokalu zapada cisza… W tle brzmią takty Indiańskiego lata...

YouTube Preview Image

………………………………….

Kilka dni później francuskich fanów artysty czeka kolejny wstrząs. Okazuje się, że ciało Joe nie zostanie sprowadzone do Paryża. Ku zdumieniu całej Francji – Jules Dassin decyduje się pochować syna w Stanach Zjednoczonych.
W dniu 27 sierpnia 1980 roku odbywa się cichy pogrzeb Joe Dassina na żydowskim cmentarzu w Hollywood. Uroczystość ma charakter rodzinny, a jej termin i miejsce do końca trzymane są w tajemnicy przed mediami.

 

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów