Koncesje na nadawanie – bat na nadawców

Trybuna Lemingradu

Trybuna Lemingradu
Punkty: 576
09.03.2015 Trybuna Lemingradu

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego w największych stacjach telewizyjnych panuje wściekła polityczna poprawność? Dlaczego mniej lub bardziej jawnie i otwarcie wspierają one rządzącą koalicję?

Nie, nie dlatego, że pracujący tam dziennikarze sprzedali się władzy za garść srebrników, że kierownictwa tych stacji mają ciche umowy z politykami rządzącej opcji, że biorą potężną kasę za emisję reklam spółek skarbu państwa. To oczywiście jest ważne, ale nie najważniejsze, rzecz to poboczna, mało istotna. Ot marchewka do kuszenia, od której znacznie ważniejszy jest kij…

Kij w postaci koncesji na emisję programu…

Tak, dokładnie o to chodzi. Koncesje na nadawanie programu telewizyjnego służą tylko jednemu – złapaniu za twarz nadawcy i powiedzeniu mu w miłych, acz stanowczych słowach: „Nie wychylaj się, nie podskakuj, nie krytykuj za bardzo bo w każdej chwili możemy ci wyłączyć aparaturę i gadać to sobie będziesz co najwyżej do ściany…”. Kij jest to bardziej skuteczny niż policyjna pała i najbardziej nawet rozbudowany Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk zatrudniający dziesiątki tysięcy cenzorów. Kiedy ktoś grube miliony zainwestował w interes to najbardziej zależy mu na tym, żeby ten interes przynosił dochód – to jest jego cel, któremu podporządkowane jest wszystko, od koloru ubrania ciecia po skład osobowy redakcji. I nie ma ochoty ryzykować utraty źródła tych dochodów, dlatego bez mrugnięcia okiem (choć czasem klnąc w duchu na czym świat stoi) podporządkuje się temu szantażowi.

W normalnym, wolnym kraju…

Tak, tak, wiem. Nie ma już na tym bożym światku wolnych i normalnych krajów, wszędzie wszystko stoi na głowie i majta nogami. Nie oznacza to jednak, że nie mamy prawa (a właściwie obowiązku) dążyć do tego, by nasza Ojczyzna takim właśnie krajem się stała.

Zatem w normalnym, wolnym kraju o czymś takim jak koncesja na nadawanie programu telewizyjnego nikt by nie pomyślał, a jeżeli by nawet pomyślał to za żadne skarby nie wypowiedziałby swojej myśli na głos. Po prostu pula częstotliwości zostałaby wystawiona na przetarg i kto by kupił ten robiłby sobie telewizję. Kropka. Proste i jasne jak słoneczko na nieboskłonie. W tym normalnym i wolnym kraju nie miałoby też prawa dojść do sytuacji jaką przerabiamy obecnie (kupno stacji TVN przez Niemców) – żaden obcy koncern nie miałby możliwości kupić naziemnej, ogólnodostępnej dla wszystkich odbiorców stacji, to byłoby zarezerwowane wyłącznie dla osób posiadających obywatelstwo a od zabezpieczenia państwa przed próbami kupna na tzw. słupa byłaby policja i służby specjalne (jawne, tajne i dwupłciowe) – media, zwłaszcza te najbardziej opiniotwórcze, to sektor strategiczny, który powinien być pod specjalnym nadzorem państwa.

Wyjaśniam: nie chodzi o nadzór nad treścią ale nad tym, by poprzez media obce służby czy rządy nie mogły uprawiać swojej propagandy na naszym terenie.

Chce sobie ktoś obcy nadawać w naszym jeżyku proszę bardzo, ma do dyspozycji satelity – kto wykupi dostęp ten będzie oglądał. Ale, jak wspomniałem, częstotliwości naziemne, które odbierać może każdy, powinny być zarezerwowane tylko i wyłącznie dla obywateli.

Niestety, Polska normalnym krajem nie jest i nie ma najmniejszych szans na to, by obecni bądź przyszli włodarze zdecydowali się na taki krok (likwidację koncesji na nadawanie) – posiadanie bata na nadawców jest zbyt kuszące by z niego rezygnować. A skoro jest bat to nie ma powodu by blokować zagranicznym koncernom dostęp do nadawania na terenie naszego pięknego kraju – przecież tę koncesję tak samo jak Polakowi można odebrać Niemcowi, Francuzowi, Anglikowi czy, jeżeli by się taki chętny na inwestycję w medialny rynek znalazł, przybyszowi z innej galaktyki. Oczywiście jeszcze musi być chęć zastosowania tegoż bata, ale to już zupełnie inna historia…

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów