Raport Deloitte: Polska najbardziej łupi obywateli podatkami

Trybuna Lemingradu

Trybuna Lemingradu
Punkty: 388
30.01.2015 Trybuna Lemingradu

Firma dodadcza „Deloitte” sporządziła raport „European Salary Survey 2014”, w którym zbadała różnice pomiędzy płacą brutto i netto (czyli przed i po odliczeniu obciążeń podatkowych i innych) w dziewiętnastu krajach Europy. Wynika z niego, że najbardziej zatrudnionych na etatach łupi… polski rząd. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest najniższa w Europie kwota wolna od podatku, nie zmieniana od ośmiu lat – czyli od czasu, kiedy władzę w naszym kraju zdobyła Platforma Obywatelska. Ten fakt poraża, w kraju gdzie rośnie odsetek ludzi żyjących na krawędzi minimum egzystencjalnego kary za uczciwą pracę są najwyższe a ci, którzy do tego doprowadzili wciąż w wyborczych sondażach cieszą się najwyższym poparciem. Jak to jest możliwe? Nie mam pojęcia i wolę się nad tym nie zastanawiać z obawy, że musiałbym skorzystać z usług gabinetu psychiatrycznego.

Ale winę za to ponosi nie tylko Platforma Obywatelska. 11 lipca ubiegłego roku posłowie głosowali nad poselskim projektem ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych wniesionym przez polityków „Twojego Ruchu”, który miał znacząco podwyższyć kwotę wolną od podatku. Tylko 61 „przedstawicieli” Narodu było za dalszymi nad nim pracami, 232 zagłosowało za odrzuceniem projektu a 144 posłów (w tym 132 członków największej partii opozycyjnej) wstrzymało się od głosu co było de facto poparciem rządzącej koalicji robotniczo – chłopskiej, która ucisk fiskalny uczyniła swoją filozofią rządzenia krajem. Krajem, którego mieszkańcy mają być biedni i pokorni a jak im się nie podoba to mogą sobie jechać na zmywak na wyspy albo do Niemiec podcierać tyłki starym esesmanom w domach opieki.

To cały plan Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego na utrzymanie w ryzach społeczeństwa – nie dopuścić do jego wzbogacenia, nie pozwolić na dorobienie się jakiejś konkretnej własności, zmusić go by tkwiło na granicy biedy. Wtedy będzie pokorne, niemrawe i łatwe do sterowania. Bo człowiek głodny nie myśli o buncie tylko o tym, by zdobyć coś na ząb, by nakarmić swoją rodzinę. Dopiero kiedy nie jest w stanie zaspokoić tych najbardziej podstawowych potrzeb wybucha i rusza z rewolucyjnym tłumem burzyć pałace i wieszać ciemiężycieli. Dlatego ta granica nie może zostać przekroczona, ludzie ciągle muszą tkwić na niej i wierzyć, że jeszcze ten jeden dzień uda się przeżyć by na tym przeżyciu skupić cały swój wysiłek.

I trzeba jeszcze ludowi dać nadzieję na lepsze jutro. Mglistą nadzieję, która sprawia, że łatwiej zacisnąć pasa i powiedzieć dziecku, żeby było cierpliwe, głód już niedługo minie i dostanie cukierki. Stąd te wszystkie tablice sławiące unijne miliardy, stąd propaganda sukcesu i huczne obchody rocznic – 25 lat wolności, 80 lat ZUS-u, 10 lat w Unii Europejskiej. Wszystko to ma sprawiać złudne wrażenie, że wszystko idzie w dobrym kierunku, Polska jest tygrysem a wszyscy jej obywatele już niedługo będą milionerami nie wiedzącymi co robić z forsą. Oczywiście pod warunkiem, że nadal będą głosować „rozsądnie”, że się nie zbieszą, nie zbuntują i nie zmarnują tego wszystkiego, co osiągnęli ich wybitni przywódcy tak chwaleni przez europejskich „wielkich i potężnych”.

A ludzie to wszystko kupują, głosują jak trzeba i dają swoim namaszczeńcom mandat do dalszego wyciskania z nich ostatniego grosza. Wierzą, że tylko wybierając spośród już wybranych mogą doczekać świetlanej przyszłości; wierzą, że antysystemowi buntownicy to niebezpieczni wariaci, których należy izolować; wierzą, że należą do elity popierającej jedynie słuszną opcję – bez względu na to, kto za tą opcją stoi, czy Jarosław Kaczyński, czy Donald Tusk. O to właśnie w tym wszystkim chodzi, na to się panowie i panie umówili przy okrągłym stolcu i zrobią wszystko, by ta umowa nigdy nie została zerwana.

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów