Wiesz tyle na ile Cię stać

Orianna

Orianna
Punkty: 100
06.03.2015 Orianna

W klimacie nadchodzących matur i innych testów określających dojrzałość osób z całą pewnością jeszcze nie dojrzałych, nasuwa mi się bardzo wyrazisty obraz naszego społeczeństwa. Wyrasta nam pokolenie młodych ludzi, którzy nie wiedzą co chcą robić w życiu. Nawet kiedy idą na najbardziej nieopłacalnie profile i kierunki, nie robią to po to by uczyć się tego co lubią, w akcie młodzieńczego buntu przeciwko krwiożerczemu systemowi, tylko z braku pomysłu na siebie. Ot, kolejny stereotypowy student anglistyki.

Jest coś smutnego w tym pokoleniu, którego nikt nie nauczył spełniać marzeń i tworzyć. Czasem mam wrażenie, choć zabawnie brzmi to w ustach kogoś tak młodego jak ja, że kiedyś szacunek do pracy wykształcał w ludziach pasje. Nauczeni rzemiosła przekształcali je w sens życia, nierzadko w sztukę. Dzisiaj, większość licealistów idzie na studia ponieważ wszyscy inni idą. Mało kto rozważa pójście własną ścieżką. Kiedy już jakaś jednostka zadecyduje zrobić sobie przerwę od edukacji, najczęściej robi to tylko po to by wylądować na holenderskich polach lub w angielskich kuchniach. Odmiennie powinno być w zawodówkach i technikach, które było nie było uczą zawodu, jednak chyba już dawno temu wszyscy pogodziliśmy się, że aktualnie tego typu szkoły są zbiorowiskiem ludzi, którzy nawet nie próbowali się dostać do szkół ogólnokształcących tworząc mało inspirujące twórczo środowisko.

Nawet jeśli ktoś już wymyślił sobie oryginalny, niszowy pomysł na życie, napotyka kolejną przeszkodę w postaci barier finansowych. Ceny kursu pisania ikon, gorseciarstwa czy wyrabiania cylindrów, a także całej masy innych niesamowicie interesujących szkoleń przysposabiających do zawodów niszowych, niweczą młodzieńcze mrzonki swoją ceną. O stypendiach socjalnych nie ma co śnić, zawsze przekroczysz progi dochodowe o przysłowiowy grosz. Bo nawet jeśli żyjesz sam, musisz wliczać zarobki rodziców. Rodziców, którzy przez dwanaście lat edukacji wykładali co roku powyżej pół tysiąca na podręczniki „bo nowa podstawa programowa” i którzy niekoniecznie mają chęć czynić to przez kolejnych kilka lat. Darmowe kursy organizowane przez miasto najczęściej są skierowane dla osób powyżej pięćdziesiątego roku życia. Nie jest to najlepiej brzmiąca perspektywa dla przeciętnego osiemnastolatka stojącego przed wyborem co zdawać na maturze żeby dobrze rozplanować możliwości na resztę życia.

Chciałabym powiedzieć, że ja byłam lepsza/odważniejsza/mądrzejsza (niepotrzebne skreślić), ale obawiam się, że nie mogłabym potwierdzić tego z całkowitą szczerością. Zrobiłam to co mówię większości znajomych proszących o radę, wybrałam kierunek studiów, który perspektywicznie wygląda na umożliwiający zarobienie przyzwoitych pieniędzy – jak nie w kraju to za granicą. Nie zaprzeczę również, że moi właśni rodzice namawiali mnie do wybrania takiego kierunku, który pozwoli mi wyjechać. Wszystko to ma gorzki posmak, zwłaszcza kiedy czuje się w obowiązku powiedzieć młodszej siostrze, że teraz nie ma możliwości na gnanie za marzeniami, na bycie wolnym artystą, kiedy szukając pracy musisz mieć figurę modelki Victoria’s Secret, umysł fizyka jądrowego, mówić płynnie w trzech językach (bo przecież angielski już każdy zna), mieć nie więcej niż 26 lat i co najmniej 10 lat doświadczenia w zawodzie. Najlepiej na kilku całkiem różnych stanowiskach. Piszę to jako studentka, która miała na tyle szczęścia, że polubiła się ze swoim kierunkiem choć wieczorami wciąż marzy, że kiedyś, jak się dorobi, będzie się uczyć tego co naprawdę chce.

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów