Rolnik, górnik – dwa bratanki, do rozróby i demolki

Michał Solanin

Michał Solanin
Punkty: 84
12.02.2015 Michał Solanin

Andrzeja Leppera już nie ma wśród nas, jednak jego metody pozostały, towarzyszą protestom rolników i ich marszowi gwiaździstemu na Warszawę. Na Śląsku tymczasem policja strzela do górników z armatek wodnych i broni gładkolufowej (na razie gumowymi kulami). W mediach oczywiście trwa batalia i przepychanka. Dla jednych protestujące środowiska to banda roszczeniowców i warchołów, podpalacze Polski, najlepszej jaką kiedykolwiek mieliśmy. Według drugich to bojownicy walczący z POlszewickim reżimem. Prawda jest taka, że ani ta Polska nie taka wspaniała jak chcą jedni, ani z protestujących nie są jacyś szlachetni paladyni walczący o demokrację.

Jak to się dzieje, że zawsze protestują ci, którym żyje się nie tylko w miarę znośnie, ale nawet lepiej niż innym grupom zawodowym? Bo takim górnikom jest zdecydowanie lepiej, niż na przykład kasjerkom z supermarketów albo absolwentom na bezpłatnych stażach. Kopalnie nie przynoszą zysków? A co go to obchodzi? On jest górnik i jemu się należy trzynastka, czternastka, barbórka i deputat węglowy. No i oczywiście państwo musi zagwarantować, że nie zamknie mu tej przynoszącej straty kopalni. Żeby była jasność, praca górnika jest niebezpieczna i powinna być należycie wynagradzana. Niech mu płacą nawet i sześć tysięcy na rękę, ale niech to nie odbywa się kosztem innych grup zawodowych. Już słyszę głosy krytyki – to sam zjedź na dół i fedruj węgiel. Żelazny argument wszystkich obrońców kopalń. A dlaczego mam to robić – mógłbym zapytać. Wybrałem inny zawód, czy to znaczy że mam być traktowany gorzej niż górnik, “bo nie podbijam karty o siódmej rano” jak w Dniu Świra? Kto upomniał się o nauczycieli rytmiki czy angielskiego, kiedy rząd w 2013 roku pozbawił ich pracy – bo tak należy tłumaczyć zakaz prowadzenia zajęć dodatkowych w przedszkolach? Wiele firm edukacyjnych nie przetrwało tego eksperymentu. No, ale oni nie poszli pod sejm z oponami i petardami.

Rolnicy to kolejne kuriozum. Chłopi narzekanie mają chyba we krwi. A to za sucho, a to za mokro, za ciepło, za zimno, krowy mleka nie dają, świnie paszy nie mają, zboże za tanie, paliwo za drogie, a kuń okulał.  Powiedzieć o tej grupie zawodowej że są specjalnie traktowani, to jak powiedzieć o Kolumbie że był jakimś tam podróżnikiem. Kto dostaje najwięcej dotacji z Unii? A już kompletną żenadą jest KRUS, z którym już dawno ktoś powinien zrobić porządek. Ale rolnicy mają dochód tylko przez określoną część roku – można ripostować. Co na to mają powiedzieć właściciele hoteli i pensjonatów na morzem czy na Mazurach? Kiedy ostatnio pojechaliście zimą nad Bałtyk? No właśnie. Branża turystyczna (przynajmniej w Polsce) nie zarabia poza sezonem, podobnie jak właściciele wesołych miasteczek, sprzedawcy lodów czy waty cukrowej, albo firmy budujące drogi. Czy ktoś się przejmuje tym, że w zimie nie osiągają dochodów? Nie, muszą bulić taki sam ZUS jak każda inna firma.

Przeciętny rolnik chciałby, żeby obowiązywał wolny rynek, ale żeby państwo interweniowało za każdym razem kiedy niewidzialna ręka rynku go przyciśnie. Dla przykładu: kiedy działa wolny rynek to rolnikowi nie opłaca się zbierać jabłek, porzeczek czy truskawek, bo są za tanie na skupie. Kiedy z kolei państwo zainterweniuje i da wysokie ceny na zboże, rolnik będzie narzekał że limity są ograniczone i państwo mało kupuje. Mało kupuje, żebyś mógł dostać wysoką cenę. Nie pasuje? To sprzedaj na wolnym rynku, ale po wolnorynkowej cenie, dziesięć razy niższej. Dalej nie pasuje? To zmień profesję, nie ma w naszym kraju przymusu bycia rolnikiem, górnikiem czy kimkolwiek jeszcze. Tysiące ludzi musiało się przebranżowić, kiedy ich firmy albo gałęzie przemysłu upadły. Czemu jednych ma to dotyczyć, a inni mogą wymuszać szantażem specjalne traktowanie? Czy ktoś się upomniał o magistrów historii albo, dajmy na to, kulturoznawstwa, którzy muszą sprzedawać ubezpieczenia albo obsługiwać infolinię?

Ostatni gwiaździsty marsz został dość ostro skrytykowany przez warszawskiego scenarzystę i reżysera Andrzeja Saramonowicza na jego facebookowym profilu. Oto cały wpis w oryginalnej wersji:

Jutro rolnicy chcą zablokować miasto w którym mieszkam i w którym – razem z pozostałymi blisko dwoma milionami ludzi – próbuję normalnie żyć.
Czytam właśnie, że Sławomir Izdebski z rolniczego OPZZ – człowiek o którym słyszę pierwszy raz w życiu – straszy mnie i pozostałych mieszkańców miasta, że Warszawa “będzie tak zablokowana, że nawet mysz się nie prześlizgnie”, po czym ma czelność dodać: “przepraszam wszystkich mieszkańców, ale to nie jest nasza wina”.
Panie Izdebski, w dupie mam pańskie przeprosiny, a w imieniu mieszkańców Warszawy (skoro pan może reprezentować rolników, to ja mogę warszawiaków) powiem tylko tyle:
Od…cie się od Warszawy, barany! To nie jest “siedziba wrogiej władzy, którą trza zdobyć, by zajunć jej miejsce”, ale normalne miasto! Tu mieszkają zwykli ludzie, jeżdżą do pracy, dzieci chodzą do szkoły, staruszkowie do aptek, ktoś gdzieś bliski jest śmierci i karetka musi do niego dojechać, tu się życie po prostu dzieje, a bywa wystarczająco trudne bez najazdu tysięcy “sprawiedliwych”, którzy w najłagodniejszej wersji mają mieszkańców Warszawy w dupie, a tak naprawdę to ich nienawidzą i obwiniają za swoje życiowe niedomogi.
Więc zamiast zjeżdżać się do naszego miasta, śmierdzieć piwem, szczać po parkach, tłuc szkło i wyzywać od gestapowców policjantów, którzy zjechali tu z tych samych dziur co wy, zróbcie sobie ustawkę z ministrem rolnictwa u siebie na wsi.
A od władz kraju i miasta oczekuję, że zatroszczą się o nasze bezpieczeństwo i komfort codziennego życia. Wszystkim p…nym traktorom mandaty za parkowanie w miejscach niedozwolonych, a tym, co blokują miasto sprawy karne za naruszanie bezpieczeństwa setek tysięcy Bogu ducha winnych ludzi.
A ziemniaki mogę jeść nawet z Cypru.” (źródło: Facebook)

Ten punkt widzenia nie jest odosobniony. Wielu ludzi naprawdę ma dość, widząc protesty uprzywilejowanych grup. Bo nikt nie uwierzy w tłumaczenia dla naiwnych, że walczą za waszą i naszą sprawę. Owszem, ci wszyscy protestujący pokazali już nie raz, że nie widzą dalej jak czubek własnego nosa. Górników nie obchodzi lost artystów, pielęgniarek czy barmanów pracujących na umowę zlecenie. Ich obchodzi kolejna barbórka, deputat węglowy i żeby kopalni nie zamknęli. Jeszcze mniej empatyczni są rolnicy. Byleby KRUS i dopłaty zostały. A kiedy reszta obywateli będzie miała dość roszczeniowych świętych krów, to skończy się tym, że naprawdę zaczniemy jeść ziemniaki z Cypru i palić rosyjskim albo australijskim węglem. Ciekawe gdzie wtedy pójdą demonstranci.

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów