Polsko, uratuj nas

Magdaf

Punkty: 63
26.05.2015 Magdaf

300 syryjskich rodzin, łącznie 1500 osób, wśród nich małe, osierocone  dzieci, prosi Polskę o azyl.
Sytuacja jest dramatyczna i liczy się tak naprawdę każdy dzień. Ci ludzie to chrześcijanie. Jeśli zostaną tam, gdzie są, zginą, prawdopodobnie w męczarniach. Zagraża im ISIS, które zagarnia tereny Syrii w zastraszającym tempie.
Polska, przepraszam, polski rząd  milczy, nie odpowiada, zasłaniając się procedurami. A jakże.
Co ciekawe Fundacja Esthera, której przedstawicielka Miriam Shaded zajmuje się tą sprawą w Polsce, zgromadziła pieniądze na transport i utrzymanie Syryjczyków w naszym kraju przynajmniej przez rok. Ci ludzie są wykształceni, mają doświadczenie zawodowe.
Fundacja znalazła przedsiębiorców, którzy zgodziliby się ich zatrudnić. Opracowano szczegółowy plan mający pomagać w asymilacji tych ludzi w nowej sytuacji, w nowym miejscu.

Z jednej strony chciałoby się zawołać: róbmy coś, bo będziemy mieli ich krew na rękach! Nie pozwólmy ich zamordować, dajmy szansę.
Nie czekajmy aż sprawa sama się rozwiąże, załatwi.
Jesteśmy chrześcijanami, jesteśmy ludźmi. Mamy moralny obowiązek pomóc.

Z drugiej strony rodzi się obawa o to czy wpuszczając do Polski Syryjczyków, nie zaprosimy tutaj islamskich  szaleńców. Bo ci ludzie nie mają dokumentów, nie będziemy mieli stuprocentowej pewności kim są. Fundacja zapewnia, że są sprawdzeni i nie ma obaw, że pod maską chrześcijan kryją się krwiożercze bestie, ale obawa jest mimo wszystko. Musielibyśmy zaufać.
Czy stać nas na to? Czy będziemy patrzeć, kiedy będą ich mordować czy podamy rękę?

Gdyby Oskar Schindler  zasłaniał się trudną sytuacją, albo obawą przed utratą życia nie uratował by setek Żydów.
Gdyby państwo Jakóbkiewicz i Bielkiewicz odwrócili głowy i poddali się piętrzącym się trudnościom, nie uratowaliby kilku tysięcy polskich sierot po wybuchu rewolucji na Bliskim Wschodzie. Wyobrażacie sobie? Syberia, brak telefonów, ciężka podróż pociągami, głód, utrudniający sprawę urzędnicy. Ile przeszkód trzeba było pokonać? Uratowali te dzieci. Przyjęła je Japonia.
Albo sir Nicolas Winton, młody, przystojny, dobrze się zapowiadający makler giełdowy. Świat stał przed nim otworem, kiedy w 1938 r.  Niemcy zaczynali swoją ofensywę i już byli niebezpieczni. Dowiedział się o zagrożeniu życia żydowskich dzieci w Kraju Sudeckim.
Uratował wraz z przyjacielem 922 dzieci. Sam nadzorował,  do jakiej rodziny, które dziecko powinno trafić, żeby wszyscy byli szczęśliwi. Tak mocno się zaangażował, że poznał te dzieci.

Jest jeszcze tylu ludzi, o których można by opowiedzieć. Nikt z nich nie odwracał głowy, nie udawał, że nie ma problemu.
Co z nami?
Powiecie, co mogę zrobić? W pojedynkę nic, ale wspólnie z innymi już coś można coś zdziałać. Wystarczy nie odwracać oczu.
Siostra Joanna Chmielowska napisała list otwarty do premier Kopacz, my możemy się  podpisać pod petycją Fundacji Estera. Może, kiedy będzie nas więcej , nasz rząd zdoła zauważyć istotę sytuacji syryjskich chrześcijan i zacznie działać? Może zdąży?
Petycja jest TUTAJ.

“Jak mogę spokojnie położyć się spać, kiedy obok cierpi mój brat?” Nie  wiem, nie pamiętam czy dokładny, ale to cytat z siostry Chmielowskiej.

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów