Recenzja: Dauwd – Heat Division [2013]

#Teddybear

#Teddybear
Punkty: 17
04.11.2014 #Teddybear

Zacznę nietypowo, bo nie od gorącej nowości ale od zeszłorocznego wydawnictwa Pictures Music i Ghostly International. I wcale nie oznacza to, że płyta nie jest gorąca. Wręcz przeciwnie – bardzo wciąga. Po jej przesłuchaniu wydaje się, że zawarte na niej 4 utwory to z jednej strony za mało, że chciałoby się więcej, a z drugiej że tyle wystarczy, że więcej byłoby za dużo, że jest pełna.

Dauwd – Heat Division

Data wydania – Marzec 2013

Tracklista: 1. Heat Division, 2. Aqueos, 3. Silverse, 4. And

Kto potrafi takie cuda? Dauwd – pół Walijczyk, pół Irakijczyk, odkryty stosunkowo niedawno, bo dopiero po remix’ie COMY. Wtedy też dołączył do kręgu artystów znanego labelu z Kolonii – Kompakt Records. Wracając do „Heat Division”, wydanym przez artystę po 14 miesięcznej przerwie od ostatniego albumu, utwór o tym samym tytule otwiera całą EP’kę. Z początku wydaje się być kolejnym, jednym z bardzo wielu, niewyróżniającym się utworem muzyki elektronicznej. Jednakże po chwili słychać majstersztyk jaki przyczynił się do powstania tej i pozostałych „piosenek”. Głębokie brzmienia przeszywają, by skumulować się w euforycznej, zmodulowanej syntezatorowo-basowej mieszance. Słychać, że każdy z dźwięków jest przemyślany i dopracowany do granic możliwości, tak samo jak moment w którym zostaje użyty. Słychać w nim chłodne akordy z mocnymi niskimi tonami i fruwającymi delikatnie ponad tym wszystkim teksturami perkusyjnymi. Następny w kolejce „Aqueos” od początku intryguje. Równie głęboki, z wieloma bardzo różnorodnymi partiami, momentami kojarzącymi się z dźwiękami wydobywającymi się czarnego lądu wzmocnionymi o dobry kick. Wreszcie atakuje „Silverse” i zapadnie w pamięci każdego przez skondensowanie melodyczności „letnich” akordów i zaskakujących aranżacjach z niczym niezmąconym groov’em. Drugi, po tytułowym, kawałek który wyróżnia się intensywnością odgłosów wydobywających się z głośników. Ostatni na płycie „And”, z lekko ponurą linią basową i dźwięcznymi syntezatorami, dopełnia całości wytworu spod rąk Davida i cudownie zamyka to wydanie.

Słychać na tej płycie dużą dojrzałość muzyczną młodego jeszcze, bo 26 letniego producenta. Wszystkie kawałki są bogate w każdym paśmie w estetykę dźwiękową, ale bez przesytu. Wszystko pasuje, jest na swoim miejscu. Z ogromną przyjemnością słucha się tych 4 utworów, które pasują zarówno do odpoczynku przy książce, jak i tańcach z uśmiechem na twarzy w dobrym klubie. Gorąco polecam! Ale koniecznie do odsłuchu na bardzo dobrym sprzęcie by poczuć pełnię atakujących jak bestie dźwięków.

 

Płyta na YouTube:

YouTube Preview Image YouTube Preview Image YouTube Preview Image YouTube Preview Image

 

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów