Wyhodujmy sobie fana

DOminik

Punkty: 51
12.10.2014 DOminik

Śmierć ważnej osoby, gafa polityka, kontrowersyjny temat – wszystko to, 5 sekund po fakcie znajdzie swoje odzwierciedlenie na Facebooku. Zaraz ktoś wpadnie na pomysł, by założyć coś w stylu “pobijmy rekord polubień dla …” i znajdzie ludzi, którzy chętnie do tej strony dołączą. A po paru miesiącach zabawy profilem, zamknie go i odsprzeda, na wirtualnym rynku, gdzie handluje się żywym towarem.

Farma fanów – to profil na Facebooku, który zbiera kolejnych fanów, a gdy dana strona osiągnie ich dosyć dużą ilość, sprzedaje ich na Allegro. Bardzo prosta operacja – przyjemna i rentowna. oczywiście oficjalnie, takie praktyki są złe i żadne firmy ich nie popierają, ale pokusa jest silna i kto wie, co dzieje się, gdy nikt nie patrzy.

Pomysł jest bardzo prosty. Autor strony bazuje na jakimś mocnym medialnie lub kontrowersyjnym temacie. To może być właśnie śmierć kogoś znanego albo profile w stylu Beka z…. Przez kilka miesięcy strona zbiera ludzi, pojawiają się na niej lepsze lub gorsze treści, które w pewien sposób angażują zainteresowanych. Po paru miesiącach, liczba postów systematycznie maleje, aż w końcu strona przestaje być aktywna. My, użytkownicy, zapominamy o niej, widnieje jedynie w spisie polubionych profili. Za kolejnych kilka miesięcy okaże się, że polubiliśmy jakąś dziwna organizację, nie zdając sobie sprawy tak naprawdę kiedy się to stało.

Czy ludzie są naprawdę tak naiwni, aby dać się na to nabrać? Tak. Tytuły tych stron bardzo szybko zyskują sobie popularność, która sama napędza kolejne rzesze użytkowników. Niewiele jest dziś osób, które świadomie korzystają z komputera. Social media, a zwłaszcza Facebook, są prawdziwą maszynką, gdzie ludzie pochłaniają różnego rodzaju materiały, nie przejmując się zbytnio tym, co czytają. A w takim świecie efektowny nagłówek potrafi mieć ogromną moc. Do tego ładna oprawa wizualna – zdjęcia profilowe i w tle oraz kilka fajnych postów, i to wystarczy by przepis się udał. Rzadko kiedy wychodzi z tego zakalec. Po śmierci aktorki Anny Przybylskiej można w internecie zauważyć, jak powstają kolejne farmy.

Czy powinniśmy jako Facebookowi bywalcy oburzać się na takie praktyki? Moim zdaniem nie. To, że jesteśmy nieodpowiedzialni i nie sprawdzamy treści, w które klikamy, to tylko i wyłącznie nasze wina. Nikt inny przecież nie kazał nam tego robić. Dodatkowo – to pokazuje jak bardzo nie rozróżniamy świata wirtualnego od rzeczywistego. Co biednym dzieciom w Afryce da polubienie strony? Czy po kliknięciu, w Nigerii pojawia się z nieba miska z jedzeniem? Nie. To jest tragiczne, ze dzisiaj mamy zakodowane, że kliknięcie w stronę na Facebooku załatwia za nas wszystko. Zwłaszcza że większość tych stron to zwykłe fałszywki. A my klikając w nie nie pomożemy dzieciom, tylko jakiemuś leniwemu pracownikowi działu marketingu, który woli zapłacić niż samemu się wysilić.

Klikajmy mądrze, klikajmy świadomie. Bo to co czytamy właśnie w portalach społecznościowych świadczy o nas najbardziej.

Bo każdy przecież może to tam zobaczyć.

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów