Stanisław Kwinto- prawdziwa historia Pierwszego Kasiarza Rzeczpospolitej

Michał Kitala

Punkty: 91
19.01.2015 Michał Kitala

Każdy z nas z pewnością zna losy filmowego Henryka Kwinto- pierwszego kasiarza Rzeczpospolitej. Wydawać mogłoby się, że jest to postać od początku do końca wymyślona przez Machulskiego. Nie jest to prawda. W rzeczywistości Kwinto istniał i miał wiele wspólnego z filmowym bohaterem.

Szlacheckie korzenie

Stanisław – bo takie nosił imię – Kwinto herbu Dryja urodził się około 1870 r. na Wileńszczyźnie. Rodzice – Stanisława Stankiewicz i Stanisław- byli posiadaczami majątków Janowo i Lipniszki w województwie nowogródzkim. Kwintowie z pochodzenia szlachta z Rodu Kwintów herbu Drya przydomek Prewysz (której historia sięga XVI w.) byli właścicielami ziemskimi w miasteczku Smołwy(inna nazwa Kondraciszki) i Birsztany (które sprzedali na początku XX w. Rosjanom) na Wileńszczyźnie. Syn Stanisław z wykształcenia inżynier – technologmiał czworo rodzeństwa. Brat ojca – Roman , był właścicielem majątku ziemskiego Lebiodka (440 hekt.) znajdującego się niedaleko wsi Myto w woj. Nowogródzkim. Prywatnie Kwintowie byli wielkimi patriotami i filantropami.

Młodość

W 1902 r. Stanisław Kwinto poślubił Marię Teofilę Pszczółkowską córkę Stanisława i Marii Anieli Dobrowolskiej. Ślub odbył się w Kościele Wszystkich Świętych w Warszawie. Z tego związku urodziło się dwóch synów : Zbigniew Teofil (ur. 1903 r., zm. 27 maja 1986 w Warszawie) i Stanisław Filip (ur. 1904 r. ; znany w warszawskich kręgach członek Polskiego Klubu Motocyklowego, posiadacz Harley Davidson 1000 , zwycięzca Rajdu Motocyklowego Warszawy odbytego w dniu 17 października 1925 r.). Przed wybuchem pierwszej wojny światowej , pracował przez szereg lat w Charkowie w charakterze administratora dóbr ziemskich byłego generała gubernatora Warszawy – Pawła Andriejewicza Szuwałowa (1830-1908). Dzięki różnorodnym machinacjom finansowym udało się mu nabyć kilka posiadłości ziemskich w Zagłębiu Donieckim, oraz wejść do rad nadzorczych kilku spółek naftowych.Ponad to pełnił funkcję dyrektora cukrowni w Wiśnowczyku, a od 1910 r. cukrowni w Makowie. W wyniku wybuchu rewolucji październikowej 1917 r. zmuszony został do opuszczenia Rosji i przyjazdu do Polski .

W Odrodzonej

Do Warszawy przeprowadził się z żoną i dwoma synami . Nad Wisłę zwabiła go możliwość dorobienia się ogromnej fortuny. Szczęście sprzyjało Kwincie , bowiem już na początku lat `20 XX w. , dzięki swoim zdolnościom finansowym zdołał założyć dom bankowy (którego kapitał zakładowy wynosił 14 000 zł. (a więc bardzo niska jak na takiego typu instytucję bowiem w świetle prawa kapitał podstawowy powinien wynosić minimum 500 000 zł.) usytuowany przy ulicy Marszałkowskiej 121 (w Kamienicy Hotelu Imperial). Uroczyste otwarcie nastąpiło 14 lipca 1920 r.Zarządzał nim osobiście Kwinto , kierując personelem w skład którego wchodzili ludzie spokrewnieni z właścicielem. Nie opodal pod adresem Marszałkowska 74 (tzw. Kamienica pod Husarzem) w lokalu pod nr 6 , zajmował sześciopokojowe mieszkanie, które jak na „ finansistę” było bardzo skromnie umeblowane. Posiadał jeszcze jedno mieszkanie przy ulicy Składowej 74 . Kwinto nie zapominał o rozwoju naukowym. 26 listopada 1920 roku był na spotkaniu sprawozdawczym Stowarzyszenia Techników Polskich w Warszawie, podczas którego dyskutowano z Czesławem Klarnerem na temat zaopatrzenia węglowego Polski . Wiadomo , że Kwinto aktywnie uczestniczył w zagajonym spotkaniu.

13 stycznia 1921 roku, Stanisław Kwinto wziął udział w dyskusji Stowarzyszenia Techników Polskich w Warszawie nad tematem polityki aprowizacyjnej w Polsce i innych krajach. Pod koniec zebrania, złożył kilku markowy datek na rzecz plebiscytu górnośląskiego. Miesiąc później na Posiedzeniu Koła Byłych Wychowanków Charkowskiego Instytutu Technologicznego odbytego 10 lutego 1921 roku, wygłosił odczyt pt. : „Sprawa waluty polskiej i obecnych warunków przemysłu polskiego”. Podczas prelekcji zaprezentował wiele wykresów i przykładów z życia codziennego egzemplifikujący tezy wypowiadane przez prelegenta. Skrytykował obecną politykę rządu polskiego polegająca na dodrukowaniu banknotów, podwyższając wówczas poziom hiperinflacji. Wskazywał, że państwo aby poradzić sobie z obecnym kryzysem inflacyjnym musi zaprzestać dodrukowywania banknotów doprowadzając do zbalansowania wydatków i przychodów budżetowych, uregulowania aparatu administracyjnego, prawidłowym naliczeniu podatku państwowego, zagwarantowania praw nietykalności majątkowi prywatnemu. 5 stycznia 1923 roku podczas posiedzenia Stowarzyszenia Techników Polskich w Warszawie wziął udział w dyskusji nad wygłoszonym przez kilku prelegentów odczycie poświęconym grożącemu Polsce kryzysowi gospodarczemu i środków zaradczych . Kwinto poddał krytyce poczynania Ministerstwa w kwestii naliczania wysokiego podatku przemysłowego tłumiącego rozwój polskiej przedsiębiorczości. Dwa tygodnie później- 23 stycznia 1923 Kwinto wygłosił odczyt w dyskusji panelowej poświęconej wnioskowi z konferencji byłych ministrów skarbu. Trzy lata później w 1923 roku , Kwinto został zastępcą prezesa Cukrowni „Mizocz” Sp. Akc. W Grodnie przy ul. Brygidzkiej nr 5 prowadził owocarnię. Wiadomo, że w 1925 roku Kwinto był udziałowcem Banku dla Handlu i Przemysłu w Warszawie. Klientelę stanowili w przeważanej mierze księża, ziemianie oraz arystokracja. Renoma Domu Bankowego którego prezesem był Kwinto, rosła z dnia na dzień. Przed Kwintą otworzyły się podwoje arystokratycznego świata międzywojennej stolicy początku lat dwudziestych. Rauty, bale – dla Kwinty stanowiły znakomitą sposobność dla reklamy swojej działalności bankierskiej i zjednywania sobie nowych klientów.

Wydawać mogłoby się, że bankier Kwinto, który za kilka lat stanie się bohaterem największej afery bankowej Polski okresu międzywojennego nigdy nie został oszukany przez nieuczciwych kontrahentów. Nie jest to twierdzenie prawdziwe. Był rok 1925. Kwinto, właśnie otworzył swój dom bankowy. Jednym z pierwszych klientów, którzy zawitali w jego progi był niejaki Teodor Miklasiewicz, mieszkający w Warszawie przy ulicy Chęcińskiej 10. W połowie lutego, zgłosił się do Kwinty z ofertą sprzedaży dwudziestu dwóch akcji Banku Polskiego, wystawionych na nazwisko Władysława Dąbrowskiego. Kwinto, zaoferowane papiery wartościowe zakupił. Po kilku dniach, podobnej transakcji udzielił Dąbrowski panu J. Dzierżanowskiemu, właścicielowi kantoru wymiany przy Nowym Świecie 64. W międzyczasie, pojawiła się informacja o sfałszowanych akcjach Banku Polskiego, będących w obiegu. Okazało się, że przy ulicy Złotej 73 nie mieszka owy Dąbrowski, a zamiast jego domu, na placu usytuowany był skład materiałów opałowych. Zaoferowane Kwincie walory papierów wartościowych pochodziły z kradzieży w kantorze firmy budowlanej „Horn i Rupiewicz”, zlokalizowanego przy ulicy Mazowieckiej 7. Kwinto wspólnie z Dzierżanowskim, zamieścili w prasie ostrzegające okólniki. Przestępca został złapany przy kolejnej próbie transakcji przy kantorze wymiany „Blumenfeld i Czerwiński” ( ul. Marszałkowska 104). Podczas aresztowania i rewizji osobistej, odkryto w jego kieszeni 11 sztuk akcji gotowych do sprzedania.

W prezentowanym okresie Kwinto nadal kontynuował współpracę intelektualną ze Stowarzyszeniem Techników Polskich. Wygłaszał odczyty na tematy: „Kredyt państwowy i przemysłowy w Polsce”, „Głos technika w sprawie obecnego przesilenia gospodarczego” podczas którego korzystał z wykresów, i anglojęzycznej literatury naukowej; „Jak się zapowiada stan gospodarki polskiej”,„O manifeście finansistów”.

Uchodził za filantropa

Kariera Kwinty zaczęła się bardzo szybko kręcić. Został przewodniczącym Koła Ekonomicznego Stowarzyszenia Techników, członkiem Klubu Myśliwskiego, a nawet wchodził w swoim czasie w skład Naczelnego Komitetu dla Spraw Bezrobocia. W 1924 roku Stanisław Kwinto wchodził w skład komisji finansowej Towarzystwa Gimnastycznego Sokół w Warszawie. Na początku lat `30 kandydował do rady miejskiej w Warszawie z listy wierzycieli hipotecznych. Uzyskane przez Kwintę zaufanie pozwoliło mu dokonywać milionowych operacji finansowych: przyjmowania wkładów pieniężnych, obrotu nieruchomości, wykonywania zleceń finansowych za granicą oraz lombardowania biżuterii.

Trzymał Giełdę w garści.

Od początku Niepodległej, Kwinto aktywnie zaangażował się w działalność warszawskiej giełdy. 7 listopada 1921 roku został wybrany do 24 osobowej Rady Giełdowej. O niezwykle silnej pozycji w świecie finansjery warszawskiej Kwinty, może świadczyć ciekawe zdarzenie. Chodziło o pewien niewyjaśniony do końca zatarg pomiędzy Kwintą a Adolfem Peretzem – renomowanym warszawskim bankierem, którego Kwinto zmusił do ustąpienia ze stanowiska Prezesa Warszawskiej Giełdy po trzydziestu latach pracy. Kwinto był człowiekiem niezwykle pracowitym i przedsiębiorczym. Starał rozwijać się intelektualnie. 16 czerwca 1927 roku , Stanisław Kwinto był jednym z członków wielkiej narady przedstawicieli prawicy narodowej dotyczącej kwestii dziejów myśli konserwatywnej w gospodarce. W dyskusji obok Stanisława Kwinty udział hr Adam Romer , min. Józef Wielowieyski, ks. Sapieha. 14 października 1927 gościł w Wielkiej Sali gmachu Stowarzyszenia Techników Polskich w Warszawie ( ul. Czackiego 3-5) wygłosił referat pt.: „Obecna sytuacja gospodarcza Polski” podczas której wspomagał się rzutnikiem elektrycznym i przeźroczami.

Lubił szybkie samochody

Stanisław Kwinto był od sierpnia 1925 roku członkiem Automobilklubu Polskiego.

Akcjonariusz Zakładów Żyrardowskich

Kwinto inwestował swoje pieniądze w różnych polskich fabrykach, m.in. w Zakładach Żyrardowskich.

W mieście Kopernika

Syn Stanisława – Zbigniew ( w 1932 roku pełnił funkcję zarządcy firmy „Bezpośrednik” Sp.Z.O.O., mającego swoją siedzibę w Warszawie przy ul. Szarej 14 której celem było zakładanie sklepów z produktami spożywczymi, organizowanie hurtowych i detalicznych sprzedaży, organizowanie kawiarni, jadłodajni, restauracji, barów, nabywanie, dzierżawienie, eksploatacja i zbywanie placów, terenów, nieruchomości wiejskich, ziemskich, miejskich, prowadzenie interesów handlowych i przemysłowych przyjmowanie zastępstw firm przemysłowych i handlowych. Kapitał zakładowy wynosił 5 000 złotych (podzielonych na 10 akcji ), inżynier, dzięki pomocy finansowej ojca, bądź też jako przykrywka dla ciemnych interesów finansowych – założył w 1928 roku w Toruniu pod adresem Żółkiewskiego 20/22 (w dzielnicy Mokre) wytwórnię Chemiczną. Zakład położony był na parceli ziemi o powierzchni 10 morgów. W budynku fabryki zainstalowano nowoczesne maszyny, rozbudowano pomieszczenia dodając kotłownię. Wszystko było gotowe do rozpoczęcia produkcji celofanu. Zakład zarządzany był przez Zbigniewa Kwintę. Pracowało w niej około 60 osób (na trzy zmiany). Miała to być produkcja hydrocelulozy, służąca do wytwarzania kapsli dla państwowego monopolu spirytusowego uniemożliwiającego zafałszowanie trunków do butelek i błonek wiskozowych. Firma działała pod nazwą – Fabryka Przetworów Hydratcelulozy Stanisław Kwinto i Synowie (siedziba zarządu mieściła się pod adresem Żółkiewskiego 14). Współudziałowcami byli Stanisław i Jan Domagalscy i Jan Sabińscy czyli …. prezes i wiceprezesi Państwowego Banku Rolnego w Toruniu, który znajdował się w bliskim sąsiedztwie na tej samej ulicy. Wykorzystał nadarzającą się okazję, bowiem w międzyczasie upadła znana toruńska fabryka „ Viscosa”, która została zlicytowana i nabyta przez Kwintę za niezwykle niską cenę 100 tysięcy złotych. Był na tyle przebiegły, że poprzedniemu właścicielowi nie wypłacił umówionej prowizji od transakcji kupna – sprzedaży. Fabrykę (wartą 162 tys. zł.) Kwinto od razu przepisał na swojego syna Zbigniewa, a hipotekę obciążył (fikcyjnie?) na kwotę 20 tysięcy dolarów na nazwisko wspomnianej już Szwajcarki Elizy Gougler (rzekomo od niej pożyczył wzmiankowaną kwotę). W momencie procesu Kwinty w 1932, szacunkowa wartość zakładu wynosiła 150 000 złotych. Zaznaczmy, że Kwinto uzyskał patent z dnia 22 stycznia 1929 (zaaprobowany przez Urząd Patentowy) w dniu 12 października 1929 pt.: „Sposób zabezpieczania butelek lub naczyń podobnych przed otwarciem”. Podczas procesu, Kwinto zeznał że był szantażowany przez nieuczciwą konkurencję, wskazując że nieznani sprawcy pozbawiali go dopływu prądu do fabryki, żądając w zamian 300 złotych dziennie. W sprawie tej, zwracał się o pomoc do samego ministra spraw wewnętrznych Felicjana Sławoja – Składkowskiego.

W pierwszym roku działalności firmy Kwinty w Toruniu, przedsięwzięcie przyniosło najpierw 25 000 złotych, które wzrosły do kwoty 44 000 złotych deficytu. W sumie fabryka w Toruniu odniosła straty o wartości 392 tysięcy złotych .

W 1931 roku

Już w 1929 roku , Dom Bankowy Kwinty powinien upaść z powodu niewypłacalności. Kwinto, aby temu zapobiec postanowił sfałszować bilans roczny (w którym figurowały franki francuskie, złote guldeny i różne wierzytelności których nigdy nie było) przeznaczony dla rady nadzorczej, dostając w ten sposób przyzwolenie na dalsze prowadzenie działalności finansowej. Na początku lat `30 XX w., Kwinto reklamował swój dom bankowy w poczytnym „Ilustrowanym Kurierze Codziennym” z dnia 16 lutego 1931 roku następująco: „ Przekazy do Rosji Sowieckiej z uwzględnieniem przepisów istniejących, najtaniej i najprędzej, załatwić można przez Banki Zagraniczne przy pośrednictwie DOMU BANKOWEGO STANISŁAW KWINTO, Marszałkowska L. 121, w Warszawie – tel. 614- 26 i 664-40. Przekazy załatwiamy terminowo.”. Ponadto, Kwinto zajmował się parcelacją placów i terenów podmiejskich.

Upadłość

Jak błyskawica rozeszła się wśród Warszawiaków wieść o niewypłacalności Domu Bankowego Stanisława Kwinto. Decyzją sądu z 29 września 1931 upadłość stała się faktem. Kuratorem sądowym syndyku masy upadłościowej został mianowany adw. Leopold Marjan Zaryan zamieszkały w Warszawie przy ul. Mokotowskiej 63. Aktywa banku przekraczały pasywa o kilkaset tysięcy złotych. Jako główny powód ogłoszenia upadłości „Gazeta Handlowa…” podawała: „ zamrożenie aktywów”. Dwa tygodnie później jedna z gazet donosiła „ Charakterystyczna upadłość. W końcu ubiegłego miesiąca ogłosił upadłość znany nie tylko w Warszawie Dom Bankowy Stanisław Kwinto. Właściciel firmy, inż. St, Kwinto, brał czynny udział w życiu społeczno – gospodarczem stolicy, a finansową jego działalność cechowała niezwykła przedsiębiorczość i zapobiegliwość. Aktywa firmy, według obliczeń przewyższają o dochodzące do miljona, kilkaset tysięcy złotych pasywa, nie mogą jednak być upłynnione natychmiast bez strat dla wierzycieli. Dlatego też dyrekcja Domu Bankowego wybrała drogę dobrowolnego zgłoszenia upadłości, celem niepogorszenia sytuacji. Upadłość Domu Bankowego Stanisław kwinto jest jeszcze jednym smutnym przyczynkiem do naszej rzeczywistości gospodarczej.” Wniosek upadłościowy zawierał bardzo dużo nieścisłości. W przedstawionych dokumentach nie ujęte zostały wszystkie wierzytelności, a na dodatek odnaleziono kilkanaście fikcyjnych kont. Na trzy dni przed ogłoszeniem upadłości – 26 września 1931 – Kwinto aby jeszcze bardziej skrzywdzić swoich wierzycieli, i utrudnić odzyskanie pieniędzy przez poszkodowanych – zapisał na rachunek swojej żony pieniądze swoich klientów w wysokości 15 504 złotych. Podczas procesu pojawiły się informacje, że Kwinto w okresie bezpośrednio poprzedzającym plajtę zakupił za 34 000 złotych zagraniczne monety: srebrne, złote i platynowe, przechowywane u Gouglerowej.

Śmiech przez łzy

Sprawa upadłości Domu Bankowego Kwinty, odbiła się ogromnym rezonansem wśród polskiego społeczeństwa. Nie zapomniano również o humorystycznym komentarzu zaistniałem sytuacji. Warszawskie pismo satyryczne „Mucha ” 16 października 1932 obwieszczała: „ Pięknem za nadobne, czyli o upadłości domu bankowego pod firmą Stanisław Kwinto w Warszawie. Na mieście mówią, że Kwinto spuścił troskę na tych co mu zaufali, ci zaś spuścili nos na kwintę”. „Łódzka Ilustrowana Republika” z 28 października 1932 zamieściła podobny humorystyczny przypis do sprawy Kwinty: „ Po aresztowaniu wypuszczonego obecnie na wolność za kaucją bankiera Kwinto – w Warszawie kursowała anegdotka wymieniająca przyczyny ciężkiej sytuacji gospodarczej a więc: primo – brak obiegowych pieniędzy; secundo- nadmiernie wysokie ceny; tertio – niskie płace zarobkowe; quatro- niskie ceny płodów rolnych; quinto- Kwinto ! … Miało to znaczyć : nadużycia , defraudacje itd. To quinto zostało znowu wypuszczone za wysoką kaucją 150 000 złotych, jednakże wtajemniczeni szepczą po kawiarniach, że nie gotówka została złożona, a … place tej wartości, oszacowane cztery lata temu ! …” .Proces warszawskiego kasiarza odbył się w stolicy w 1934 r obnażając ciemne praktyki polskiego systemu bankowego przedwojennej stolicy. Ile pardwy zawarł Juliusz Machulski w swoich filmach Vabank i Vabank II- Riposta – ale o tym w kolejnej części .

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów