Orban, Putin i schizofrenia pożytecznych idiotów

Trybuna Lemingradu

Trybuna Lemingradu
Punkty: 575
20.02.2015 Trybuna Lemingradu

Wiktor Orban przyjął w Budapeszcie prezydenta Rosji Władimira Putina i się zaczęło – nagonka, hejt, bluzgi i – najlepsze – oskarżenia o rozbijanie europejskiej jedności. To ostatnie najczęściej pada z ust (piór, klawiatur) ludzi, którzy jeszcze przed chwilą płakali nad tym, że w Europie żadnej jedności nie ma, że każdy patrzy tylko własnych interesów w głębokim poważaniu mając Ukrainę i bezpieczeństwo państw graniczących z Rosją bezpośrednio. Kliniczny przykład choroby dwubiegunowej, inaczej tego określić nie jestem w stanie…

Zostawmy jednak stan zdrowia komentatorów sceny politycznej, nic na to poradzić nie możemy. Przynajmniej ja nie mogę, nie jestem psychiatrą ani nawet psychologiem. Skupmy się lepiej na Wiktorze Orbanie…

To prawda, że zbliżenie Węgier i Rosji może, zwłaszcza w Polsce, budzić niepokój. Tylko jak miał się zachować premier kraju, który od kilku lat jest bez przerwy sekowany przez międzynarodową społeczność? Pokornie posypać głowę popiołem i godzić się na wszystko, czego zażąda Bruksela, Berlin czy Waszyngton? Zrezygnować z suwerenności i podporządkować się całkowicie „starszym i mądrzejszym”? Być jak polscy, pożal się Panie Boże „mężowie stanu” stojący wyprężeni przed majestatem Angeli Merkel i kłaniający się w pas na każde skinienie palca frau Führerien?

Dla premiera Orbana najważniejszy jest interes Węgier, który determinuje wszystkie jego działania a dobro obywateli swojego kraju stawia wyżej niż jakąś wyimaginowaną „międzynarodową solidarność”. On po prostu doskonale rozumie, że – jak głosi brytyjska dewiza – państwa nie mają przyjaciół, państwa mają wyłącznie interesy. I właśnie za to potępiają go pożyteczni idioci, którzy ciągle chcieliby się tłuc „za wolność waszą” zamiast umacniać tę ledwo co zdobytą „wolność naszą”.

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów