Zróbmy sobie aferę

Trybuna Lemingradu

Trybuna Lemingradu
Punkty: 303
21.02.2015 Trybuna Lemingradu

Proszę Państwa, dziennikarze śledczy „Gazety Wyborczej” wykryli aferę…

Spokojnie, nie w sferach rządowych, nie w jakiejś państwowej agencji, nie wśród prominentnych członków partii – matki. Aferę mianowicie wykryli (a jakże) w Kościele Katolickim, a ściślej w Zgromadzeniu Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo zwanych potocznie Szarytkami (od francuskiego słowa charité oznaczającego miłosierdzie).

Na czym ta straszna afera włos na głowie stawiająca polega?

Otóż siostry posiadają w Warszawie na Powiślu, przy ulicy Tamki, nieruchomość nadaną im jeszcze przez króla Jana Kazimierza, na której planują wybudować dom pomocy dla wykluczonych społecznie i biurowiec, z którego dochód ma być przeznaczony na finansowanie działalności zgromadzenia, w tym wzmiankowanego domu. Nadmienić trzeba, że teren o którym mowa znajduje się w bardzo atrakcyjnym miejscu stolicy, w ścisłym centrum, około dwóch kilometrów od Pałacu Kultury i Nauki – za tę działkę niejeden deweloper dałby się poćwiartować.

Prawda, że straszne? Na prywatnym terenie prywatny właściciel chce zbudować prywatny dom i prywatny biurowiec. Tragedia! By jej zapobiec dziennikarze jedynie słusznego dziennika wynaleźli skądś eksperta, architekta krajobrazu Andrzeja Chmiela (prezesa stowarzyszenia Ogórd Warszawa), który zagrzmiał głosem strasznym: „Ten obszar jest nienaruszony od ponad 300 lat. To jedyny taki zachowany kawałek pola uprawnego w środku miasta. Z powodu tradycji miejsca i widoku na skarpę warszawską zasługuje na szczególną ochronę. Zabudowanie go byłoby jeszcze bardziej drastycznym krokiem niż budowa biblioteki w ogrodzie seminaryjnym”.

Ciekawe, że ani dziennikarze Wyborczej, ani pan Chmiel nie protestowali kiedy jesienią 2013 roku rozpoczynała się budowa budzącego wiele kontrowersji i szpecącego zabytkowy charakter miejsca biurowca przy Placu Zamkowym, osiemdziesiąt metrów od Kolumny Zygmunta. No tak, ale tam inwestorem nie był Kościół Katolicki a zgodę na inwestycję wydała podwładna Hanny Gronkiewicz – Waltz, pani Jolanta Zdziech – Naperty, prywatnie matka projektanta budynku Bartosza Naperty. To przecież zupełnie co innego, rzecz czysta jak łza i absolutnie nie było się do czego przyczepić.

Zastanawiam się jaki jest rzeczywisty powód wrzasku Wyborczej? Czy tylko fakt, że inwestorem jest katolicki zakon, czy też może gdzieś tam jest ukryte drugie dno? A pod dnem jakiś bogaty inwestor mający chrapkę na przyklasztorny teren, który przypadkowo jest również zleceniodawcą wielkopowierzchniowych reklam drukowanych w periodyku zarządzanym przez Adama Michnika? Ja oczywiście niczego nie sugeruję, ja tylko pytam. Dokładnie tak samo jak śledczy dziennikarze urzędujący na ul. Czerskiej…

P.S.: Swoją drogą uwaga pana Chmiela o „kawałku pola uprawnego w środku miasta” przypomniała mi pewną arcyzabawną komedię z Andrzejem Grabowskim w roli głównej…

Subskrybuj, by raz w tygodniu otrzymywać nowości i zbiór najciekawszych artykułów