Świąteczny czar, czyli jak gonimy za czymś co już dawno prysnęło.

BlueBerry

Punkty: 10
17.12.2016 BlueBerry

Pamiętam święta z czasów mojego dzieciństwa. Najpierw na dworze pojawiał się śnieg, bo od niego cały ten czar się zaczynał. Ozdoby na ulicach pojawiały się na kilka dni przed świętami. Zapach pomarańczy, pieczonego ciasta roznosił się po całym domu. Niby wszystkiego było mniej, niby był tylko ocet na półkach sklepowych, ale jednak było tego wszystkiego znacznie więcej.

Nie chcę mówić, że dziś jest źle. Każdy czas ma swój urok, każdy moment jest wyjątkowy, jednak brakuje mi tamtej atmosfery, tamtej dziecięcej radości.

Wchodzę do sklepu. Lista z zakupami plącze mi się przy kostkach, gdy zaczynam czytać pierwsze pozycje. Wózek sklepowy powinien wszystko pomieścić…no właśnie – powinien. Pomarańcze krzyczą do mnie, że są słodkie, bezpestkowe – przekonują mnie, zresztą podobnie jak połowę klientów, którzy razem ze mną wkroczyli na wojenną ścieżkę “my kontra święta”. W tłumie innych, spragnionych świąt wybieram warzywa i owoce. Biegnę dalej, wybierając produkty z listy. I nagle moja podróż zatrzymuje się. Kolejka do stoiska obsługowego trzy razy okrąża sklep – stoimy, czekamy. W kolejce zawsze można czegoś ciekawego się dowiedzieć – nieważne czy masz ochotę tego słuchać, czy nie i tak się dowiesz. A to że karpie w tym roku drogie, ale i tak śmierdzą mułem jak zawsze. A to, że ciocia z Poznania w tym roku nie przyjedzie, bo wujek Franek… Biegnę dalej skrupulatnie zbierając do koszyka produkty z listy.  Kolejka do kasy obiega sklep dookoła kilkukrotnie, przecinając się z kolejką do obsługi. Przeżyłam jednak, chociaż przede mną kolejna runda tej nierównej walki. Warto przetrwać dla córki.

Mikołaje w sklepach uśmiechają się do nas już od listopada. Choinki i ozdoby świąteczne na witrynach sklepowych krzyczą swoim blaskiem. Nie da się przeoczyć faktu, że święta zbliżają się wielkimi krokami. Zamówione uszka do barszczu, pierogi z grzybami lada chwila będą do odebrania, bo kto ma dziś czas na lepienie?

Choinka ubierana jest na dzień przed wigilią. Moje dwie ręce mogą nie zdążyć ze wszystkim w wigilię, wiec ku uciesze córki i psa, drzewko pojawia się wcześniej. Smażenie, pieczenie, gotowanie oraz powtarzane w głowie zdanie, prawie jak zaklęcie – mam nadzieje że o niczym nie zapomniałam!

Gdy nadchodzi moment w którym przyjeżdża rodzina, prezenty odkładane są pod choinkę, wiem że ta cała przeprawa była warta tego wszystkiego. Może pod makijażem jest wymęczona twarz, ale serce krzyczy, że jest dobrze.

Moja córcia nie będzie miała takich wspomnień z czasów świątecznych jak ja. Staram się jednak, aby zapachy dochodzące z kuchni, gwar rozmów i dźwięk kolędy przypomniał jej kiedyś czasy dzieciństwa. Gdy już założy własną rodzinę i będzie wśród tych wszystkich pędzących dorosłych, będzie miała jednak coś wartego mojego trudu – wspomnienia.

 

 

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów