Kryminał z historią w tle

Rafał Chojnacki

Rafał Chojnacki
Punkty: 446
05.02.2015 Rafał Chojnacki

Kryminały historyczne bardzo często podążają dziś tym samym tropem – mamy starą zagadkę, której nie udało się niegdyś rozwiązać, a współczesny detektyw kontynuuje niejako pracę swojego poprzednika sprzed lat, wyjaśniając jednocześnie tajemnicę zbrodni z naszych czasów. Nie jest to jednak w gruncie rzeczy prawdziwy kryminał historyczny, choć często tego rodzaju opowieści są obecnie lansowane jako nowe spojrzenie na gatunek. Na szczęście zdarzają się jeszcze pisarze, którzy wiedzą jak powinien wyglądać prawdziwy historyczny kryminał. Radzą sobie dobrze zarówno z konstrukcją zagadkowej zbrodni, jak i z realiami, które w powieści historycznej są co najmniej równie ważne jak sama fabuła.

 

Debiutancka powieść brytyjskiej pisarki Antonii Hogson przenosi nas do Londynu lat dwudziestych XVIII wieku. Bohaterem jest Thomas Hawkins, hulaka, który za karciane długi trafia do Marshalsea. Jeżeli wydaje Wam się, że znacie piekło, jakim dla skazańca może być więzienie, bo oglądaliście “Ucieczkę z Alcatraz” i “Osadzonego”, to znaczy że nie zdajecie sobie sprawy z tego jak wyglądał system penitencjarny w Europie przed 300 laty. W porównaniu z Marshalsea więzienie w bazie Guantanamo to prawdziwy kurort dla wczasowiczów.

Przewrotny pomysł Hogson polega również na tym, ze zarówno same zbrodnie, jak i śledztwo z nimi związane, toczą się właśnie w takim ciężkim więzieniu. Dla Toma Hawkinsa rozwiązanie kryminalnej zagadki jest walką o życie, ponieważ jeżeli mu się nie uda, zostanie kolejną ofiarą Diabła z Marshalsea.

Paradoksalnie to nie sam Hawkins, a diablo inteligentny pan Samuel Fleet, wydaje się centralną postacią powieści. Bez niego nie byłoby całej mrocznej otoczki, towarzyszącej prowadzonemu w więzieniu dochodzeniu. Zwłaszcza dlatego, że to on jest od początku głównym podejrzanym o dokonanie serii morderstw, która rozpoczęła się jeszcze przed pojawianiem się Hawkinsa w Marshalsea.

Również samo więzienie jest istotnym bohaterem, jawi się nam niczym osobne miasto w Londynie, które rządzi się swoimi prawami. Jego szefem jest nadzorca Acton, który ustala swoje własne reguły i bierze od więźniów pieniądze, w zamian za choćby minimalną poprawę jakości ich życia za kratami. Ten, kto nie ma pieniędzy, jest już skończony, ponieważ w oczach Actona staje się bezużyteczny. Hawkins, który początkowo dysponuje jeszcze jakimiś pieniędzmi, szybko zauważa jak jego zasoby topnieją, widzi też co dzieje się z tymi, którzy wypadli z łask nadzorcy.

 

Choć powieść Hogson jest rodzajem kryminalnego thrillera, to jednak przywodzi ona na myśl klasyczne utwory Karola Dickensa, w których bohaterowie niejednokrotnie opadali na dno społecznej hierarchii. Jednak mimo że realistyczne wizje autora “Opowieści wigilijnej” mogą przyprawić czytelnika o dreszcz, podczas lektury “Diabła z więzienia dłużników” bardziej wrażliwi odbiorcy mogą przeżyć prawdziwe chwile grozy. To właśnie sugestywne wizje pisarki sprawiły, że za swój debiut otrzymała w ubiegłym roku nagrodę Stowarzyszenia Pisarzy Kryminałów za najlepszą powieść historyczną w tym gatunku.

 

W polskich warunkach można by porównać tę powieść do pamiętnego „Jula” Pawła Goźlińskiego, tyle tylko że autor jednej z najlepszych polskich powieści kryminalnych rękoma i nogami odżegnywał się od tego gatunku. Tymczasem Hogson świadomie korzysta z dorobku klasyków kryminału i nie wstydzi się tego, że jej książka to „tylko” kryminał. Można nawet odnieść wrażenie, że jest dumną spadkobierczynią swoich mistrzów.

Hogson pracuje obecnie nad kontynuacją “Diabła…”, wiemy więc, że Tom Hawkins wróci. Z zapowiedzi wynika jednak, ze czekają na niego znacznie większe problemy…

 

Antonia Hogson, Diabeł z więzienia dłużników, Wydawnictwo Amber, Warszawa 2015.

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów