Wojciech Cejrowski “Wyspa na prerii”

Stefan Padło

Stefan Padło
Punkty: 66
23.10.2014 Stefan Padło

“Zezwolenie na posiadanie broni jest w USA koncepcją niezrozumiałą – przecież każdy ma prawo, a nawet obowiązek bronić swoich bliskich i swego mienia, a skoro tak, to musi mieć swobodny dostęp do narzędzi, które umożliwiają obronę. Narzędzia te muszą być takie same, jakimi dysponują ewentualni napastnicy. Jeżeli przestępcy mają karabinki automatyczne z noktowizorem, to ja nie mogę się bronić ogrodową maczetą, logiczne prawda? Nie mogę się też bronić za pomocą telefonu ani krzyku o pomoc – te rzeczy to ewentualne dodatki, a podstawą jest mieć sprzęt taki sam jak ten, który mają oni.
Ergo: Prawo do posiadania broni jest jednym z praw człowieka i wynika bezpośrednio z prawa do obrony życia. Tak działa Ameryka i tak powinno być wszędzie.”

Zamieściłem ten fragment na samym wstępie by pokazać, że książka Wojciecha Cejrowskiego „Wyspa na prerii” jest książką wywrotową, rewolucyjną, stawiającą włosy na głowie każdemu europejskiemu biurokracie, który w swym pięknoduchostwie uważa, że broń powinna być całkowicie zakazana. Dla osób cywilnych. A najlepiej by było gdyby nawet wojsko i policja nie miały do niej dostępu – wtedy będzie bezpiecznie, sielsko, anielsko i wszyscy się będą kochać. A o nasze bezpieczeństwo zadba się tworząc i ratyfikując coraz to nowe konwencje zwalczające przemoc, wywracające świat na lewą stronę i ograniczające podstawowe wolności obywateli…

No dobra, ale nie o europejskich unitach mam pisać a o książce napisanej przez najbardziej chyba kontrowersyjnego człowieka w Polsce.

Stop!

Dlaczego Wojciech Cejrowski jest niby kontrowersyjny? Dlaczego facet, który mówi co myśli i nie owija w bawełnę politycznej poprawności jest, do jasnej i ciężkiej, kontrowersyjny? Czy myśmy naprawdę już tak spsieli, że za normę uważamy mówienie tego, co inni chcą usłyszeć i tłumienie własnych poglądów? Bo co, bo możemy kogoś urazić? Jeszcze do niedawna przecież nazywanie rzeczy po imieniu było cnotą a dziś… Dziś Murzyn jest Afroamerykaninem nawet jeżeli urodził się na Antarktydzie i Nowego Świata na oczy nie widział, zboczenie to orientacja seksualna, bohomaz namalowany przez kompletne beztalencie to wybitne dzieło sztuki a polityk marnujący miliardy naszych (pochodzących z podatków) pieniędzy to wybitny mąż stanu. Czyste wariactwo, schizofrenia i europeizm.

Dlatego warto sięgnąć po „Wyspę na prerii”, żeby choć na chwilę oderwać się od wszechobecnego idiotyzmu i odetchnąć powiewem normalności. W dodatku normalności, która istnieje realnie, która nie została wymyślona i nie powstała w przepastnych zakamarkach wyobraźni Autora. Może gdzieniegdzie została ona podkoloryzowana ale tylko po to, żeby się lepiej czytało – człowiek przecież lubi, kiedy coś się dzieje, kiedy jest śmieszno albo straszno. No i jest. I o to chyba chodzi, nie?

„- Pytam, ile mogę wypić wina, żeby mnie nie aresztowali za jazdę po pijaku.
- Aresztowali?! Pij, ile tylko chcesz, bylebyś potem jechał zgodnie z przepisami. Jeśli jedziesz prawidłowo, nikt nie ma cię prawa zatrzymać do żadnej kontroli. No chyba że byłaby obława na drogach. To jest Ameryka, rozumiesz? Kraina ludzi wolnych, rozumiesz? Policja nie zatrzymuje obywatela do kontroli bez powodu, rozumiesz?”

No właśnie. Może zdania Autor podkoloryzował, ale ich treść i sens pozostały. Ameryka, kraina ludzi wolnych – o tym właśnie jest książka, o wolności i o ludziach, którzy nie pozwolą jej sobie odebrać. Policjant nie ma prawa prewencyjnie człowieka zatrzymać bo wtedy popełniłby przestępstwo, nikt nie sprawdza trzeźwości kierowców jadących zgodnie z przepisami, każdy ma w domu broń i w razie czego jest zdecydowany bronić swojej rodziny i dobytku, o czym zresztą informuje przybitą na ganku tabliczką z napisem „We don’t dial 911” – żeby nie było, że nie ostrzegał…

OK, jest jedno przekłamanie. A właściwie nieścisłość, kłamstwa nie ma żadnego. Cejrowski stale używa słowa Ameryka a opisuje właściwie jedno miejsce – zapadłą dziurę gdzieś w Arizonie, miejsce, do którego nie dotarły jeszcze lewackie pomysły ograniczające wolność. Gdyby rzecz działa się w Nowym Jorku książka miałaby zupełnie inną wymowę, zbliżoną do tej, z jaką opisuje on absurdy Unii Europejskiej. Ale na szczęście akcja rozgrywa się gdzieś na prerii, pośród ludzi wolnych, rządzących się własnymi prawami i nie przejmujących się zidioceniem mieszkańców wielkich metropolii, którym poprzewracało się we łbach od nowinek wymyślanych przez uniwersyteckie autorytety.

Książka Wojciecha Cejrowskiego to opowieść nie tylko o małym ranczu zagubionym pośród traw będącym właśnie tytułową wyspą, ale też – a może i głównie – o oazie normalności pośród ogólnego zidiocenia. Przeczytajcie koniecznie i porównajcie z rzeczywistością, z codziennością, która Was otacza. Jeżeli nie jesteście zapiekłymi ideologami lewicowych nowinek to zrozumiecie, dlaczego wolność jednostki jest rzeczą absolutnie najważniejszą w życiu każdego z nas…

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów