Uważajcie na telemarketerów!

DonnaKlara

DonnaKlara
Punkty: 663
18.12.2014 DonnaKlara

Właśnie się nieźle przejechałam na zaoferowanym mi przez telefon zakupie środków do utrzymania czystości w domu. Dostawca tego typu środków, sprowadzanych z krajów zachodnich, który już niejednokrotnie raczył był nagabywać mnie poprzez swoich telemarketerów, ponowił ostatnio swą ofertę. Kiedyś coś u nich zamówiłam i odtąd mam systematyczne telefony. Ponieważ trwa czas świątecznych porządków – dałam się namówić na ich tzw. „pakiet do sprzątania”, a wszystkie super produkty za około 120 zł. W skład pakietu wchodziło chyba z 10 produktów, wymienianych ciurkiem i omawianych szybko oraz (siłą rzeczy) pobieżnie. Nie da się tego żadną miarą spamiętać! Ale przecież wiadomo – towar pierwsza klasa, bo zachodni… itp. itd. Wszystko to w trakcie rozmowy telefonicznej wykonanej w zupełnie przypadkowej dacie i o całkiem przypadkowej porze. Jak to marketingowcy! Z zaskoczenia, bez uzgodnienia, byleby skutecznie.

Oferta wydała mi się zbyt droga, szczególnie, że w pakiecie były też całkiem niepotrzebne mi wyroby. No i owszem, bardzo grzecznie i uprzejmie pani telemarketerka poszła na to, byśmy wykreśliły z listy ze 3 produkty. Cena zmniejszyła się zatem o kilkanaście złotych. Jakoś to przełknęłam, bo nie miałam wówczas czasu i ochoty dłużej rozważać. Do tego koszty przesyłki 19 zł – też łyknęłam, potwierdziłam zamówienie.

koszyk na zakupy

Po kilku dniach dostaję spore pudło, a w niej luźno latające, aż grzechoczące przedmioty. Zapłaciłam kurierowi potulnie 119 zł gotówką, za towar + koszty przesyłki. W środku znajduję 7 moich, nie do końca świadomie wybranych i z przekonaniem zamówionych, produktów. No trudno, myślę sobie, wyjmując połamaną pokrywkę z cieniutkiego tworzywa, na specyfiku do odświeżania mebli w sprayu. Niezbyt byłam dumna z dokonanego zakupu, ale trudno – sama byłam sobie winna, że nie odmówiłam miłej i często do mnie wydzwaniającej pani telemarketerce. Najlepsze jednak było jeszcze przede mną! Chcąc wyrzucić opakowanie, oddzielić papier od folii (wszak wszystkie śmieci segregujemy), znalazłam niespodziewanie paragon, podpięty z tyłu pod karteczkę z danymi wysyłkowymi, w specjalnej foliowej kieszonce adresowej. Nikt tak paragonów nie umieszcza – wiem, bo jednak trochę dostaw zamawiam za pośrednictwem kuriera czy poczty.

Jeszcze większe było moje zaskoczenie, gdy paragon zaczęłam studiować! Owszem, były wymienione wszystkie moje artykuły (7 szt.) z wyszczególnionymi ich cenami jednostkowymi. Owe ceny wynosiły od 4,12 zł przy produkcie najtańszym, do 5,90 zł – za najdroższy. Suma należności za 7 towarów daje łączną kwotę 32,85 zł. Jeśli doliczymy koszty przesyłki – 19 zł, otrzymamy 51,85 zł. Taką też kwotę da się zobaczyć na paragonie, w jednej z pozycji, o nazwie sprzedaż opodatkowana „A”, czyli, jak wnoszę, o stawce 23 %. W rozliczenia VAT specjalnie się tu nie wgłębiam – nie mój to teraz problem. Natomiast reszta należności (czyli brakująca do zapłaconej przeze mnie sumy 119 zł) tj. kwota 67,15 zł, ujęta jest w sławetnym paragonie jako sprzedaż opodatkowana „B”, o stawce VAT 8 %.

Kwota 67,15 zł – nie wiadomo za co, opisana jest w paragonie jako: „Pakiet 1 – Przepis na zdrowie” Ufff! Bardzo ciekawy, trzeba przyznać jest ów przepis i jakże solidnie wyceniony!? Na ponad 2/3 wartości towarów! Musi być zapewne wyjątkowo, przedniej jakości!?

śr. czystości płyny, spraye

Nazajutrz po dostawie (w dniu 04.12. br.) wysłałam pismo na adres mailowy firmy – dostawcy. Poprosiłam o wyjaśnienie, dlaczego, jak i za co policzono mi owe 67,15 zł, a jeśli to pomyłka – proszę o zwrot nadpłaty i podałam swoje konto bankowe. Czekam, czekam… W dniu 14. XII.2014 r., mailowo przypominam się firmie, prosząc o odpowiedz i zapowiadam, że nie zamierzam już spokojnie czekać dłużej niż najwyżej 2 do 3 dni. No i nadal cisza… W dniu 17. XII, około południa, usiłuje dodzwonić się do firmy, ale nikt nie odbiera. Piszę więc do nich SMS (podany do kontaktu) z prośbą o udzielenie mi odpowiedzi i wyjaśnień odnośnie moich paragonowych spostrzeżeń. Po około 2 godzinach oddzwoniła pani z owej firmy i pyta, o co mi chodzi. A przecież w SMS także odwoływałam się do moich pytań zawartych w wysłanych mailowo pismach. Pani z firmy powiada, że pani Kasia, która niby mnie obsługuje, jest nieobecna, a ona niezbyt wie co i jak. Ale, co do paragonu, to ich system paragonowy uległ zmianom… i tak to wygląda. Ale dla mnie to niestety bardzo kiepsko wygląda.

mop na podł.

Zupełnie mnie to nie przekonuje, bo tzw. „zmieniony system paragonowy” nie jest ani jasny, ani czytelny, ani logiczny. A żadnego innego dokumentu od firmy przecież nie otrzymałam. A to, czy akurat dana pani Kasia jest w pracy, czy nie – niewiele mnie obchodzi, skoro firma na swych internetowych stronach głosi, że zatrudnia ponad 50 pracowników i kilkudziesięciu konsultantów. Dziwne także, że odejmując niechciane przeze mnie produkty z „pakietu”, owa pani Kasia odliczała je również po cenach rzędu około 5 zł za 1 sztukę. Wcale jakoś nie zawyżała odejmowanych kwot o specjalne extra narzuty, zwiększające wartość dóbr. Wychodzi na to, że zapłaciłam za moje środki do sprzątania blisko 230 % ich faktycznej wartości (119 : 51,85 x 100 = 229,51%) Albo inaczej – przepłaciłam 2-3 razy. Na moim zakupie owa firma zrealizowała (najoględniej licząc: 67,15zł : 51,85 zł x 100) marżę w wysokości minimum 129,5 %. Całkiem nieźle, nieprawdaż!?

A – chcecie wiedzieć, która to firma? Mogę dane udostępnić, bo lojalnie firmę o tym ostrzegałam!

paczka z prezentami ur.

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów