Nigeryjski szwindel

DonekCentek

Punkty: 68
16.10.2014 DonekCentek

Chciwość to jedna z tych cech, które niestety są słabą strona ludzkich charakterów. Jeśli dodamy do tego jeszcze cwaniactwo i chęć kombinowania, która wrosła w stały krajobraz naszego społeczeństwa, a które jest pokłosiem czasów socjalizmu (kiedy najczęstszym sposobem, by przeżyć było właśnie „kombinowanie”) mamy właśnie dokładny opis potencjalnej ofiary tak zwanego „przekrętu 419”.

Przekręt 419, znany również jako przekręt nigeryjski, to nadal bardzo dochodowa dziedzina dla oszustów. Nazwa wzięła się od paragrafu 419 w nigeryjskim kodeksie karnym, poświęconego tej właśnie metodzie oszustwa. A jest ona banalnie prosta.

Pierwotna metoda polegała na przesłaniu listu (w późniejszych czasach – maila) do potencjalnej ofiary, w którym córka byłego premiera, generała czy dyrektora banku, albo uchodźca polityczny zamieszkały gdzieś w Nigerii w nielegalny sposób weszli w posiadanie dziesiątek milionów dolarów. Nie może jednak dysponować nimi w swoim kraju, więc musi je przesłać na konto autora listu. Ofiaruje mu za to sporą prowizję. A któż nie chciałby zostać milionerem?

Ci, którzy odpisali, proszeni byli o przesłanie niewielkiej kwoty (niewielkiej w stosunku do spodziewanej korzyści, bo cóż to jest 10.000$ w porównaniu z klikunastoma milionami?) Dostawali również numer telefonu, pod który mogli zadzwonić, by porozumieć się z mówiącym łamaną angielszczyzną adwokatem (oczywiście „wtajemniczonym”). Gdy ofiara jeszcze się wzbraniała, na jej skrzynkę pocztową/mailową trafiały certyfikaty i poświadczenia, do złudzenia przypominające te nielegalne. Wszystko w jednym celu – by chciwość zwyciężyła i przyszły „milioner” wysłał opłatę do Afryki. Chyba nie trzeba dodawać, że pieniądze te ginęły bezpowrotnie?

I mogłoby się wydawać, że nauczony doświadczeniem poszkodowany klient machnie ręka i powie „mądry Polak po szkodzie”. Ale nie! Oszuści potrafili tak zbajerować ofiarę, że ta wpłacała im pieniądze jeszcze kilkukrotnie (bo „zmarł adwokat i musimy wynająć nowego”, bo „trzeba opłacić jeszcze jednego urzędnika”, zorganizować transport pieniędzy itp.) Znane są przypadki, że naiwna ofiara straciła nawet kilkaset tysięcy złotych zanim zorientowała się, że padła ofiarą oszustwa.

Bardzo popularną odmianą „przekrętu 419” jest ta z wykorzystaniem portali aukcyjnych. Osoba wystawiająca sprzęt (najczęściej audio-wideo czy elektronikę) otrzymuje ofertę zakupu wystawionego przedmiotu poza aukcją za cenę wyższą, niż się domaga. Już w tym momencie powinna się ofierze zapalić lampka ostrzegawcza. Kluczowe jest to, iż oferent posługuje się łamanym polskim i najwyraźniej nie orientuje się w cenach. Jeśli zwycięży rozsądek, do oszustw nie dochodzi. Jeśli zwycięży chciwość i chęć wykorzystania „naiwnego obcokrajowca…”

Scenariusz jest prosty. Klient z zagranicy wysyła poświadczenie przelewu z zagranicznego banku, jednakże bank informuje, że aby przelać pieniądze, potrzebuje numer przesyłki. Sprzedającemu pozostaje więc wysłanie przesyłki gdzieś (najczęściej) do Afryki, wysłanie numeru paczki do rzekomego banku i oczekiwanie na pieniądze, które nigdy nie dotrą…

Wydawać by się mogło, że tak banalne oszustwo rzadko się udaje. A jednak fora pełne są pytań, zadawanych przez sprzedających, czy „przypadkiem nie padli ofiarą oszustwa”. Otóż padli, i to tyleż prostego, co wręcz perfekcyjnego. Bo przecież – patrząc na to z punktu Nigeryczyka – nie dość, że kogoś okrada, to jeszcze ofiara przysyła mu towar wprost do domu, i to na własny koszt. Majstersztyk!

Co zrobić, aby nie paść ofiarą tego oszustwa? Nie wierzyć w cuda, wszelkie maile, oferujące miliony wyrzucać natychmiast do kosza i przede wszystkim – nie wysyłać towaru, dopóki pieniądze nie znajdą się na naszym koncie. Chciwość i kombinatorstwo zdecydowanie nie popłacają!

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów