Przedsiębiorczość nie zastąpi moralności – żeby lekarz nie stał się mordercą

jakubc

Punkty: 28
19.02.2015 jakubc

Powtarzające się doniesienia o lekarskich zaniedbaniach, tragicznym w skutkach odsyłaniu od szpitala do szpitala, nieprzyjmowaniu na oddziały z powodu braku miejsc oraz niewykonywaniu potrzebnych badań, są często uznawane jako “błędy systemu”. Jednak zawsze na końcu łańcuszka jest decyzja człowieka, którego zaangażowanie i poświęcenie dla pacjenta zbyt często trzeba traktować z przymrużeniem oka. Niestety jedna z niewielu pewnych i dobrze płatnych prac, jaką jest bycie lekarzem, przyciąga do zawodu osoby, które nigdy nie powinny tam trafić. Uderzając w jeden z najbardziej szlachetnych zajęć na ziemi

Polski system nie ułatwia lekarzom pracy, zarzucając ich biurokracją, “nagradzając” za robienie jak najmniejszej liczby badań. Jednak nie usprawiedliwia to każdego złego czynu popełnionego przez lekarza. Branie wielu 24-godzinnych dyżurów pod rząd, co de facto uniemożliwia działanie na odpowiednio wysokim poziomie, stawianie interesu placówki ponad potrzeby osób dla których leczenia w ogóle istnieją, to także świadoma decyzja, w której bilans zysków i strat prowadzi się patrząc tylko na pieniądze. Czy jednak możliwe jest wtedy sprawne funkcjonowanie służby(!) zdrowia, która polega na pomocy ludziom znajdującym się w możliwie najbardziej wrażliwej i trudnej sytuacji?

Nie świadczy na korzyść lekarzy to jak działają, gdy opinia publiczna dowiaduje się o zaniedbaniach jakiegoś lekarza. W teorii samorząd lekarski ma dużo środków by badać takie sprawy i karać winnych. Jednakże pierwszym i najważniejszym przykazaniem wydaje się ochrona swoich za wszelką cenę. Co jest co najmniej dziwne, skoro z drugiej strony, próbuje się umacniać prestiż zawodu. Chociaż kluczowe może być przekonanie, że pacjenci “i tak do nas przyjdą”. Jeżeli ja bronię kolegów, to gdy coś odwalę, to oni obronią mnie. Dlatego podstawowym zaklęciem używanym w publicznych debatach jest “nie powinno się takich spraw roztrząsać publicznie, ponieważ uderza to we wzajemne zaufanie lekarzy i pacjentów”. Dziwnymi drogami chodzi logika, gdy trzeba bronić swojego portfela.

Mroczna przyszłość

Między 2003 a 2013 liczba studentów medycyny wzrosła dwukrotnie, z 12,3 tys. do 25,8 tys. W Polsce i tak mamy bodajże najmniej lekarzy w przeliczeniu na mieszkańca spośród krajów UE, więc sam wzrost nie jest tu problemem. Jednakże pewność pracy i wysokie zarobki, które mogą sięgać nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych, jest czynnikiem bardzo istotnym przy wyborze studiów. W połączeniu z wymienionymi wcześniej elementami, brakiem nacisku w czasie studiów na etykę i to w jaki sposób traktować pacjenta oraz dostrzegając, że od lekarza nie wymaga się, żeby był jakimkolwiek autorytetem, człowiekiem wysokiej kultury osobistej (czego nie wymaga się już od nikogo), tworzy to groźną mieszankę wybuchową. Pacjenci mogą do lekarzy podchodzić coraz bardziej nieufnie, nie słuchać ich zaleceń, co z drugiej strony spowoduje reakcję i tym bardziej większą pogardę lekarzy.

Jeżeli lekarzem zostaje człowiek bez powołania lekarskiego, prawdziwej ochoty do tej pracy i chęci pomagania ludziom, a nikt nie będzie od niego wymagał odpowiedniego traktowania pacjentów, wtedy jest on tylko chodzącą pychą wynikającą z ogromnych zarobków, prestiżu zawodu i władzy jaką ma nad ludźmi. Taki lekarz, prędzej kogoś zabije lub upokorzy niż mu pomoże.

Z tej perspektywy inicjatywy chrześcijańskich lekarzy (deklaracja wiary etc.) nie powinny budzić aż takiego oburzenia. Próbują one wprowadzać (przynajmniej teoretycznie) aspekt etyczny do zawodu lekarza, aspekt, którego brak może nam doskwierać.

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów