Szczerze o sobie samym, czyli ekstremalna spowiedź dziwoląga

kalutor

kalutor
Punkty: 36
02.11.2014 kalutor

Jestem dziwolągiem – tak wyszło. O tym właśnie chcę napisać. Bez woalu, kłamstw, wybiegów czy popularnych – skrótów myślowych.
To, że na samym początku określam siebie jako dziwoląga, nie jest aktem szczególnej odwagi, to raczej gwarancja mojej szczerości.
Szczerość bowiem stanowi dla mnie wartość samą w sobie, wiele rzeczy stanowi dla mnie wartość. O wielu chcę powiedzieć, o paru pewnie zapomnę, bo starość ma swoje prawa.

Starość – pojęcie względne, uwarunkowane wieloma czynnikami.

Tak sobie wyskoczyłem, że starość ma swoje prawa, żeby zasiać trochę spekulacji w temacie mojego wieku, ale chyba jeszcze nie jestem stary.
Mam lat o wiele za dużo… Mam jeszcze wszystkiego wiele więcej, ale jeszcze więcej mam tego, czego nie mam. To nie jest oczywiście próbka filozofii – filozof ze mnie żaden. Będąc skłaniany do myślenia, rewanżuje się tym samym. Lubię wymyślać gry, wtedy mam monopol na ich reguły, ale biorę także udział w grach innych, o ile ich reguły nie są za sztywne. Czasami bywam zmuszany do udziału, czasami wdepnę nieświadomie. Często mi się to zdarza, ale komuś musi.

Dzisiaj jest paskudnie pod każdym względem. Pogoda jest fatalna, wieje silny wiatr. Drzewa przyginają się do ziemi, ja razem z nimi.
Z trudem przychodzi mi bronienie się przed atakami wiatru, momentami mam wrażenie, że zostanę zaraz porwany przez podmuch i wysoko uniesiony. Nawiasem mówiąc – mam skłonności do uniesień.
Mam też lęk wysokości i jestem gruby. Ściślej – mam nadwagę i nie mam spadochronu. Mam za to wentyl, który czasem mi puszcza i wtedy rzucam po ścianach pustymi butelkami po wódce.
Tylko cholera, ja w ogóle nie piję alkoholu! Chyba, że ostatniego dnia roku, albo tuż na jego samym początku – lampka wina musującego.
Szampana nie piję – jest za drogi i strasznie zmitologizowany.
Podobno smakuje jak rzeczone musujące wino, więc po co przepłacać?

Miewam jeszcze problemy ze snem. Czasami wręcz boję się kłaść do łóżka. Krzyczę w środku nocy, śpiewam piosenki, biegam i mówię po węgiersku, którego ni w ząb nie znam i nie rozumiem.
Miewam też przeczucia, które się sprawdzają, ale jestem sceptyczny w temacie wszelkich kabał, wróżb i innych hokus-pokus
.
Aha, czy wspomniałem już o tym, że jestem dziwolągiem?

Każdy dzień zaczynam od papierosa. Palę ogromne ilości papierosów i nie da się ukryć, że jestem ofiarą nikotynizmu.

Jestem też uzależniony od herbaty. Wypijam jej hektolitry i nigdy nie mam dosyć. Obowiązkowo musi być cytryna i niestety dużo cukru.
Piję ją zazwyczaj w plastykowym, półlitrowym kubku, takim w którym pije się piwo. Jeśli chodzi o kawę, to nie jestem jej zagorzałym zwolennikiem, ale wypić ją mi się zdarza – często w błędnym założeniu, że postawi mnie ona na nogi. Natomiast na nogi stawia mnie, a nawet zrywa – melodyjka budzenia z mojej komórki.
Melodyjka ta jest jednym z porannych koszmarów. Nie jestem typem śpiocha, nie uprawiam łóżkowego gnicia i w skrajnych przypadkach okazuję obrzydzenie lubiącym spać, a spanie uważam za marnowanie czasu – delikatnie mówiąc.
Nie pamiętam kiedy zdarzyło mi się zasnąć w ciągu dnia. Uważam sen za konieczność chociaż wierzę, że ludzki organizm wytrzyma bez niego tydzień. Wolę spać w ciszy i nie cierpię w trakcie spania chodzić do toalety. Nie sypiam w piżamie. W początkowej fazie snu, zajmuje tak zwaną pozycję bezpieczną. Do rana przyjdzie mi zmienić tą pozycję milion razy, bez żadnej świadomości z mojej strony.

Mój kręgosłup decyduje o spuszczaniu deski klozetowej. Jeśli mnie nie boli – zawsze ją spuszczam. Jeśli boli – nie spuszczam, albo robię to w akcie najwyższego poświęcenia. Wodę w toalecie spuszczam zawsze, bez względu na samopoczucie. Ubolewam jednak wtedy nad marnotrawieniem wody.
Moje samopoczucie bywa różne, chociaż zazwyczaj bywa złe.
Łatwo się męczę i zniechęcam, porzucam czasem na początku, czasem w pół drogi obrane cele. Jestem przesadnie punktualny i wyznaję zasadę, że lepiej przyjść godzinę wcześniej, niż spóźnić się choćby minutę. Spóźnialskich kazałbym publicznie rozstrzeliwać.
Rozstrzeliwać też kazałbym za inne przewiny, ale o tym później.

Czerpię wyuzdaną, niewytłumaczalną przyjemność z dłubania w nosie, kiedy wyciągam z niego zaschniętą wydzielinę. Lepię z niej kulki, im większe – tym lepiej. Panicznie boję się, że ktoś mnie na tym przyłapie, ale tak trudno mi się powstrzymać.
Od wielu rzeczy jest mi się trudno powstrzymać.

Moja niedoszła żona uważała, że jedzenie kiełbasy na spacerze jest obciachem. Kiełbasa nie jest jednak powodem nie posiadania przeze mnie żony, ale za cholerę do dzisiaj nie zjem jej (kiełbasy), idąc parkową aleją.

Lubię zjeść dużo i dobrze. Jako zodiakalny rak, lubię też mieć to ładnie podane. Jednak tak się składa, że częściej mam dużo niż ładniej. Przyzwyczaiłem się.
Przyzwyczaiłem się tez do innych rzeczy, na przykład do pecha, który towarzyszy mi na każdym kroku. Dlatego lęk wysokości – lękiem wysokości, ale i tak nie poleciałbym samolotem – szkoda by mi było pozostałych 200, czy 300 współpasażerów, bo znając życie – lot zakończyłby się katastrofą.
Lubię rozmyślać na różnymi sprawami, zwłaszcza podczas rąbania drewna. Czasami kiedy nie rąbie, też rozmyślam. Zresztą zawsze rozmyślam, przy wszystkim. Myślenie ma przyszłość – tak myślę.

Paznokcie u rąk obcinam często i bardzo krótko, tak krótko, że aż potem bolą mnie opuszki palców. Za to nie posiadam brudu za paznokciami i nie narażam ich na złamanie. Zamykając temat paznokci u rąk dodam, że nie maluję ich sobie. Nikomu innemu także.
Paznokciom u nóg, musiałbym poświęcić cały rozdział, albo nawet książkę.

Włosy mam także krótko ścięte, tak jest higienicznie, praktycznie i bezpiecznie. Mimo to – miewam łupież. Miewam także to i owo, ale o tym później.

Lubię także pogrzebać sobie w pępku, chociaż nie sprawia mi to takiej przyjemności, jak dłubanie w nosie – o czym już wspominałem.
Dłubię sobie tu i ówdzie – takie moje prawo. Chociaż od prawa wolę lewo. Lubię też symetrię i jak wszystko jest równo.
Lubię mieć wszystko poukładane, ale nie chcę mi się układać.
Nie chcę mi się też wielu innych rzeczy. Do wielu się zmuszam.

Prowadzę niehigieniczny tryb życia, po części z wygodnictwa, po części z powodu różnych uwarunkowań. Warunki mam ogólnie dobre, ale mógłbym mieć lepsze. Wyznaję zasadę, że lepsze jest wrogiem dobrego. Wyznaję też wiele innych zasad i je mam. Co ważne – nigdy ich nie łamię, komplikując sobie tym wiele spraw.

Myślę o sobie, że jestem dobrym człowiekiem. Bywam też człowiekiem złym, ale bardziej na pokaz. Kocham zwierzęta, ludzi kocham mniej. Zwierzęta moim zdaniem uczą mnie jak być człowiekiem. Czuję z nimi szczególną więź. Jeżeli zwierzak umarł to mówię, że umarł. Nigdy nie mówię, że zdechł. To są moi prawdziwi i oddani przyjaciele. Okazuję im szacunek, miłość, zrozumienie i wszystko to, co najlepsze. W zamian otrzymuję od nich – to samo.

Jestem nieufny. Dlatego ufam, ale sprawdzam. Jestem pamiętliwy. Dlatego wybaczam, ale nie zapominam.
Przez cały czas zachowuję trzeźwość, gdyż najnormalniej w świecie nie piję alkoholu. Z tego też powodu nie zeszczałem się nigdy w spodnie, nie byłem w izbie wytrzeźwień i nie mam marskości wątroby.
Jest to też powód nie zapraszania mnie na różne imprezy, na których się pije. Jestem też trzeźwy w ocenie sytuacji.

Mam cyklofrenię i jestem beznadziejnie uczulony na głupotę. Moje ciągłe zmiany nastroju zawdzięczam nie wiadomo komu i czemu, natomiast uczulenie na głupotę, zawdzięczam wszystkim i wszystkiemu dookoła.

Nie chodzę na ryby, nie wędkuję, nie łowię. Poszedłem raz z okazji wygrania wędki na jakichś zawodach. Trauma pozostała do dzisiaj.
Mam też traumę związaną z innymi wydarzeniami, ale o tym później.

Lubię rośliny, w szczególności kwiaty, chociaż w pomieszczeniu domu mi przydzielonym, nie mam ani jednego. Z pasją sieję rzeżuchę, której nie jadam. Marzę o własnej szklarni.
Marzę także o innych rzeczach, ale o tym później.

Mam osobowość artystyczną, co przejawia się grą na instrumencie i pisaniem wierszy. Czasami tez śpiewam, co podoba się moim znajomym. Mnie się nie podoba, dlatego czynię to rzadko.
Lubię operować słowem. Dużo piszę i mówię. Jedno i drugie jednakowoż lubię. Nie jestem jednak ani pisarzem ani mówcą, ni gadułą.
Nie znam języków obcych, bo nie chciało mi się ich uczyć. Dlatego skupiam się nad poprawnością języka ojczystego, dążąc do perfekcji w posługiwaniu się nim.

Nie lubię science-fiction. Jestem pragmatykiem i racjonalistą. Boję się jutra i samotności. Cieszę się, kiedy budzę się rano. Smucę się, kiedy zasypiam.

Przynajmniej raz w tygodniu, uzmysławiam komuś, że jedna rodzynka ma więcej węglowodanów niż banan. Nie cierpię rodzynek, zaś banany – przeciwnie. Dowiedziałem się, że powodem dla którego małpy się często drapią, jest spożywaniem dużej ilości bananów.
Czasami wydaję mi się, że też się za często drapię…
Nie przepadam za miodem i unikam surowych drożdży. O ile miód mógłbym jeszcze przełknąć, o tyle po drożdżach – niechybnie bym zwymiotował.

Miewam napady melancholii, zadumy i refleksji. Nie lubię upływającego czasu i tykania zegara. Łatwo się wzruszam, lecz dokładam starań by to ukryć. Chyba większą przyjemność sprawia mi umiejętność przegrywania, niż radość ze zwycięstwa.
Mam skłonności do forsowania własnego zdania za wszelka cenę. Bronię go do krwi ostatniej. Poddam się jednak, kiedy uznam wyższość innej racji i argumentów.
Doceniam skromność i toleruję odmienność. Miewam w zanadrzu plan awaryjny, z którego nigdy nie korzystam.
Uważam, że każdy jest egoistą – ja nim bywam.
Nie jestem ryzykantem, chociaż wielokrotnie igram z życiem.

Wmawiam sobie, ze im jestem starszy – tym młodszy. Cieszy mnie fakt, że nie mam ani jednego siwego włosa, bo w kontekście mojej przeszłości, powinienem się cieszyć, że zostało mi parę nie siwych.

Czasem się alienuję, czasem onieśmielam otwartością. Bywam zgorzkniały i grymaśny. Nie skaczę przez przeszkody, wolę je omijać.
Nie zbieram grzybów, bo niczego nie zbieram. Z wyjątkiem okresu zimowego, kiedy to zbieram drewno na opał.

Wszyscy, którzy nienawidzą instytucji Kościoła katolickiego, są bliscy mojemu sercu. Chociaż zapewne nikt mi w tej nienawiści dorównać nie może…

Ciężko przeżywam wszelkie straty. Odnotowuję ich wiele, więc mam co przeżywać. Jestem cholerykiem, wybucham gniewem, palę ostentacją i gaszę mediacją. Lubię modulować głos. Mój głos podobno najlepiej brzmi podczas rozmów telefonicznych.
Niestety, nie podaję numeru swojego telefonu

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów