Self się!

PatrycjaZurek

PatrycjaZurek
Punkty: 141
15.01.2015 PatrycjaZurek

Od jakiegoś czasu obserwuję zjawisko, które rozprzestrzenia się w internecie niczym rak w zainfekowanym organizmie. Mowa mianowicie o nienawiści niektórych osób do Autorów powieści, którzy wydają je ze współfinansowaniem. I chociaż sama do tego grona należę (przyznaje bez bicia, bo nie ma się czego wstydzić) to będę bronić ich z zupełnie innego powodu.

W Polsce nienawidzenie wszystkiego i wszystkich to nie tylko stereotyp, krzywdzący i bolesny, ale także prawda. Niektóre kręgi, które, ze względu na to, co reprezentują, powinny być „na poziomie”, wręcz plują jadem na wszystkich, którzy nie spełniają ich wyidealizowanej wizji świata. Dla nich pisarzem jest jedynie ten, kto przeszedł przez gęste sito wydawniczych oczekiwań i jakimś cudem wydał powieść w „normalnym” wydawnictwie. Nie ważne, że większość wydawców omija szerokim łukiem teksty nadsyłane przez debiutantów. Jakkolwiek by były dobre, lądują w koszu, bo nikomu nie chce się inwestować w dobrych, ale nieznanych ludzi. To być może opinia krzywdząca dla niektórych wydawców, bo wiem, że są i tacy, którzy czytają i załamują ręce nad poziomej pisarstwa niektórych polskich twórców. Bo, przyznajmy szczerze, pisać nie każdy powinien.

Tylko że bardzo trudno jest stwierdzić, dlaczego tak bardzo znienawidzeni są Ci, którzy wydali ze współfinansowaniem i przekonali się, że ich teksty są poczytne i lubiane. Ludzie, którzy sprzedają sporo książek, do których piszą fani z pytaniem: kiedy kolejny tom? Czy finansowanie powinno być traktowane jako swoista śmierć Autora? Czy, jak to jest uważane, ten, kto w ten sposób wydał cokolwiek, nigdy nie może liczyć na uznanie w „normalnym” wydawnictwie?

Najbardziej jednak zastanawia nienawiść. Dlaczego ludzie opluwają innych, piszą niepochlebne recenzje, nawet nie przeczytawszy książki, oskarżają publicznie Autorów o grafomaństwo, nieudolność, brak zdolności czy głupotę? Kto dał im prawo do tego, by oceniać innych tylko na podstawie tego jednego kryterium? Czy to, że książka jest lubiana, kupowana, szeroko komentowana nie ma znaczenia? Tekst broni się sam. Nieważne, w jaki sposób został wydany, to jego odbiór jest najważniejszy.

Poza tym pozostaje jeszcze tak ważna kwestia gustu, a o tym, jak wiadomo, się nie dyskutuje. Dla jednych to Tokarczuk będzie mistrzynią słowa, dla innych Sienkiewicz, jeszcze inni kochają twórczość Lema albo zaczytują się w książkach Małgorzaty Musierowicz. I to jest jak najbardziej w porządku, ponieważ niektórzy lubią fantastykę, a niektórzy powieści klasyczne. Nie rozumiem więc dyktowania innym, co mają czytać… Albo wręcz czego mają nie czytać. I to z powodu tego, że to self publishing.

Kondycja polskiego czytelnictwa, przynajmniej według oficjalnych danych, nie napawa optymizmem. Więcej osób piszę niż czyta, gdyż istnieją dla Autorów możliwości, których wcześniej nie mieli. Współfinansowanie pozwala im na zaistnienie, chociaż na chwilę, w świecie, do którego chcieli należeć od zawsze. To Czytelnicy, jako odbiorcy prozy czy poezji, ocenią ich jak najsurowiej. Jeżeli ich teksty są dobre – sięgną po następne. Jeżeli nie – przekonają się, że powinni zając się czymś innym i ustąpić pola lepszym. A jeżeli, bo tak też może być, chcą nadal pisać dla wąskiego grona odbiorców – niech to robią. Przecież to wolny kraj.

Wolny kraj, chociaż nie wolny od nienawiści. I przykre jest to, że w środowisku osób inteligentnych i oczytanych (a przecież takie powinno być środowisko pisarskie) pojawiają się ludzie, którzy chcą niszczyć innych tylko dlatego, że im się powiodło. Może nie publikują w skali całej Polski, ale mają grono wiernych Czytelników. Mimo że współfinansowali swoje utwory, są czytani chętnie, a ludzie z niecierpliwością oczekują ich kolejnych książek.

Do hejterów można powiedzieć tylko jedno: (nie, nie będzie to brzydkie słowo, chociaż i ono ciśnie się na usta) wasza ostra, często niesprawiedliwa, niepoparta argumentami (oprócz tego jednego, według was najważniejszego argumentu: self!) krytyka robi więcej pożytku niż szkody. Bo nieważne jak mówią, byle mówili. Poza tym często negatywna krytyka działa wręcz w odwrotny sposób: jest najlepszą reklamą dla sponiewieranego tekstu.

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów