Robotna “Frania” – Made in PRL

Michał Kitala

Punkty: 94
29.01.2015 Michał Kitala

Myszków- jedna z większych miejscowości dawnego województwa częstochowskiego, w Polsce okresu socjalizmu, była kojarzona z Myszkowską Fabryka Naczyń Emaliowanych “Światowit” (zwanej potocznie “Myfaną”). Z tej o to wytwórni cała Polska zaopatrywała się w naczynia emaliowane, rowery, łyżwy. To stąd wędrowały na stoły polskich urlopowiczów niezapomniane syfony na naboje, z których woda dawała orzeźwienie w wiele upalnych wakacyjnych dni. Niejedna pani domu z pewnością miała garnki emaliowane sygnowane charakterystycznym logo “Światowit”, w których przygotowała posiłki dla swojej rodziny. Absolutnym hitem, wychodzącym poza bramy tego zakładu były pralki typu “Frania”. Fabryka „Światowit”, była znana w całej Polsce jako producent słynnej pralki „Światowit” potocznie nazywanej „Franią”. Pierwotnie nazwa „Frania” była zastrzeżona dla Zakładów Wyrobów Metalowych w Kielcach („SHL”). Z czasem „Franią” nazywano każdą pralkę wirnikową produkowaną w Polsce Ludowej. Pralka wirnikowa „Frania”, kosztująca niewiele (mniej niż 500 obecnych złotych) okraszana była licznymi anegdotami, które legły u podstawy stworzenia swoistego terminu funkcjonującego w kulturze masowej Polski Ludowej.

Prasa się o niej rozpisywała

O Myfanie usłyszeć i przeczytać można było bardzo często. Był to wyraz swoistej nowomowy i propagandy sukcesu czasów PRL-u. Przeglądając stare wydania „Trybuny Robotniczej” z 1973 r. w numerze z 12 września można przeczytać: Z każdym dniem na rynku pojawia się coraz więcej nowych wyrobów, lepszych, estetyczniejszych, o wysokich parametrach użytkowych. Jest to wynik stałej troski producentów. Wyroby ze znakiem firmowym Myszkowskiej Fabryki Naczyń Emaliowanych „MYFANA” ze względu na swoją wysoką jakość, estetykę i funkcjonalność cieszą się na rynku coraz większym powodzeniem. Jest to rezultat systematycznego wdrażania do produkcji asortymentów nowoczesnych i nowych posiadających lepsze parametry użytkowe. Zakład produkuje głównie naczynia emaliowane i aluminiowe, wiadra ocynkowane oraz sprzęt pralniczy. Jest jedynym w kraju wytwórcą wodosyfonów, szybkowarów i pralkowirówek.

Och ta Frania !

Służyła do wszystkiego. Moja babcia, jak wielu innych myszkowian, pracowała w Myfanie. Pamiętam dni, kiedy jako małe dziecko pomagałem jej przy praniu we „Frani”. Ta genialna w swojej prostocie konstrukcja, na którą w uproszczeniu składał się bęben i silnik z wirnikiem (pierwsze modele działały na korbkę, podobną do tych jakie spotkać można przy studniach). Wtedy pas transmisyjny łączył mechanizm korby z silnikiem, wprawiając ten ostatni w ruch. Takie rozwiązanie było podyktowane prozą życia codziennego lat 50-tych, bowiem nie wszystkie wsie były wówczas zelektryfikowane) oraz wąż do odprowadzania wody (luksusem były pralki z wbudowaną grzałką, z termostatem do utrzymywania podczas prania stałej temperatury wody oraz maglem – wyżymaczką i wężem odprowadzającym wodę z okrągłym korkiem). Służyła każdej pani dom na wiele sposobów. Przeglądając stare peerelowskie czasopisma i przeprowadzając wywiady z byłymi pracownikami Myfany, poznałem wiele zastosowań tego jedynego w swoim rodzaju urządzenia. A prało ono, jak na owe czasy, rewelacyjnie.

1369850526_by_Sebastian_500

Dżem, masło, rehabilitacja- wszystko dzięki …. “Frani”

Do czego używali ludzie pralki ze “Światowitu”? Lista jest naprawdę imponująca: farbowanie tkanin, kręcenia majonezu, bicie śmietany, przyrządzanie dżemów i powideł, produkcja serów i oscypków, farbowanie tkanin, płukanie owoców, mieszania zaczynu na wypiekany domowym sposobem chleb, ciasta. Najpopularniejszym zastosowaniem według gospodyń wiejskich było wyrabianie masła. „Frania” używana był również podczas produkcji opłatków w kilku domach zakonnych. Okazuje się, że miała też walory…lecznicze. Zdarzało się, że lekarze chirurgii ortopedycznej zalecali pacjentom – w ramach rekonwalescencji – fizjoterapię kończyn (balneologia uzdrowiskowa dla każdego), właśnie przy użyciu pralki „Frani”. Przykładowo, osoby po zdjęciu gipsu z kończyny dolnej, sami mogli w domu po wejściu na wyższy taboret, włożeniu nogi do letniej wody i włączeniu „Frani” zaznać wodnego masażu leczniczego.

Na usługach “podziemia”

W czasach działalności podziemia antykomunistycznego opozycja również korzystała z właściwości „Frani”. Chodziło o jeden z elementów jej budowy – wałki, które służyły pierwotnie jako magiel (w wersjach de lux). Opozycjonistom ten element przydawał się do powielaczy w nielegalnych drukarniach, które kolportowały wszelakiego rodzaju druki, ulotki, raporty czyli tzw. „bibułę”. Zasługi „Frani” na polu poligrafii używanej w tzw. drugim obiegu były nie do przecenienia. Zwłaszcza, że był to produkt deficytowy, reglamentowany – kupowany na talony, od lat `50 do `80 XX wieku.

Integrowała rodzinę

Fenomen „Frani” polegał również na swoistym czynniku socjologicznym. Sobotnie pranie we „Frani” wymagało zaangażowania całej rodziny. Nalewanie wody do bębna (zazwyczaj z węża od prysznica), maglowanie prania przez wyżymaczkę, czy też wkładanie prania z „Frani” do oddzielnej wirówki, podobnej swoją budową do pralki, z tą jednak różnicą, że była zakrywana okrągłym wiekiem (wczesne modele „Frani”, również posiadały ta-kie wieko). Woda z odwirowywanego prania wypływała pod specjalny lejek zlokalizowany na dole bębna. Tak oto po kilku minutach można było wyjąć suche pranie. Praca ta wymagała dużej siły fizycznej.

Z PRL w świat…

Artykuły Gospodarstwa Domowego ze “Światowitu” eksportowane były za pośrednictwem Przedsiębiorstwa Handlu Zagranicznego „Uniwersal” z siedzibą w Warszawie, do Krajów Demokracji Ludowej i krajów tzw. drugiego obszaru płatniczego, czyli kapitalistycznych: USA, Anglii, RFN-u, Szwecji, Danii, Norwegii, Belgii oraz krajów tzw. II i III świata: Togo, Mali, Nigerii, Dżibuti. Należy jeszcze wymienić: Arabię Saudyjską, Kuwejt, Jordanię, Afganistan i Maroko a nawet Indie.

Hindusi ją uwielbiali

Jeden z reklamodawców w Indiach użył jej (traktujmy to z przymrużeniem oka) do produkcji napoju o nazwie lassi. Napój ten to nic innego jak mieszanka naturalnego jogurtu, wody i przypraw (chili, szafran, kurkuma, kmin, masło). Podawany z dodatkiem lodu, przynosił w gorące dni orzeźwienie. „Frania” przygotowywała perfekcyjnie spienione lassi podawane przez Hindusów w rejonie Pendżabu.

Śpiewano o niej piosenki

„Frania”, podobnie jak słynne „Mydełko Fa”, doczekała się swojej muzyczno-lirycznej reklamy. Wielu młodych ludzi pewnie nie pamięta, ale za to rodzice i dziadkowie z pewnością przypomną sobie pewien epizod z udziałem tytułowej “Frani” z estrady muzycznej Polski Ludowej.

Był rok 1973. Od trzech lat u steru władzy zasiadał duet Edward Gierek (jako I sekretarz KC PZPR) i Piotr Jaroszewicz (jako premier). Czasy dekady Gierka przez większość Polaków kojarzone są jako okres „powiewu luksusu”, dostępu do asortymentu towarów życia codziennego i otwarcia na Zachód oraz bujnego rozwoju życia kulturalnego. Wywodzący się z Krakowa i kierowany przez Zbigniewa Raja zespół Tropicale Thaiti Granda Banda wylansował przebój o bardzo wymownym tytule „Robotna Frania”. Prezentujemy pierwszą zwrotkę z refrenem: „Pewien robot bardzo tani (robot, głupi robot!), Wyznał miłość pannie Frani (robot, głupi robot!), Wrzeszczał głośno jak najęty (robot, głupi robot!), Prawiąc Frani komplementy Ref.: Franiu! Uroda Twa Jak rdza Pożera mnie. Franiu! Twój każdy gest To seks, O którym śnię”.

YouTube Preview Image
Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów