Nie rozglądaj się z dezynwolturą czyli próba zastraszania dziennikarzy

Trybuna Lemingradu

Trybuna Lemingradu
Punkty: 169
05.02.2015 Trybuna Lemingradu

Pamiętacie, Szanowni, zatrzymanie dziennikarzy podczas protestów w siedzibie Państwowej Komisji Wyborczej i ich późniejsze uniewinnienie przez sąd? Pamiętacie przeprosiny złożone przez panią Minister Spraw Wewnętrznych Teresę Piotrowską, która ubolewała, że do zatrzymania w ogóle doszło i zapowiedziała stworzenie procedur zapobiegających na przyszłość podobnym sytuacjom? Na pewno pamiętacie, bo żyła tym cała niemal Polska. No to dzisiaj mamy pierwszy efekt działania zapowiadanych przez panią minister procedur – Prokuratura Rejonowa Warszawa – Śródmieście wniosła do sądu apelację od uniewinniającego obydwu dziennikarzy wyroku. Teoretycznie można by rzecz zrozumieć, w końcu prokuratorzy są rozliczani z wyników (a więc z ilości uzyskanych wyroków skazujących), gdyby nie kuriozalne uzasadnienie, jakie do apelacji dołączono, w którym możemy przeczytać następujące idiotyzmy:

„W 19:46 minucie nagrania uwagę zwraca postawa Jana Pawlickiego, który widząc jak inni dziennikarze opuszczają salę, jedynie z pełną dezynwolturą rozgląda się dookoła i nie wykonuje żadnych ruchów wskazujących na chęć opuszczenia sali. W punkcie kulminacyjnym, gdy funkcjonariusze podjęli próbę wyprowadzenia oskarżonego z użyciem siły, Jan Pawlicki zaczął stawiać czynny opór, wbrew własnym twierdzeniom poczynionym w toku składanych przed sądem wyjaśnień, próbując się wyswobodzić z rąk funkcjonariuszy, co w konsekwencji zmusiło ich do zastosowania środków przymusu bezpośredniego”. Każdy kto widział nagranie z zatrzymania opublikowane przez Telewizję „Republika” wie doskonale, że redaktor Pawlicki ani przez moment nie posunął się do stawiania czynnego oporu funkcjonariuszom policji – chyba, że za taki uznamy okazanie im legitymacji dziennikarskiej uprawniającej do przebywania w tym miejscu i relacjonowania wydarzeń – a przeciwnie, dobrowolnie i spokojnie udał się na zewnątrz z wyprowadzającymi go policjantami. Jeżeli już komuś można by coś podobnego zarzucić to pani Marcie Jeżewskiej, która próbowała bronić swojego redakcyjnego kolegi. Ciekawe jest też stwierdzenie, że pan Pawlicki „z pełną dezynwolturą rozgląda się dookoła” świadczący jedynie o tym, że piszący apelację prokurator nie rozumie polskiej mowy i ma kłopot z użyciem właściwych słów.

W tym samym uzasadnieniu prokuratura stwierdza: „W 19:37 minucie wyprowadzono Tomasza Gzela. Następnie dowódca skierował do podległych mu funkcjonariuszy komendę o wyprowadzeniu obecnych jeszcze na sali dziennikarzy (…). Większość przedstawicieli mediów zaczęło dobrowolnie opuszczać w tym momencie salę (także Tomasz Orzechowski – operator Telewizji Republika, wbrew twierdzeniom Sądu orzekającego, zaczął się oddalać w kierunku wyjścia, wrócił dopiero w chwili, gdy funkcjonariusze zatrzymali Jana Pawlickiego…”. Chciałbym, żeby pan prokurator odpowiedział mi na jedno, proste pytanie: skoro operator się oddalał a wrócił dopiero po zatrzymaniu dziennikarza, to kto filmował całe to zajście? Proszę też zauważyć, że od momentu wyprowadzenia fotoreportera PAP, wydania komendy przez dowódcę interweniujących policjantów, oddalania się dziennikarzy do zatrzymania red. Pawlickiego upłynęło 9 (słownie: dziewięć) sekund. To wystarczyło policjantom by uznać, że rozglądał się on „z pełną dezynwolturą” i nie chciał opuścić sali. Pozostawiam bez komentarza, nie jestem prokuratorem i bez użycia stosownych środków obarczonych podatkiem akcyzowym.

Już to co napisałem powyżej budzi w człowieku pusty śmiech, a to nie koniec. Otóż panowie Gzel i Pawlicki złożyli do sądu zażalenia na bezpodstawne zatrzymanie i sąd w obydwu przypadkach uznał ich racje – zatrzymanie dokonane w siedzibie PKW było nielegalne, bezzasadne i nieprawidłowe a w uzasadnieniu do wyroku w sprawie redaktora Pawlickiego sędzia stwierdził, że „procesy intelektualne u tych, którzy podejmowali decyzję o zatrzymaniu, nie nadążały za sytuacją, która wcale nie była tak dynamiczna”. Przyznacie Państwo, że trudno w bardziej dyplomatyczny sposób nazwać kogoś kompletnym idiotą? Ale zostawmy procesy intelektualne policjantów, chodzi o coś innego – skoro zatrzymanie było nielegalne, bezzasadne i nieprawidłowe to oznacza, że dziennikarze nie popełnili żadnego z zarzucanych im czynów zabronionych. A skoro tak to jak prokuratura zamierza obronić swoje stanowisko? Dodam, że obydwa wyroki będące odpowiedzią na zażalenia są prawomocne i niezaskarżalne. I jak w tej sytuacji rozumieć słowa napisane w apelacji a odnoszące się do pozostałych, niezatrzymanych dziennikarzy: „na marginesie należy dodać, że materiał dowodowy zgromadzony w sprawie powinien zostać poddany ponownej ocenie procesowej celem identyfikacji pozostałych osób, które dopuściły się tego czynu, co może stać się przedmiotem odrębnych postępowań”? Czyżby pan (pani) prokurator piszący ten elaborat sugerował (sugerowała), że policja powinna dokonać kolejnych bezzasadnych, nielegalnych i nieprawidłowych zatrzymań? Nie wiem jak państwo, ale ja – tak na wszelki wypadek – widząc na ulicy przechodzący patrol w niebieskich mundurach będę patrzył sztywno przed siebie by nie zostać postawionym przed sądem za „rozglądanie się z pełną dezynwolturą”.

Wniosek z tej sprawy może być tylko jeden. W chwili, kiedy kraj wrze, kiedy na ulice wychodzą po kolei wszystkie niemal grupy zawodowe domagając się poszanowania swoich praw władza próbuje przy pomocy prokuratury zastraszać dziennikarzy, by ci nie ważyli się relacjonować wydarzeń. Przekaz może być tylko jeden, po linii oraz na bazie, a do opinii publicznej prawda nie powinna mieć dostępu. Ciekawe, kiedy zostanie reaktywowany słynny urząd z ulicy Mysiej? Coś mi mówi, że po nominacji Michała Kamińskiego na stołek szefa Centrum Informacyjnego Rządu jest to kwestia kilku dni, może tygodni…

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów