Panika banksterów

Stefan Padło

Stefan Padło
Punkty: 64
28.10.2014 Stefan Padło

30 listopada ma się odbyć w Szwajcarii referendum, w którym obywatele tego pięknego, alpejskiego kraju odpowiedzą na trzy pytania:

  1. czy jesteś za zakazem dalszego wyprzedawania złotych rezerw przez szwajcarski bank centralny – Schweizerische Nationalbank (SNB)?
  2. czy jesteś za tym, by SNB utrzymywał co najmniej 20% swoich aktywów w złocie?
  3. czy jesteś za tym, by całe szwajcarskie złoto zostało sprowadzone do kraju?

Punkty 1) i 3) są mniej istotne, po pierwsze SNB już dawno zaprzestał wyprzedaży rezerw a po drugie (właściwie po trzecie) sprowadzenie złota to nie jest operacja ekspresowa, ona musi potrwać. Niemcy, które zdecydowały się sprowadzić 50 procent swoich rezerw (drugich co do wielkości na świecie), dotychczas dały radę zrealizować tylko drobną część planu – 32 tony przyjechały z Paryża i 5 ton z Nowego Jorku.

Istotny jest jednak punkt 2), który wśród banksterów wywołuje panikę a przedstawiciele SNB już zawodzą, że ewentualne poparcie przez obywateli tego postulatu grozi ograniczeniami w polityce monetarnej. Ściśle rzecz ujmując utrudni to – utrzymywanie aktywów w złocie – manipulacje stopami procentowymi i kursami franka, przez co waluta stanie się stabilniejsza. Dziś frank szwajcarski jest spięty sztywnym kursem z euro co oznacza, że jest on zależny nie tylko od pomysłów helweckich włodarzy, ale też od kombinacji przy europejskiej walucie i od europejskiej gospodarki.

Nie jest to jeszcze co prawda powrót do pełnego złotego parytetu, ale krok w dobrą stronę. I właśnie to sprawia, że międzynarodowi macherzy od waluty nie potrafią spać spokojnie – kończy się ich władza. Złoty parytet, z którego zrezygnowano po zakończeniu pierwszej wojny światowej, sprawia, że ludzie w ręce mają solidny kawał kruszcu symbolizowany jedynie przez banknot, zamiast dotychczasowego papierowego kawałka zaufania do systemu. Pieniądz pokryty w złocie uniezależnia ich od machlojek i spekulacji panów, którzy przy ośmiorniczkach i drogim winie obgadują dodruk pieniądza celem uratowania rządzących łajdaków.

To samo dotyczy gospodarki. Bzdurne gadanie o negatywnym wpływie takiego rozwiązania na eksport w przypadku, kiedy wszystkie pozostałe kraje posługują się pieniądzem fidularnym (czyli tym opartym na zaufaniu) można pod tramwaj podłożyć. Przedsiębiorcy nie są idiotami i natychmiast przestawią się na rozliczenia w tej walucie, która daje stabilność i pewność – co oznacza, że euro, dolar i inne papierowe substytuty pieniądza staną się tyle samo warte co peerelowska złotówka…

I jeszcze jedna rzecz – kredyty. Przy rozliczeniach w walucie opartej na złotym kruszcu banki stracą nagle możliwości spekulacyjne. Już nie będzie można klientom oferować superpromocyjnych okazji tylko po to, by za chwilę podnieść oprocentowanie tłumacząc to sytuacją na rynku walut. Zyskają natomiast banki inwestycyjne – stabilność pieniądza drastycznie zmniejszy ryzyko wahań kursowych i sprawi, że inwestycje staną się pewniejsze a stopa zwrotu konkretna.

No dobrze, podywagowaliśmy, a referendum dopiero za miesiąc i jego wynik niepewny. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że ostatnimi czasy Helweci odrzucili dwa kretyńsko – postępowe pomysły lewicowych doktrynerów (państwowy system opieki zdrowotnej i bezwarunkowy dochód gwarantowany) jest nadzieja, że ten mały kraj stanie się zalążkiem powrotu świata na drogę normalności. Sto lat eksperymentów z pieniądzem stanowczo wystarczą, ludzie chcą już odetchnąć.

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów