Krzywa Laffera – koszmarny sen fiskusa

Trybuna Lemingradu

Trybuna Lemingradu
Punkty: 578
26.01.2015 Trybuna Lemingradu

Podatki… Nie sposób wyobrazić sobie funkcjonowania współczesnego, demokratycznego państwa bez nich. Niemożliwym też wydaje się pogodzenie potrzeb finansowych administracji finansowanej z tychże podatków z możliwościami i chęciami utrzymujących ją podatników. Daje tutaj o sobie znać konflikt płatnik – poborca, stary jak świat i opisany nawet na kartach Ewangelii. Na szczęście dziś mamy narzędzie, dzięki któremu można pogodzić obie zwaśnione strony doprowadzając może nie tyle do przyjaźni, co do chłodnej akceptacji…

Złoty środek.

Narzędziem tym jest „Krzywa Laffera”, wykres w kształcie paraboli skierowanej ramionami do dołu wskazujący punkt największych wpływów do budżetu z tytułu podatków. Punkt ten, usytuowany najwyżej, śmiało można nazwać złotym środkiem, a to z tego prostego względu, że wskazuje moment, w którym podatnicy jeszcze się nie buntują przeciwko fiskalnemu uciskowi a państwowa kasa jest zaspokajana w maksymalnym możliwym stopniu. Każde przesunięcie tego punktu na paraboli oznacza obniżenie wpływów, choć przez płatników odbierane jest różnie – w zależności od tego czy podatki rosną, czy maleją.

Podstawowym założeniem jakie przy tworzeniu swojej teorii przyjął Arthur Laffer było to, że przy stawkach podatku 0% i 100% wpływy budżetowe są takie same i wynoszą zero. W pierwszym przypadku dlatego, że podatków nie ma w ogóle; w drugim dlatego, że ludziom po prostu nie opłaca się wykonywać żadnych czynności skutkujących powstaniem obowiązku podatkowego. Oczywiście oficjalnie, bo nieoficjalnie przy stuprocentowej stawce podatku wszystkie te czynności odbywają się w tzw. szarej strefie.

Zmienność krzywej.

Krzywa Laffera nie jest raz na zawsze ustalonym wykresem obowiązującym w każdym miejscu na świecie, jej kształt i punkt jaki wyznacza podlegają bardzo częstym zmianom. Inaczej będzie ona wyglądać w społeczeństwie sytym i zasobnym, a inaczej tam, gdzie panuje gospodarka niedoboru – by daleko nie szukać wystarczy porównać bogatą Szwecję i biedną Rumunię. Szwedzi gotowi są płacić wysokie podatki otrzymując w zamian państwową opiekę socjalną, Rumuni przeciwnie – obracają w dłoni kilkukrotnie każdy wydawany grosz – w tym ten, który są zmuszeni odprowadzać do państwowej kasy. Dlatego minister finansów żeby dobrze wykorzystać narzędzie dostarczone mu przez p. Laffera musi stale monitorować zasobność podatników i społeczne nastroje, ale też argumentować konieczność nałożenia takich a nie innych danin. Zupełnie inaczej na podniesienie podatków będzie reagować społeczeństwo w kraju zagrożonym przez agresywnego sąsiada, któremu wytłumaczy się, że dodatkowe pieniądze zostaną przeznaczone na potrzeby armii, niż to widzące, że stale rosnące podatki są przejadane przez urzędników czy zwyczajnie marnotrawione.

To naprawdę działa.

Wszyscy chyba pamiętamy wieczór sylwestrowy 2010/2011 kiedy to o północy stawka podatku VAT zmieniła się z 22 na 23 procentową – wielu z nas musiało czekać z zakupem kolejnego piwa czy drinka do chwili, aż kasy fiskalne w lokalach zostaną przestawione na tę nową. Efektu czekać nie trzeba było długo – dochody państwa z tytułu podatku od towarów i usług spadły już w pierwszym okresie roku 2011 w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Ludzie po prostu zaczęli oszczędzać i kupować produkty tańsze. Gdyby przyszło nam mieszkać w wymienionej wyżej zasobnej Szwecji zapewne sytuacja wyglądałaby inaczej, ale dla większości mieszkańców naszego kraju ceny towarów na sklepowych półkach naprawdę mają znaczenie, czego nie wziął pod uwagę minister Rostowski planując ową podwyżkę.

Podobnie jest z podatkiem akcyzowym. Z roku na rok stawka tego podatku jaką obłożone są wyroby tytoniowe rośnie, co tłumaczone jest przez urzędników Ministerstwa Finansów koniecznością dostosowania jej do unijnych wymogów. Kłopot w tym, że wraz ze wzrostem cen na papierosy spada ich sprzedaż a tym samym dochody budżetowe z tytułu zawartej w tychże cenach akcyzy i, niejako przy okazji, VAT-u. I nie ma się z czego cieszyć, bo nie oznacza to wcale, że Polacy gremialnie rzucają palenie – wtedy można by odżałować utracone pieniądze, zdrowie wszak jest ważniejsze – nasi rodacy po prostu przerzucają się na papierosy przemycane zza wschodniej granicy albo na te produkowane w domach we własnym zakresie. Nie dość, że dochody spadły to jeszcze trzeba więcej pieniędzy wydawać na uszczelnienie granic i walkę z przemytniczymi gangami.

Koszmar senny fiskusa.

Każde narzędzie wymaga umiejętności jego stosowania, nie inaczej jest z ekonomicznymi teoriami. Krzywa Laffera to tylko jeden z przykładów na to, że bardzo często politycy odpowiedzialni za państwowe finanse myślą w kategoriach fantasmagorycznych – „doduszę podatkami to będę miał więcej pieniędzy w budżecie”. Nic bardziej błędnego, to tak nie działa, co zostało pokazane na powyższych przykładach. Arthur Laffer swoją teorią opisał koszmarny sen każdego ministra finansów w każdym kraju na świecie – punkt, którego przekroczenie powoduje spadek budżetowych dochodów i swoisty kolaps państwowych finansów. Da się temu zapobiec, jednak nie wystarczy tylko żonglować liczbami, trzeba się jeszcze wsłuchać w głos społeczeństwa, którego podatki dotyczą o wiele bardziej niż państwa – ludzie bez urzędników dadzą sobie radę, urzędnicy bez ludzi tracą prawo istnienia…

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów