„Szamo”- jazda bez hamulców – recenzja

Bartek Piwowarczyk

Punkty: 128
14.11.2014 Bartek Piwowarczyk

Tej książki z jednej strony nie mogłem się doczekać. Z drugiej, była dla mnie wielką niewiadomą- postać głównego bohatera i (współ)autora kojarzyła mi się z wieloma rzeczami, aczkolwiek absolutnie nie z literaturą.

A jednak, krótko mówiąc… weszło! Książka, napisana lekkim, przystępnym językiem Krzysztofa Stanowskiego, „czyta się sama”. Jest taka, jaki jest (albo przynajmniej wydaje się być) „Szamo”: energiczna, dynamiczna, nieco chaotyczna, pełna humoru oraz prowokacyjna, ale i mądra. Są w niej pełne komizmu historie z życia piłkarza, gorzkie, acz szczere słowa prawdy (nota bene wypowiadane bez owijania w bawełnę i z użyciem nazwisk), studium piłkarskich patologii (z hazardem na czele) i rzeczowe retrospekcje doświadczonego bramkarza. Są sprawy istotne i błahe epizody. Wszystko i nic. Tak jak na boisku. I tak jak w życiu.

Docenić należy fakt, że Szamotulski absolutnie nie „wybiela” swojej osoby. Otwarcie przyznaje się do błędów, sam wytyka sobie wady i dokonuje samooceny. Do końca pozostaje sobą. Nie wstydzi się nawet, w gruncie rzeczy bardzo smutnego i niezasłużonego, schyłku kariery.

Brzmi poważnie? Nic z tych rzeczy. Główną siłą tej książki, tak jak chyba samego bohatera, jest dystans i humor. Dziesiątki zakulisowych, prześmiesznych historii, cięty język obu autorów, kuriozalne, ale bez wątpienia prawdziwe historie i dialogi. Niekończące się, prześmieszne pasmo, przy którym, jak mawiał klasyk, „Monty Python wysiada”. Wysiada niczym Artur Boruc ze szkockiej taksówki. Ale to tylko skrawek opowieści…

A zatem, jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego Leszek Pisz zamknął na klucz trenera Janasa, którą z piosenek „Szamo” kojarzy ze śmiercią, jak biegły w obsłudze komputera był trener Majewski albo jak okrutnie forsą szastał Mirosław Trzeciak, kupcie tę książkę. Tylko uwaga! Nie da się czytać „na raty”. Ten tom jest jak maraton-przerwy niewskazane. A lektura jak ścieżka Legii w międzynarodowych rozgrywkach- niełatwa. Oczy łzawią, ramiona się trzęsą, usta krzyczą śmiechem. Krzyczą, jak Szamotulski na obrońców.

I właśnie dlatego, najzwyczajniej warto ją mieć. Dla zabawy, do przemyśleń, dla przerwy od facebooka. I dla kilku godzin niebanalnej, ciekawej rozrywki. Rozrywki, która uczy i bawi jednocześnie.

A to przecież, w dzisiejszych czasach, bardzo rzadkie połączenie.

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów