Wszystkie tęsknoty prowadzą do domu

Justka

Justka
Punkty: 475
05.01.2015 Justka

Dom, to nie tylko mieszkanie. To nie tylko cztery ściany i dach. To nie tylko piękne zasłony i porządek stały, bo głupio, gdy ktoś wejdzie. To miejsce bezpieczne i takie, które chroni cię przed przykrościami dnia codziennego, gdzie można zawinąwszy się w koc, z kubkiem gorącego kakao, z psem przy nogach (w moim przypadku z dwoma psami przy nogach) zamknąć oczy i rozkoszować się ciepłem swojego domu.

Nie jest ważne, jak wygląda, nie jest ważne, czy jest na bogato urządzony, czy skromnie. Nieważne, czy są rolety, draperie, czy proste firanki w oknach. To jest nieważne. Ważne jest to, jak się czujesz, gdy przechodzisz próg swojego domu. Czy czujesz wdzięczność za to, że go masz, czy jest ci to obojętne i tego nie doceniasz?

Ja kocham swój dom, swoje miejsce na ziemi. To, w którym mieszkam od 3 lat (w lutym będzie 3 rok). To niewielka miejscowość położona zaledwie 3 km od mojego rodzinnego miasta. Wasilków – moje miejsce na ziemi.
Kiedyś już pisałam o Podlasiu, także to, że są tu wymieszane style, kolory, rasy, nie będzie nikogo dziwić. Może komuś przeszkadzałoby, że mimo tego, że jest to miasto, wygląda jak miasteczko. W pełni mi takie odpowiada. Mimo różnic w architekturze nie stanowi miszmaszu. Pierwsza część po wjeździe do Wasilkowa to domy przypominające domy na wsi. Tutaj są też tzw. kocie łby. I to powietrze, takie, jak u moich dziadków na wsi. Tu zagdacze kura, tu zapieje kogut, tam w ogródku zapachnie bazylia i błyśnie czerwienią podokienna malwa.

Nieco dalej są bloki starsze i te młodsze. Ja mieszkam w tym młodszym. Pod samiuśkim lasem. Najprawdziwszym. Ba! Jest to nawet odnoga Puszczy Knyszyńskiej. Czy wiecie, jaka to przyjemność chodzić na spacery do lasu z psami, albo pójść nazbierać grzyby, maliny, jagody? A przecież mieszkam w mieście. Na lewo ode mnie jest dzielnica, gdzie postawione są domy bogatszych ludzi.

No właśnie ludzie.

Kiedy pierwszy raz weszłam do urzędu zarejestrować firmę i zmienić jej siedzibę na adres w Wasilkowie byłam zaskoczona. Powitały mnie uśmiechy i życzliwe pytania, czy mogę jakoś pomóc. Zapytałam: przepraszam, czy ja trafiłam do raju? Nie ma mowy o ponuro-wściekłych minach urzędniczek, które cedzą przez zęby słowa Słucham, ale takim tonem, jakby mówiły Czego tu?

Tak, jest w każdym sklepie, w każdym miejscu. Oczywiście trudno wymagać od ludzi, aby cały czas się uśmiechali, bo i tu bied nie brakuje, ale jednak tu nie czułam się nigdy i nie poczuję się anonimowa.
Dużą zaletą Wasilkowa jest zalew rzeczny i plaża, z której można korzystać latem. Zimą zaś można obserwować wędkarzy siedzących przy przeręblach i wyciągających niemałe rybcie. A czasem napotkać kroczącego ulicami miasta łosia.

Jednak wiecie co jest najpiękniejszego? To powie każdy mieszkaniec Wasilkowa, że kiedy mija się tablicę Wasilków 3 km, czyli wyjeżdża się z Białegostoku, wszystkie troski zostają tam, na drodze, widok wody i lasu sprawiają, że od razu czujesz się jak na wymarzonym urlopie. I ten aromat lasu. Wystarczy otworzyć okno, wyjść z klatki. I koncert ptaków leśnych. Niedaleko łąka i przecinające powietrze skrzydełka maleńkich ptaków polnych. Długo można pisać, prawie jak Orzeszkowa w Nad Niemnem, ale ja nie będę pisać. Ja serdecznie zapraszam. Jeśli chcesz odpocząć, posłuchać szmeru wody i powąchać aromatu lasu, przyjeżdżaj. Nocleg się znajdzie.

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów