Na krańcu Europy

abstrakcja

Punkty: 5
10.12.2014 abstrakcja

Moja miłość do Bułgarii rozpoczęła się przed wieloma laty, gdy w Polsce jeszcze nie znano (na masową skalę) komputerów, telefonów komórkowych i internetu. Jednym słowem – w prehistorii. Śmiało mogę przyznać, że wtenczas, jako mała, blada, polska dziewczynka, zachłysnęłam się bałkańskim słońcem (i słoną wodą z Morza Czarnego), co wygenerowało w mojej głowie jeden obraz – Bułgaria jako raj utracony. Utracony, ponieważ przez kolejne 20 lat nie udało mi się tam wrócić. Moi rodziciele nie podzielali entuzjazmu, którym darzyłam ten zakątek Europy, a dokładnie oblewali się zimnym potem na myśl o tysiącach kilometrów i setkach godzin spędzonych w podróży.

Wyprawa nie należała do szybkich i bezstresowych, ale na szczęście ja – jako dziewczę zaledwie pięcioletnie - posiadałam wrodzoną zdolność do kasowania z pamięci zdarzeń nieprzyjemnych. Dlatego też, z typowym sobie uporem (także wrodzonym), postanowiłam wrócić do mojego raju w bliżej nieokreślonej przyszłości. Zamiar zrealizowałam kilkukrotnie, pierwszy raz w 2012 roku. Wówczas zakochałam się w Bułgarii na nowo.

Podczas jednej z wizyt u naszych bałkańskich przyjaciół, pozwoliłam sobie na podróż wzdłuż wybrzeża Morza Czarnego, aż do granicy z Turcją. Ciekawe uczucie stać jedną stopą w Republice Bułgarskiej, a drugą w Republice Tureckiej (i to bez konieczności wymachiwania paszportem). Jedna osoba w dwóch krajach. Do tego krajach tak znacznie różniących się od siebie kulturą.

Dla zainteresowanych – ostatnią wsią na bułgarskim wybrzeżu, przed granicą z Turcją, jest Rezowo. Kiedyś (zapewne w czasach mojej pierwszej wizyty – prehistorii) zwykli śmiertelnicy mieli zakaz wstępu na teren graniczny Bułgaria – Turcja. Z tej okazji pozostały do dziś resztki budki strażniczej oraz znaków „zakaz fotografowania” i „granica państw”. Obecnie jest to ulubione miejsce turystów (tych najwytrwalszych w swych wojażach) do robienia pamiątkowych fotek, na tle flagi tureckiej i bułgarskiej. Ku mojemu zaskoczeniu, nikt do mnie nie strzelał. Sama wieś nie należy do zbyt tłumnych. Bez problemu, nawet w środku sezonu, można tu znaleźć nocleg i spokój. I to za rozsądną cenę. Dodatkowym atutem jest pogoda – południowe wybrzeże Bułgarii osiąga najlepsze wyniki w zawodach na „liczbę słonecznych dni w roku”. Podium ma kilka lat z rzędu, co stanowi dobrą informację dla ciepłolubnych.

Podsumowując – chyba naprawdę wpadłam po uszy i widzę wszystko w słonecznych barwach. Jedno jest pewne – jeśli nie macie jeszcze postanowienia noworocznego lub planów wakacyjnych – może warto rozważyć podróż na kraniec Europy?

 

 

 

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów