Teoria kryzysu według ignoranta ;)

Trybuna Lemingradu

Trybuna Lemingradu
Punkty: 309
07.02.2015 Trybuna Lemingradu

Kryzys. Złowrogie słowo budzące dreszcze i senne koszmary u bankierów, inwestorów, przedsiębiorców, handlowców… ale i u zwykłych, szarych zjadaczy chleba niepewnych jutra, którzy idąc do pracy z trwogą wypatrują szefa niosącego wypowiedzenie i słowa mające tłumaczyć konieczność odesłania części załogi na państwowy wikt: “przykro mi, ale mamy kryzys. Kiedy koniunktura się poprawi na pewno będzie na pana/panią czekać u nas miejsce”.
Czy zastanawiali się Państwo kiedyś skąd ten kryzys się bierze? Czy wymyślają go – najpewniej z nudów – rządzący nami politycy? Czy jest zaplanowany? A może jest on całkowicie naturalny, przychodzi i odchodzi niczym pory roku w przyrodzie?

To ostatnie twierdzenie może się nam wydać logiczne kiedy spojrzymy na wykres cyklu koniunkturalnego: kryzys -> depresja -> ożywienie -> rozkwit. Jesień -> zima -> wiosna -> lato. I tak w kółko, całkiem naturalnie i nie ma powodu zastanawiać się nad przyczynami, tak zawsze było, tak jest i tak będzie, trzeba po prostu cierpliwie poczekać do wiosny.

Niestety, gospodarka to nie przyroda, na którą człowiek (wbrew zwolennikom teorii globalnego ocieplenia) wpływ ma mikry – tutaj wszystko, absolutnie wszystko, zależy od ludzkiego działania i jest niezwykle, wręcz banalnie, proste.
Zacznijmy od fazy depresji (czyli, ciągnąc naszą przyrodniczą analogię, zimy).

Gospodarka śpi. Popyt utrzymuje się na najniższym poziomie, przedsiębiorstwa pogrążone są w letargu, wysoki poziom bezrobocia i niskie dochody populacji jeszcze ten stan pogłębiają. Wybuchają społeczne niepokoje, gdzieniegdzie dochodzi do zamieszek. Państwo, nie chcąc dopuścić do wybuchu rewolucji, zaczyna inwestować ogromne pieniądze w poprawę koniunktury: daje gwarancje kredytowe, obniża stopy procentowe, rozpoczyna roboty publiczne. Banki zaczynają udzielać kredytów, rośnie podaż pieniądza a wraz z nią popyt.

Następuje ożywienie (czyli wiosna).

Rośnie zatrudnienie, ludzie zaczynają zarabiać, wzrasta popyt na dobra konsumpcyjne. Coraz lepiej zarabiający pracownicy chcą polepszyć swoje warunki bytowe, rośnie konsumpcja i – zgodnie ze starą prawdą, że apetyt rośnie w miarę jedzenia – popyt na kredyty konsumpcyjne. Ludzie nie chcą czekać aż uda im się odłożyć pieniądze na samochód, pralkę, telewizor, wczasy w zagranicznym kurorcie, etc., etc. Chcą już, teraz, natychmiast, wolą kupić i spłacać niż oszczędzać i dopiero potem spełniać marzenia. W górę idą wskaźniki produkcji, sprzedarzy, zysku, rosną płace.

Po ożywieniu przychodzi czas na rozkwit (tak jak po wiośnie zawsze przychodzi lato)

Bezrobocie jest na najniższym, możliwym poziomie, społeczeństwo jest syte, przedsiębiorcy liczą zyski, bankierzy zacierają ręce oferując coraz to nowe produkty i prześcigając się we wpychaniu ludziom coraz to nowych produktów kredytowych. Jest świetnie a będzie jeszcze lepiej, żyć nie umierać, nikt nie zastanawia się nad konsekwencjami aż wreszcie nasycenie jest tak wielkie, że kwota zadłużenia przekracza możliwości jego spłaty.

Przychodzi kryzys (jesień)

Coraz mniej klientów banków posiada zdolność kredytową, spada podaż pieniądza a wraz z nią popyt na dobra konsumpcyjne. W dół leci produkcja i sprzedaż, przedsiębiorstwa jeszcze nie tak dawno inwestujące na potęgę w linie technologiczne i sieci handlowe zaczynają mieć kłopoty ze spłatą zaciągniętych kredytów. Pojawiają się pierwsi bankruci, banki przejmują całe zakłady, z którymi nie mają co zrobić…
Zaczynają się pierwsze przymrozki…

Oczywiście przedstawiony powyżej model jest bardzo uproszczony, w rzeczywistości fazy cyklu koniunkturalnego przenikają się. Może się zdarzyć, że jedna gałąź gospodarki będzie trwać w depresji podczas gdy inna zacznie się ożywiać a nawet rozkwitnie. Jednak jest on wystarczający by zrozumieć, że praprzyczyną tych zjawisk jest pieniądz – to on sprawia, że wykrest nie jest linią prostą ale sinusoidą z jej wahaniami. A są one tym głębsze, im bardziej człowiek – z rządzy zysku czy zwyczajnej głupoty – ingeruje w jego przepływ chcąc wymusić takie czy inne zjawiska.

Na koniec tylko mały kamyczek do ogródka – w krajach islamskich kryzys był o wiele słabiej odczuwalny, otarły się o niego tylko instytucje finansowe i agendy rządowe, zwykłych ludzi nie dotknął on wcale. Przyczyna tego jest niesłychanie przyziemna i bardzo prosta do przeniesienia na nasz, europejski, grunt – otóż tam banki nie mogą kreować wirtualnego pieniądza, zgodnie z prawem koranicznym mogą one pożyczyć tylko tyle, ile fizycznie posiadają. Ale to już zupełnie inna historia…

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów