Świąteczny karp a sprawa polska

krotos54

krotos54
Punkty: 89
10.12.2014 krotos54

Gdy w kalendarzu pojawia się miesiąc grudzień – z każdym kolejnym dniem coraz częściej myślimy o zbliżających się świętach Bożego Narodzenia. Polskie święta to przede wszystkim wieczerza wigilijna w rodzinnym gronie. Pierwsza gwiazdka, choinka, łamanie się opłatkiem, kolędy, no i oczywiście tradycyjne potrawy. Na świątecznym stole same smakołyki, które cieszą oczy i podniebienie. Na honorowym miejscu pyszni się on – jego wysokość KARP. Podawany na wiele sposobów: pieczony, faszerowany, w galarecie czy po prostu świeżutko usmażony – karp w wigilię być musi. Większość z nas nie potrafi wyobrazić sobie świąt bez tej smacznej ryby. Wszak to staropolska tradycja…

Smażony karp wigilijny

No właśnie… Karp jako staropolska tradycja? Czy aby na pewno? Tak naprawdę rzadko kiedy zastanawiamy się nad tym, skąd się wzięły i jak stare są nasze tradycje. Traktujemy je raczej jako odwieczne rytuały, które były „od zawsze”.

Zacznijmy od tego, że nasz poczciwy karp jest rybą egzotyczną. Wywodzi się bowiem z Azji. Znany był już w starożytnych Chinach, skąd przez Rzym trafił do Europy. Na naszych ziemiach pojawił się prawdopodobnie w XII wieku na Dolnym Śląsku – za sprawą zakonu cystersów. Były to czasy, gdy obowiązywały surowe nakazy kościelne, ustanawiające prawie co drugi dzień w roku dniem postnym. Zatem sprytni braciszkowie – aby uczynić swój żywot bardziej znośnym – sprowadzili do swych posiadłości właśnie karpie, ryby bardzo łatwe w hodowli i… rozpoczęli systematyczne zarybianie.

Z kuchni klasztornych nasz karp szybko trafił na książęce, królewskie i jaśniepańskie stoły. Stawy hodowlane zakładano licznie jak Rzeczypospolita długa i szeroka, a w XVI wieku niejaki Olbrycht Strumieński napisał nawet podręcznik na temat ich kopania i zarybiania. Myli się jednak ten, kto sądzi, iż właśnie wtedy narodziła się tradycja powszechnego spożywania karpia w wigilijny wieczór…

Karp w stawie

W czasach staropolskich świeże ryby były rarytasem, który nie trafiał pod chłopskie strzechy ani na stoły miejskiej biedoty. Oczywiście w stawach możnowładztwa pluskały nie tylko karpie, ale i jesiotry, szczupaki, a nawet łososie. Ale plebs musiał obejść się ze smakiem. Polski chłop był zadowolony, gdy choć czasem mógł uraczyć się solonym śledziem.

Sytuacja zaczęła zmieniać się dopiero na przełomie XIX i XX wieku. Z tego okresu pochodzą pierwsze wzmianki o potrawach wigilijnych z karpia, serwowanych w mieszczańskich domach w Warszawie, na Śląsku czy na Kresach. Pierwsze takie receptury publikowały m.in. pionierki ówczesnego „kucharstwa” – Lucyna Ćwierczakiewiczowa czy Maria Disslowa. Ale tak naprawdę karp zagościł powszechnie na wigilijnych polskich stołach dopiero po II wojnie światowej. Jak to możliwe? W zrujnowanej wojną Polsce była to jedyna ryba masowo dostępna, a raczej masowo „rzucana” na rynek na święta. Zaczęło się w końcu lat 40-tych i… tak już zostało. Dzisiaj złośliwi twierdzą, że to właśnie komuniści są twórcami karpiowej tradycji, która przewrotnie stała się jednym z filarów wigilii chrześcijańskiego święta.

Historia bywa przewrotna….

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów